Wróć do listy artykułów

Leszek Żądło

Rozwój duchowy dziecka alkoholika (cz. II)

Ten artykuł omawia wybrane wzorce typowe dla współuzależnionych, w tym wypadku dorosłych dzieci alkoholików (DDA) i ich wpływ na rozwój duchowy.

To, co wiele osób deklarujących rozwój duchowy prezentuje w swych poglądach i uznaje za duchowe osiągnięcia lub duchowe zasady, to tylko elementy syndromu DDA wymieszane mało konsekwentnie z chrześcijaństwem lub buddyzmem, gdyż te prądy najchętniej gloryfikują współuzależnienie (służenie innym, poświęcanie się dla upośledzonych, rezygnacja z oświecenia na rzecz oświecania innych itd.).

Gloryfikacja wzorców składających się na syndrom DDA nie jest właściwą bazą do rozwoju duchowego. A dla osoby, która się nimi kieruje w życiu, powinna być ostatecznym sygnałem, że najwyższy czas uzdrowić swoją przeszłość. To sygnał, by przestać być osobą współuzależnioną, a stać się tym, kim naprawdę jesteśmy. Jednak wewnętrzna potrzeba osoby współuzależnionej działa na przekór jej interesom, a gloryfikujące współuzależnienie poglądy religijne zdają się potwierdzać, że to najlepsza droga do wyzwolenia czy zbawienia! Brak logiki tego typu myślenia nie jest wystarczającym argumentem. Bo kto by się przejmował logiką, jeśli “chce być dobry i szlachetny służąc głupszym czy mniej zaradnym”, jeśli “służeniem innym chce odpokutować swoje winy” (to nie ważne, że rzekome czyli wmówione!).

W praktyce każdy z czytelników może mieć wszystkie wzorce DDA w swej podświadomości, lecz mogą one działać nie w pełnej formie, lub tylko wybiórczo. Niektóre zaś mogą się okazać bardzo mocno ugruntowane. To wszystko zależy od tego, z czym spotkaliśmy się w dzieciństwie.

Czy jesteś DDA?
Nazwanie kogoś DDA jest przez wielu traktowane jako obraza, czy złośliwość. Tymczasem to zupełne nieporozumienie!
Alkoholik niesłusznie kojarzy się nam z menelem, a powinien z człowiekiem, który nie potrafi się oprzeć spożywaniu alkoholu nawet w małych dawkach. Na tym polega ta choroba – to uzależnienie od alkoholu! Czasami uzależnienie tak subtelne, że na pierwszy rzut oka niewidoczne. Jednak alkohol wywołuje określone niekorzystne zmiany w postrzeganiu i emocjach. Te wzorce są przejmowane telepatycznie przez dzieci i wnuki alkoholika, a później stają się przyczyną wikłania w rozmaite tarapaty.

Alkoholizm jest najstraszliwszą z chorób psychicznych. Jest plagą naszego społeczeństwa. Okazuje się groźniejszy od AIDS, ponieważ większość chorych nawet nie wie, że choruje i nie jest izolowana od zdrowej reszty społeczeństwa. Również często dzieci alkoholików nie wiedzą, lub nie dopuszczają takiej myśli, że ich rodzice byli alkoholikami. Tym bardziej wydaje się to szokujące, gdy rodzic alkoholik był wzorem elokwencji, kultury osobistej, czy pedantycznym czyścioszkiem. Ale… najwyższy czas zauważyć, że jego psychika funkcjonowała nienormalnie!

Dorosłe Dzieci Alkoholików (DDA) to dorośli, którzy nadal w głębi siebie pozostają dziećmi. Dziećmi zahukanymi, nieszczęśliwymi, cierpiącymi i oszukanymi. Ten wzorzec przenoszą na rozwój duchowy. DDA stanowią około 40 proc. dorosłej populacji Polaków! A wzorce DDA ma znacznie więcej osób – należy przypuszczać, że ponad 80%.

W dorosłym życiu większa część z nich zaczyna pić, spora część wiąże się z osobami uzależnionymi, a pozostałe starannie unikają myślenia o tym, co wydarzyło się w ich dzieciństwie. Unikają myślenia, ale przeżycia z dzieciństwa wpływają na ich życie i rozwój duchowy, gdyż ciągle są obecne w podświadomości. Wyparcie nie jest skuteczną metodą radzenia sobie z problemami. To coś na podobieństwo perfumowania ga, gdy tymczasem trzeba je utylizować, czyli usunąć z podświadomości raz na zawsze. Wiele spośród DDA nie odwołuje się w ogóle do pozytywnego myślenia czy duchowości i duchowość ma głęboko w d… Ale to nie znaczy, że te osoby są na niskim poziomie rozwoju. Sporo z nich jest tylko uśpionych i trzeba odpowiedniej chwili lub iskry, by poszły dalej. Na dziś są tylko DDA z wszelkimi przykrymi konsekwencjami tego dla siebie i dla otoczenia. W trakcie terapii budzi się u wielu z nich ukryte pragnienie głębokich doświadczeń duchowych.

DDA powinny najpierw przejść przez gruntowną terapię pomagającą uwolnić się od presji wzorców przejętych od rodziny alkoholika. Powinny też uwolnić się od wzorców reakcji, myślenia i postrzegania świata, których nauczyły się telepatycznie od odurzonego rodzica. Temu musi towarzyszyć uczenie się wzorców pozytywnych zachowań i pozytywnego interpretowania świata. Taka terapia trwa latami! Ale się opłaca.

Niektóre z DDA uświadamiają sobie skrzywdzenie tym, co działo się w domu, gdy byli dziećmi. Noszą w sobie żal, rozgoryczenie, złość, a nawet nienawiść nie tylko w stosunku do rodzica, który pił, ale czasem również wobec każdej osoby, która przypomina krzywdziciela. Również do Boga, że na to pozwolił i nie wysłuchał modlitw o ratunek, opiekę i ochronę dla matki lub dla nich. DDA często nie rozpoznają intencji. Ani swoich, ani innych osób. Chcą wierzyć, że za dobrymi słowami kryje się dobra wola. Czekają na dzień, w którym zapewnienia staną się wreszcie prawdą. “Przecież ktoś, kto powinien kochać, nie może ciągle zwodzić!”. “Przecież wreszcie kiedyś.... jak Bóg da”. Oczekując na cud ze strony osoby, od której są zależni, pozostają w pozycji ofiary i czują się pokrzywdzeni. Często na dodatek “nadstawiają tyłek za innych”. “Bo przecież oni mogą znieść jeszcze więcej”. W ich mniemaniu są to dobre uczynki pomagające uratować INNE ofiary z rąk oprawców. Nie zauważają, że w ten sposób stają się ofiarami życiowych ofiar! Poprzez pryzmat swojej krzywdy z dzieciństwa postrzegają świat i ludzi. W tym też osoby rozwijające się duchowo, a szczególnie mistrzów i autorytety. Każdy z nich to potencjalne zagrożenie, które może skończyć się uzależnieniem, a potem bólem zawodu!

DDA brzydzą się zdradą, dlatego… często zdradzają, kiedy tylko poczują się zawiedzione! Czynią to, bo boją się jeszcze większego bólu, gdyby się przywiązały i wtedy zawiodły. Dlatego też testują wszystkich wokół, co powoduje niesamowite zamieszanie. Zamiast tego muszą się nauczyć, że NIE PODCINA SIĘ GAŁĘZI, NA KTÓREJ SIĘ SIEDZI. Ale to im się akurat kojarzy obrzydliwie, bo z naukami pijanego rodzica, który domagał się, by nad nim skakać i by go szanować, bo od niego tak wiele zależy. Tu złość i bunt przechodzą wszelkie granice rozsądku i dobrego smaku!

Wzorce DDA zmieniają postrzeganie rzeczywistości, a szczególnie rzutują na stosunek do osób znaczących. To one są odpowiedzialne za poczucie zawodu i chęć pouczania kogoś, kto tego nie potrzebuje. A DDA najbardziej czuje się zawiedzione, kiedy odrzuca się jego pomoc (nie ważne, że już “śmierdzącą myszką”).

Nie ma niczego rozwojowego w działaniu motywowanym z poziomu wzorców DDA. Wręcz przeciwnie! Wiele DDA czuje się niegodnymi kontaktu z Bogiem, czy w ogóle dobra dla siebie. Wiele uważa, że nie stać ich na to, by płacić za nauki duchowe. Wiedzą natomiast, że “te pieniądze są bardziej potrzebne innym” (“staremu” na flachę). Paradoksalnie, każdy, kto chce od nich pieniądze, kojarzy im się z rodzicem, który nie liczył się z potrzebami dziecka i okradał je z ostatnich pieniędzy, by je przepuścić. Dlatego też obsesyjnie reagują na pomysł płacenia za coś, “co im się należy, jak psu kość” (nauki duchowe, uzdrawianie).

To wydaje się nie do przyjęcia! Przecież w jego otoczeniu za coś takiego nikt nie płacił, a jałmużna dla biednych (pomoc społeczna) się należała! No to “jak ktoś chce inaczej, to znaczy, że oszust, złodziej”, przecież na dodatek rodzic alkoholik nauczał, że “do wszystkiego dochodzi się ciężką pracą” (z intencją, by udowodnić, że zarobił uczciwie na to, co przepija). Z tego rodzi się myśl, że “mistrz (uzdrowiciel), który ciężko nie pracuje, nie ma prawa do “cudzych” pieniędzy i do przepuszczania ich”. Zazdrość rodzi pogardę i na odwrót! Dlatego osoby, które pobierają pieniądze za uzdrawianie czy nauczanie, są wyzywane z pogardą od “kupczących duchem” itp.

Zawiedzione DDA myśli: “jeśli nie on, to na pewno ja. A jeśli nie ja, to on, bo przecież ktoś musi być winny”. Typowa zagrywka DDA to “odwracanie kota ogonem”, by inni poczuli się winni. Przecież tego uczyło się od wczesnego dzieciństwa. Zawiedzone DDA czuje się tak zranione, że nie widzi miejsca na przebaczenie i nie rozumie mechanizmu dogrywania się intencji. Często nie dostrzega, że zranienie wynika z jego własnej błędnej interpretacji cudzych słów lub zachowań.

Dla DDA ważne są jasne reguły gry i egzekwowanie ich. Inaczej ludzie rozwijający się duchowo, pośród których większość to DDA, dostają małpiego rozumu, kiedy poczują za dużo wolności. Nie czując reguł i bata uznają, że im wszystko wolno i że nie poniosą za to konsekwencji, bo nie ma już nad nimi nikogo z pejczem. Zapominają przy tym, że nadal działa prawo karmy i że to ono da im wypłatę, być może nawet bardziej bolesną.
Na drodze duchowego rozwoju ważna jest konsekwencja w myśleniu i działaniu. Jednak DDA pragnąc jasnych reguł gry jednocześnie nie akceptują wezwań do konsekwencji. Traktują je jako zbyt daleko posuniętą ingerencję w ich prywatne poglądy czy emocje. Sobie natomiast przypisują prawo do takiej ingerencji.

Typowa reakcja DDA na osoby znaczące to nieustanne prowokacje, “by wreszcie wyszło z nich takie bydle, jak z ojca alkoholika”. Tego typu prowokacje powtarzające się co jakiś czas tylko świętego nie ruszają. I tu DDA “mają dowód, że taka osoba nie zasługuje ani na zaufanie, ani na nich”. Wobec tego triumfalnie, z poczuciem wielkiej życiowej wygranej, opuszczają swych terapeutów lub Mistrzów. Zazwyczaj w wyniku powtarzania tego typu akcji trafiają na osoby coraz mniej kompetentne, za to chwalące/ dowartościowujące je za to, czego zawsze pragnęły jako DDA.

Niektóre Dorosłe Dzieci Alkoholików, przyzwyczajone w dzieciństwie do zajmowania się innymi i pomagania najbliższym, wikłają się w związki z osobami, którymi trzeba się opiekować (np. uzależnionymi, mającymi poważne problemy psychiczne lub zdrowotne). W końcu chcą robić to, co najlepiej potrafią, czego się nauczyły od osoby opiekującej się nieporadnym alkoholikiem. Czasami czują wręcz “narkotyczny” głód mocnych wrażeń, który po kilku dniach spokoju staje się nie do wytrzymania, więc prowokują kłótnie i awantury (np. tumulty). Życie z partnerem, który nie wymaga opieki czy poświęcenia, uważają za nudne, zbyt poukładane. Tak samo czują się we wspólnocie ludzi zdrowych psychicznie i uporządkowanych emocjonalnie. To nie dla nich! Szukają wyzwań, mocnych wrażeń za cenę rezygnacji z harmonii i spokoju. Jak tego nie znajdują, to prowokują. Nic dziwnego, że nie bacząc na wrogie reakcje usiłują pouczać wszystkich, którzy zgodnie z ich diagnozą potrzebują pomocy lub zagubili się na duchowej ścieżce. Swoimi kompetencjami w ogóle się nie przejmują, bo przecież zawsze komuś były potrzebne, zawsze kogoś mogły pocieszyć. Dlatego do nieszczęśników lgną jak muchy do lepu.

Wielu guru mówi, żeby unikać złego towarzystwa, póki się nie jest Mistrzem. Tylko Mistrzowi nie szkodzi takie paskudztwo.
Jednym z podstawowych problemów DDA jest natomiast upierdliwe trzymanie się złego towarzystwa, czyli np. nieprzytomnego rodzica. To nie podnosi wibracji, nie wspiera w rozwoju, a wręcz przeciwnie, jest złym przykładem dla PŚ.
Jest ważne, by nie pchać się do wspólnego mieszkania z nawalonym wiecznie rodzicem, by unikać jego towarzystwa.
W rzeczywistości chodzi nie tylko o rodziców. Wielu ludzi prowokuje tylko do negatywnych zachowań. To typowe dla alkoholików oraz DDA, a także dla fanatyków religijnych. Są niereformowalni, nie potrafią być wdzięczni. I takich nie warto spotykać na swej drodze. DDA musi zrozumieć, że ich uzależniony rodzic należy właśnie do tej kategorii i bez poczucia winy uwolnić się od służenia mu czy uszczęśliwiania go wbrew jego woli. No ale jak tu uwierzyć, że to wbrew woli, kiedy rodzic tyle razy obiecywał poprawę? Tyle razy zachęcał, by się starać o jego pochwałę....
Nie ma innego wyjścia. Trzeba wreszcie to zaakceptować, że nałóg dla tej osoby jest ważniejszy od szczęścia rodziny i miłości do niej. To może zmienić tylko cud. A tym cudem może być tylko ogromny szok!

DDA mają gruntownie poprzestawiany system wartości, pełen wewnętrznych sprzeczności, niemożliwych do pogodzenia. Podczas pracy nad sobą pojawia się czasami wywalanka emocji, huśtawka nastrojów lub poglądów. To powoduje popadanie w skrajności. Chodzi o to, że wiele DDA nie zna stanów pośrednich, tylko przegina ku ekstremalnym. Dla nich coś jest albo białe, albo czarne. Tak, jak dla matki, która albo była w ekstazie, że mąż wrócił trzeźwy, albo w szale lub depresji, że znów się upił.

Nadzieja na spełnienie kłamliwych obietnic i negatywne reakcje na pozytywne treści to istna specjalność DDA. Reagują nienawiścią, wściekłością, podejrzliwością na miłość. Im więcej deklaracji miłości, tym większa zaciętość na “nie” u DDA. No chyba, że ma to być “miłość” rozumiana jako poświęcenie i cierpienie. O, wtedy DDA ją akceptuje bez zastrzeżeń!

DDA potrafią być bardzo pomocne innym lub pracować efektywnie w zamian za przysłowiowe dobre słowo. Pochwała jest dla nich tą najcenniejszą nagrodą, dla której są w stanie zrezygnować z pieniędzy lub nawet gardzić pieniędzmi, bo “duchem się nie kupczy”. Wykazują się przy tym wyjątkową obowiązkowością i zaangażowaniem – oddaniem.
Nie boją się trudnych zadań ani ryzyka. Nie przejmują się, gdy się im “wylewa pomyje na łeb”. Wiedzą lepiej i uparcie dążą do celu, który sobie wyznaczyły. A czy ten cel jest realny – nie ma znaczenia. Ważne, że wydaje się szlachetny, a nagrodą jest uznanie!
DDA dbają o potwierdzanie swoich kompetencji, ucząc się i podejmując nowe wyzwania. To bardzo ważna pozytywna cecha w rozwoju duchowym. Na nią jednak nakłada się wzorzec lekceważenia siebie i swoich interesów, bo “skoro się już przeszło przez takie piekło, to co mnie jeszcze może pokonać?” i “Co cię nie zabije, to cię wzmocni”.
Ludzie podziwiają często ich opanowanie i spokój zewnętrzny, nie zdając sobie sprawy z tego, co dzieje się w ich “wnętrzu” i jaką cenę płacą za prezentowanie siebie jako osób ze wszech miar pozytywnych, czyli “perfumowanie g
a”. Dlatego otoczenie najczęściej postrzega DDA jako ludzi dobrze radzących sobie w życiu, bez większych problemów. Ale to tylko fasada. Za nią jest niepewność, zagubienie i pomieszanie. Owszem DDA często mają wyraźne cele życiowe, które realizują. Często jednak są to cele cudze lub nierealne (szczególnie gdy dotyczą duchowości), a towarzyszy im mnóstwo rozterek, które nadrabiają “robieniem dobrej miny do złej gry”.

DDA często mając rozwinięte zdolności telepatyczne, intuicyjnego diagnozowania zachowań czy przewidywania, nie mają rozróżniającej świadomości, gdyż w ich umysłach panuje “pomroczność jasna” przejęta od nawalonych rodziców. To bardzo niebezpieczny konglomerat, powodujący mnóstwo błędnych ocen i wbijający w pychę: “jestem taki wyjątkowy, najpewniej jestem wybrany”. Z tego wynika przekonanie o swoim posłannictwie, wyjątkowości, wyjątkowej roli w życiu duchowym/ terapii innych itd.
Jednocześnie DDA dręczy poczucie niższości i niekompetencji zazwyczaj odzywające się w kontakcie z innymi osobami, a już szczególnie z osobami znaczącymi (autorytety, przełożeni). To motywuje często do konkurowania z takimi osobami, do udowadniania im, że wcale nie są takie dobre, jakimi się chcą przedstawić. No cóż, DDA przypisuje innym własne cechy i własne mechanizmy! Protestuje jednak przed obnażaniem jego słabości! Przecież ma dowód, że skoro przetrwało w tak trudnych warunkach, to słabości w nim nie ma! A będąc przekonanym o swym poświęceniu dla rodzica – pijaka i jemu podobnych – czuje się altruistą, któremu nie wolno zarzucić egoizmu i braku zaradności! Tak, DDA jest zaradne. Nie dlatego, że potrafi, ale dlatego, że musi sobie radzić! To bardzo męczy i spędza sen z powiek, bo przecież oczekuje sytuacji, w której sobie wreszcie nie poradzi, w której się nie sprawdzi. Stąd przymus podejmowania kolejnych wyzwań i sprawdzania się, żeby nie wyjść z wprawy, żeby się przekonać, jakie są granice własnych możliwości. Często ta droga sprowadza na manowce, bo dla DDA nie liczy się cena, tylko efekt w postaci przekonania się, że “pokonałem kolejną przeszkodę” (np. “Hura! zaliczyłem kurs OBE, transowania, hipnozy” itd.). Przeszkodą dla DDA rozwijającego się duchowo mogą być nawet ludzkie uczucia czy naturalne ludzkie potrzeby. Przeszkodą może być urojona konkurencja, której “trzeba stawić czoła” lub “odebrać klientelę”. A klientelę przeciąga się na swoją stronę, by udowodnić swoją wyższość, co znaczy “wartość”! Oczywiście, to wszystko odbywa się pod hasłem miłości bliźniego czy ratowania go z opresji oszusta/ manipulatora. Zwerbowanej w ten sposób klienteli nie dopuszcza się zbyt blisko, bo “ci, którzy mnie za dobrze znają, są dla mnie zagrożeniem. Mogą wykorzystać moje słabości przeciw mnie”.

Kiepski obraz siebie wyniesiony z wczesnego dzieciństwa, brak dobrych doświadczeń w bliskich relacjach z ludźmi i brak podstawowych umiejętności rozmawiania, nawiązywania bliskich kontaktów, rozwiązywania konfliktów czy nieporozumień to elementy, które powinny zostać poddane terapii i to na samym początku przygody z rozwojem duchowym. Jeśli to nie nastąpi, istnieją poważne podejrzenia, że dana osoba wejdzie w masę niepotrzebnych konfliktów i będzie poszukiwać szkodliwych dla siebie bądź ograniczających ścieżek rozwoju. Jeśli bowiem ktoś “nie zasługuje na dobro czy Najwyższe Dobro”, to jest wdzięczny, że w ogóle dostaje byle co! Jeśli nie docenia siebie, to daje się wykorzystywać w zamian za obietnice bez pokrycia lub za pochwały!

Dziecko alkoholika zawsze ma w swej podświadomości wzorce reakcji i zachowań, które są skutkami alkoholizmu rodziców. Podobne wzorce może mieć również dziecko rodziców uzależnionych od narkotyków, nikotyny, czy nawet seksu lub Internetu! Uzależnienie jest silniejsze od woli nałogowca, a dla przyjemności czerpanej z nałogu jest on gotów uczynić wszystko: manipulować, awanturować się, oszukiwać, kraść, a nawet niszczyć swoje związki, czy relacje w rodzinie. Bo wszystko podporządkowuje przymusowi zaspokojenia swej nienaturalnej “potrzeby”. I deklaruje przy tym, że gdyby tylko chciał, to dawno by z tym skończył.
Takie stanowisko musi rozdrażniać otoczenie, które czuje się lekceważone, poniewierane i upokarzane, a ponadto coraz bardziej przekonane, że nałogowiec mógłby, tylko jest tak złośliwy, że woli się świadomie znęcać nad rodziną czy przyjaciółmi. Komuś takiemu na pewno trudniej przebaczyć.
DDA zaczyna w podobny sposób patrzyć na Boga, więc jego sytuacja komplikuje się dodatkowo. Przecież wciąż słyszy, że Bóg nam daje z łaski. A jak nie daje? To pewnie z niego taka sama złośliwa świnia, jak rodzic – nałogowiec.

Zaawansowane terapie i wiele praktyk duchowych mówią: “jesteś wolny. Masz prawo robić to, na co masz ochotę”.
Wielu ludzi zrozumiawszy, że nikt ich nie zmusza i nie ogranicza, nagle dostaje skrzydeł i zaczyna odnosić wspaniałe sukcesy. Ale DDA rozumie to inaczej!
A na co ma ochotę dziecko alkoholika?
Odpocząć od tego, co musiało. Od pracy, od myślenia, od stresu. Czyli…. nareszcie nie robić nic. I niech go ktoś spróbuje pozytywnie zmotywować!
Rzecz w tym, że dziecko alkoholika nie zna pozytywnych motywacji. Nie wyobraża sobie, że można coś robić dla samej przyjemności robienia (no może z wyjątkiem seksu lub picia, ale i to wątpliwe). Nie potrafi się zachęcać do działań, bo przecież tyle razy było oszukiwane przez rodzica alkoholika, który obiecywał “gruszki na wierzbie”. Jak więc może wierzyć w obietnicę poprawy jakości życia za pomocą afirmacji, albo zbawienia, oświecenia, czy czegoś podobnego? A ponadto nie mieści mu się w głowie, że na to wszystko nie trzeba ciężko pracować, że nie trzeba o to walczyć i że nie ma nikogo, komu by to trzeba siłą wydrzeć. To wydaje się podejrzane i zupełnie nieciekawe.

W rozwoju duchowym a nawet w psychoterapii ważne miejsce zajmuje kontakt z podświadomością i intuicją. Tymczasem kontakt z podświadomością przeraża DDA, bo ujawnia ona to, co starały się ukryć przed sobą i światem. Intuicja przeraża również, ponieważ nie poddaje się kontroli. A DDA kontrolę puścić najtrudniej. To wiąże się z oczekiwaniem, że puszczenie kontroli równa się dojściu do stanu zachowania pijanego rodzica. Tak jakby samokontrola mogła zniwelować skutki pijaństwa! Stąd też pomysł, że “oświecenie to kontrolowane szaleństwo”! Niektórzy jednak oświecenie definiują właściwie i… boją się go jeszcze bardziej.
“Tylko nie każ mi się oświecić” – słyszałem od kilku bardzo zaawansowanych w rozwoju dorosłych dzieci alkoholików. Perspektywa ostatecznej utraty kontroli wydawała im się nie do zaakceptowania. Przecież tak się starali wszystko objąć swą kontrolą i tak wiele w to wkładali wysiłku. Jak z tego nagle zrezygnować? Jak poddać się i popłynąć z nurtem bożej miłości? I jak zaakceptować bożą mądrość i moc w miejsce tego, co tak dobrze pełniło swe funkcje przez wiele lat?
A jednak można. Jeśli już ktoś doszedł tak daleko, to musiał mieć silną motywację. To tylko kwestia czasu i przyzwyczajenia, by poczuć się pewnie i bezpiecznie, by ostatecznie uwolnić się od strachu, oraz od misji, m.in. ratowania alkoholika i jego rodziny.

W przypadku inkarnowania osób o wysokim poziomie rozwoju w rodzinach alkoholików, może pojawić się motyw odpowiedzialności lub misji ratowania ludzkości. Sprawa jest prosta: alkoholicy mogli zostać postrzeżeni jako źródło zła, albo jako ktoś, kto zwodzi innych. “Trzeba ich unieszkodliwić”. A jak tego dokonać?
“Nie da się ich zabić, bo się odrodzą. Nie da unicestwić, o czym przekonuje tysiące lat próżnych starań. Ale można te istoty oświecić jako pierwsze”. Tak przynajmniej wydaje się niejednemu dziecku alkoholików. I w tej intencji poświęca ono kolejne wcielenie na zrealizowanie mrzonki, bo alkoholikom jakoś oświecać się nie chce.
A może się mylę? Może tylko mydlę oczy tym, którzy mają szlachetne intencje i chcę ich zwieść na manowce, pozbawić nagrody za starania?
No to warto spojrzeć na to trzeźwo i przytomnie. I wtedy odpowiedzieć na pytania: jaką się za to płaci cenę i jakie z tego wynikają skutki.
Naiwnym życzę dobrej zabawy! Jednak przed nią życzę otrzeźwienia i oprzytomnienia. To podnosi jakość zabawy, choć dziecku alkoholika może się wydawać nudą nie do zniesienia.

Syndrom DDA kodował się poza świadomością i pozostawił głębokie ślady w umyśle.
Kiedy DDA trafia na nowe poglądy, sprzeczne z jego ugruntowanymi w dzieciństwie przekonaniami i doświadczeniami (szczególnie dotyczącymi miłości, związków czy pieniędzy), wówczas ujawnia się u niego cała siła destrukcji wzorców DDA. Niektórzy wręcz nie przebierają w środkach, by ośmieszyć tę koncepcję, by ją zeszmacić. Stanęli wobec wyboru: pójść za głosem intuicji, czy też za głosem przerażonej podświadomości DDA. A walczą tylko w obronie prawa do celebrowania swych kompleksów. DDA nie kieruje się tak “płytkimi” motywacjami jak świadomość własnych korzyści lub strat. Kieruje się “bardziej szlachetnymi”! Z tego powodu często postępuje nawet wbrew sobie i na swoją niekorzyść! Ale ma przy tym satysfakcję, że “potrafi dochować wierności swym ideałom”!

Wzorce DDA są dalekie od doskonałości. Rzekłbym, że sprzeczne z nią. Nie da się rozwijać duchowo pielęgnując system wartości DDA. A przecież on się wydaje taki mądry, taki naturalny i jedyny (taki znany – całe otoczenie w niego wierzy)!
Tu pora zwrócić uwagę na pewien stereotyp występujący zarówno u pań jak i u panów z wzorcem DDA. MUSI BYĆ PO MOJEMU!!! Nie popuszczę! O kurcze, żebym tylko jeszcze wiedział/a, czego chcę i o co mi chodzi!

No to teraz propozycja, co z tym zrobić:
Przeczytaj jeszcze raz ten art. i spośród wzorców DDA zaznacz te treści, z którymi się zgadzasz, które popierasz, z którymi się identyfikujesz.
Teraz zaprzecz im pozytywnie i ułóż sobie afirmacje dokładnie przeczące zidentyfikowanym wzorcom destrukcji i autodestrukcji. Potem wprowadzaj afirmacje do podświadomości, aż w nie uwierzysz, aż staną się bazą dla twego nowego, zdrowego systemu wartości.

 
Leszek Żądło - zdjęcie
  Leszek Żądło:

Polecamy książki i płyty Leszka Żądło:

Tajemne moce umysłu
Leszek Żądło
Medytacje Dla Związków
Leszek Żądło, Beata Augustynowicz