Wróć do listy artykułów

Ewa Kaur

Medytacja

Z mojego punktu widzenia:

1. medytacja może być wykonywana zawsze i wszędzie, nawet podczas porannego joggingu, jeśli ktoś tak lubi (notabene stan oświecenia, to stan ciągłej medytacji, czyli świadomości)

2. ja jakiś czas temu wolałam medytować podczas ćwiczeń jogi niż bez ruchu na siedząco. Połączenie ćwiczeń jogi i medytacji to dobra metoda dla tych którzy nie potrafią usiedzieć w miejscu.

3. całkiem niedawno mi się pozmieniało i dziś wolę siąść pod drzewem. Medytacja na świeżym powietrzu, w kontakcie z ziemią, trawą, czy drzewem i niebem to wspaniała metoda relaksacji, wyciszenia i harmonizacji.

4. medytacja to NIE znaczy nie myśleć. W potocznym rozumieniu, tak właśnie odbiera się słowo medytacja :) Wg mnie i tego co sama doświadczyłam, medytacja to prosto mówiąc, nie wchodzenie w te potoki myśli, które cały czas przepływają przez nasz umysł, bo trzeba zaznaczyć, że płyną one cały czas. Szczególnie jak zaczynamy sztukę medytacji – jest ich wtedy od groma. Problem, który często pojawia się na tym etapie, to świadomość potocznego rozumienia medytacji i zarzucanie sobie, że nie potrafimy wyłączyć tych potoków myśli. Zapewniam, że to nie o to chodzi, a już na pewno nie chodzi o walczenie z tymi myślami.

Po prostu:

● ważne jest, aby je zauważyć/zarejestrować i nie wchodzić w nie z emocjami, tylko pozwolić im przepłynąć przez nas i popłynąć dalej w świat, z czasem bowiem, im dłuższa praktyka, tym mniej tych myśli zaczyna kołatać się w naszym rozbieganym umyśle, i łatwiej nam z każdym dniem stanąć obok nich i nie emocjonować się już każdym najdrobniejszym szczegółem,
● ważne, aby po prostu BYĆ i cieszyć się tym byciem, tą chwilą istnienia siebie samego, Boga, świata, wszechświata…

● ważne, aby nie stresować się i strofować siebie, jeśli przypadkiem podążymy za jakąś myślą i zaangażujemy się w nią emocjonalnie – to się zdarzyć może każdemu,
● ważne, aby w momencie spostrzeżenia swojego zaangażowania w jakaś myśl, po prostu od niej odejść na spokojnie i na luzie, uświadomić sobie: acha, weszłam w temat, a teraz chcę być od tego wolna i dobrowolnie z własnej woli odchodzę od emocji i drążenia tematu…
● ważne, aby w momencie porzucenia zaangażowania w ostatnią myśl, od nowa zacząć świadomość bycia tu i teraz,

● ważne, aby podczas medytacji czuć harmonię i jedność, lub próbować ją odczuć. Możemy również skupić się na dowolnym temacie, który nas interesuje i który chcemy wzmocnić lub uzdrowić w medytacji,

● ważne, aby nie naciskać na siebie, w żadnej kwestii. Medytacja to chwila wiecznej harmonii, jedności, radości, poczucia spełnienia, miłości… nie ma tu miejsca na presję, stres i nacisk. Jeśli zauważymy u siebie tendencje w tym kierunku, pomyślmy, że odchodzimy od nich tu i teraz i kierujemy swoje myśli i całego siebie, na nowo, w kierunku kontaktu z Bogiem.

Wiem, że wiele początkujących osób, potrafi się mocno stresować tym, że nie udaje im się tego czy tamtego – to bzdura. Ja sama wiele razy słysząc jak ktoś mówił, że medytował nad tym czy tamtym, czułam się lekko nie swojo, a to z tego względu, że miałam zakodowane, że tak wypada na drodze rozwoju duchowego… wypada medytować. Niestety sama ilekroć próbowałam siąść do medytacji, po prostu zasypiałam, bo mi się nudziło. Dopiero po jakimś czasie odkryłam, że wspaniale mi się medytuje przy ćwiczeniach jogi. Tak więc rozejrzymy się, co daje nam poczucie relaksu i harmonii a przy tej czynności możemy śmiało zacząć medytować.

Każdy idzie w swoim rytmie i jedyne co mamy do zrobienia to po prostu słuchać swojej intuicji i iść swoim tempem, bez naciskania, bez stresu i bez frustracji. Wtedy szybciej przejdziemy te chwile i szybciej nauczymy się medytacji.

Jak już wspomniałam wcześniej, teraz najlepiej mi się medytuje, siedząc spokojnie na świeżym powietrzu. Niemniej kiedyś, nie potrafiłam sobie tego nawet wyobrazić. Samo wyobrażenie było dla mnie męczące ;) przez pewien czas nawet próbowałam się zmuszać do takich medytacji, które kompletnie mi nie szły i kończyły się fiaskiem. Aż poczułam, że hola, przecież nie mogę się zmuszać. Widać albo ja wolę inną formę medytacji, albo to jeszcze nie ten czas na siedzenie pod drzewkami ;). I tak oto odpuściłam to sobie. Bardzo szybko zauważyłam naturalny pociąg do kontaktu z przyrodą i sama z siebie zaczęłam siadywać pod drzewkami, a chwile te są dla mnie teraz te jedyne, wspaniałe i zawsze mi mało ;)

Właściwie ja nie lubię nawet używać tego słowa: medytacja, bo trudno jednym słowem opisać ogrom różnych doświadczeń i przeżyć duchowych, które się mogą pojawić podczas medytacji. A przypisując coś do jednego słowa, ludzie spodziewają się, że zawsze będzie ono oznaczać dokładnie to samo. W przypadku medytacji, stanowczo tak nie jest. A więc, ilu ludzi, tyle doświadczeń medytacji. Każda jest inna, jedyna i najwspanialsza.

A gdzie możemy uznać, że zaczyna się proces medytacji?

Tam gdzie chęć i otwarte serce, tam już zaczyna się proces medytacji…

Bo to serce jest już chętne i gotowe i nasłuchuje, nasłuchuje co Bóg ma Mu do powiedzenia. A Bóg mówi do nas stale, zawsze kiedy zechcemy Go ‘usłyszeć’ to usłyszymy.

Tyle ilu ludzi, tyle różnych dróg i sposobów rozmowy z Bogiem i ‘słyszenia’ Jego Głosu.

Czasami wystarczy popatrzeć w Niebo, uśmiechnąć się do siebie, do Boga w nas i dookoła Nas, poczuć wdzięczność w sercu i to już będzie wspaniała medytacja.

A medytacja nie musi trwać nie wiadomo ile, zwłaszcza na początku, kiedy utrzymanie uwagi i świadomości jedności może być kłopotliwe. Nie zmuszajmy się jednak do niczego. Nie zmuszajmy się do długich medytacji, bo tak wypada, bo tak robią inni… bo wypracujemy tylko w swojej podświadomości chęć ucieczki od tego doświadczenia J a przecież nie o to nam chodzi J. Zatem nie róbmy nic na siłę. Kiedy będziemy gotowi samo wszystko przypłynie: spokojnie, naturalnie i cicho.

A jak poznać, że to ten moment? Medytujmy wtedy, jak poczujemy ‘ten’ impuls w sercu, jak poczujemy nieprzepartą ochotę i chęć, jak poczujemy ‘ten żar’ i ‘głód’ medytacji, w swoim sercu, duszy i ciele. To jest najlepszy moment na wspaniałą medytację, bo i ona sama płynie wtedy bez wysiłku, a rezultaty takiej medytacji sięgają daleko poza nasze oczekiwania.

Oczywiście zdaję sobie sprawę, że takie impulsy na początku nie będą codziennością, ale proszę nie frapujcie się tym. Z czasem bowiem i one zaczną pojawiać się coraz częściej, nawet dzień w dzień. Sami nawet nie zauważycie jak to szybko się wszystko rozwinie.

Ufajcie podczas medytacji. Ufajcie Bogu. Ufajcie sobie. Ufajcie!

Ja osobiście (mówię to jako inspirację dla innych) medytuję idąc do pracy i/lub wracając z pracy. Widoki mam piękne bo samo niebo :))) doprawdy wspaniała okazja, aż trudno się oprzeć i ją tracić na cokolwiek innego :))) bywa też że po powrocie z pracy siadam pod drzewkiem które jest obok domu i sobie siedzę tyle ile mam ochotę :))) Dzieci sąsiadów biegają i bawią się obok albo i nie ;) a ja sobie siedzę :) cudowna sprawa tak sobie posiedzieć i pobyć i nie wkładać żadnego wysiłku nawet w najmniejszą myśl :)))

 
Ewa Kaur - zdjęcie
  Ewa Kaur:

Polecamy następujące produkty:

Odczytywanie aury
Richard Webster
Czy można żyć 150 lat?
Michał Tombak
Radykalne wybaczanie
Colin Tipping
Analiza psychometryczna
Max Freedom Long