Wróć do listy artykułów

Leszek Żądło

Świat jest taki, jaki myślisz, że jest

To jedna z zasad Huny i jogi często błędnie interpretowana. Zazwyczaj kończy się na urojeniu, że “świat jest tylko urojeniem, czyli wymysłem mojej wyobraźni”.

Osobiście protestuję przeciw takiemu pojmowaniu, gdyż nie jestem wymysłem cudzych urojeń. Jestem realny. Ale jeśli ktoś ma odmienne od tego zdanie, to powinien zastanowić się, czy ON sam przypadkiem nie jest wymysłem moich wyobrażeń???
Mniej miłe, co?
Tymczasem chodzi o coś innego. Otóż chodzi o to, że twój świat jest taki, jakim go sobie wyobrażasz. A mój świat jest inny od twojego!

Każdy z nas ma swoją wizję świata (w tym siebie). Dla każdego, kto sobie mnie wyobraża, jego wyobrażenie na mój temat jest tylko jego wymysłem. Ten wymysł nie musi mieć ze mną nic wspólnego, nawet jeśli dana osoba kiedykolwiek mnie spotkała. Najlepszy dla mnie dowód stanowiło życie z jedną osobą pod jednym dachem przez 5 lat. Ona myślała, że zna mnie na wylot, a ja wiedziałem, że nie zna przynajmniej połowy moich możliwości. Tak wyglądają różnice między fantazją a rzeczywistością. Tym bardziej dziwi mnie, kiedy osoba, która przeczytała kilka moich wypowiedzi lub usłyszała na mój temat jakąś opinię, uważa, że wie o mnie wszystko. No ale jej wyobraźnia mówi, że to jak najbardziej możliwe, więc wierzy w tę iluzję.

Świat postrzegamy przez klisze astralne, które są klapkami na oczach przepuszczającymi tylko to, co chcemy zaakceptować i co jest zgodne z naszymi wcześniejszymi doświadczeniami.
Można to wyjaśnić też językiem psychologii:
Ponad 30 lat temu szwajcarski psycholog Jaen Piaget opublikował wspaniałą, świetnie udokumentowaną pracę nt. struktur poznawczych. Wynikało z niej, że każdy z nas postrzega i interpretuje świat w sobie właściwy sposób, a uczenie się różnych sposobów postrzegania świata i reagowania na niego zazwyczaj kończy się w 6 roku życia. Jeśli ktoś miał mało zróżnicowanych JAKOŚCIOWO doświadczeń, jego struktury poznawcze są bardzo ubogie i nie jest w stanie zrozumieć większości innych punktów widzenia. Jego wizja świata jest w pewnym stopniu upośledzona. Zaś osoba, która w dzieciństwie miała możliwość spojrzeć na świat z różnych punktów widzenia, ma znacznie szerszy zakres możliwości.
Ta publikacja wywołała w świecie psychologów i psychiatrów burzę, a chamskie ataki na autora publikowane w pozornie kulturalny sposób miały ośmieszyć i zdyskredytować tę koncepcję. Środowisko solidarnie zaprotestowało w obronie swoich klapek na oczach nie dostrzegając, że to tylko klapki (struktury poznawcze).

Struktury poznawcze działają różnie. Jedne z nich ułatwiają, a inne uniemożliwiają poznawanie rzeczywistości taką, jaką ona jest, a wówczas często są przyczyną negacji cudzych poglądów tylko z tego powodu, że te wydają się niezrozumiałe, a więc nienormalne. Jedni więc mają szerokie spojrzenie na świat, podczas gdy inni kiszą się w swoich ograniczeniach i żądają uznania ich za równoprawne lub nawet ważniejsze od tych, których pojąć nie potrafią.
Dla mnie zapoznanie się z koncepcją struktur poznawczych było jak odkrycie świeżego podmuchu w psychologii, wnoszącego wiele do zrozumienia psychiki i zachowań człowieka. Na przykładzie m. in. tej książki nauczyłem się też, że procesy psychologiczne można przedstawiać za pomocą języka zrozumiałego dla wszystkich, a niekoniecznie bełkotu rozumianego jedynie przez Wielkie Autorytety i ich najbliższych uczniów. I chyba to najbardziej oburzyło zasklepionych w swoim niezrozumiałym przez innych światku psychologów i psychiatrów. No bo jak tak można sprofanować świętą psychologię (która wówczas miała aż 70 lat)!

O odkryciu struktur poznawczych i reakcji na nie “środowiska” wtrąciłem celowo, żeby unaocznić, jak prawdy psychologiczne znane ezoterykom od tysięcy lat, z trudnością torują sobie drogę do świata nauki. A to najlepiej świadczy o jakości struktur poznawczych naszych genialnych naukowców!
Dziś już wielu psychologów rozumie, na czym polega działanie struktur poznawczych i nie protestuje przeciw Piagetowi i jego odkryciu. Ale kiedy mówi się o nich “klisze astralne”, wówczas już nie rozumieją, o czym mowa i naśmiewają się z takiej głupiej koncepcji. W ich świecie nie ma miejsca na takie pojęcia. A przecież chodzi prawie o to samo.
Można tu powiedzieć, że są to wzorce i mechanizmy organizujące nasze postrzeganie i interpretowanie rzeczywistości. Piaget dokładnie wyjaśnił – z psychologicznego punktu widzenia – na czym polega działanie tego prawa, że nasz świat jest taki, jakim go sobie wyobrażamy.
Okazuje się, że może to mieć przerażające konsekwencje. Nie tylko bowiem spostrzegamy świat wg naszych klapek na oczach (klisz astralnych), ale kiedy zabieramy się za kreację, to kreujemy tylko to, co potrafimy sobie wyobrazić. I nic więcej! Nasze kreacje są zgodne z naszymi wyobrażeniami o świecie, o sobie i o rzeczywistości. Jednak może nam się wydawać, że czasami przychodzi do nas coś lepszego, niż nasze wyobrażenia. To coś, czego nie planowaliśmy, w co nie wierzyliśmy.
No właśnie. Może nie wierzyliśmy świadomie, ale nasze struktury poznawcze dopuszczały taką możliwość, że spotka nas coś o wiele lepszego. Można to nazwać nadzieją. Nadzieja jest tą strukturą, która przepuszcza wspaniałe rozwiązania pomimo innych klapek na oczach zaślepiających nas na co dzień. Od święta przecież dopuszczamy (no na pewno, nie wszyscy), że cuda się zdarzają. A jeśli w naszym świecie jest miejsce dla cudów, to się zdarzają! Wielu z nas dopuszcza też działanie intuicji, a ona wtedy działa w ich życiu.

Jeśli w naszych wyobrażeniach jest miejsce dla cudów, jakie ma nam do zaoferowania Bóg, Natura czy Wyższe Ja, to takie cuda mogą się nam przydarzać, pomimo że planowaliśmy co innego, że oczekiwaliśmy świadomie na paskudne lub nie najkorzystniejsze rozwiązania.
Jeśli natomiast w naszym świecie wszystko jest poukładane i nie ma miejsca dla cudów, przypadków, intuicji, wtedy “orzemy, jak możemy” i niewiele dobrego z tego wynika. Co więcej, zauważono, że cuda nie mogą się wydarzać przy osobach, które w nie nie wierzą. A nie mogą, gdyż te osoby nie poradziłyby sobie z szokiem poznawczym, pozostałyby w stanie głębokiego rozbicia poukładanego systemu wartości!
Wynikać by z tego mogło, że bałaganiarze żyją ciekawiej, a w ich życiu zdarza się znacznie więcej cudownych wydarzeń niż w życiu szufladkujących wszystko porządnisiów.

Psychologia i psychoterapia już dawno opisywały różne wzorce zachowań czy też archetypów. Każdy z nich wiąże się z pewnym zespołem struktur poznawczych. Kiedy czytamy o różnych zespołach zaburzeń osobowości, możemy mieć różne odczucia, a czasami wręcz śmiech nas ogarnia. Kiedy jednak jesteśmy analizowani przez domorosłych psychoanalityków, dla których archetypy to jedyne źródło wiedzy nt. osobowości i psychiki człowieka, to już nam przestaje być do śmiechu. Wtedy widzimy, jak wspaniałe narzędzie opracowane przez psychologów głębi, zamieniło się w otumaniające klapki na oczach. A niestety, wielu jest takich psychologów i hobbystów, którzy nie potrafią patrzeć na człowieka inaczej, jak tylko przez pryzmat tej klasyfikacji. W ich świecie nie ma innej opcji. Wydaje im się, że wszyscy są w jakiś sposób zafiksowani, tymczasem to oni sami sfiksowali, a najlepszym dowodem na to jest fakt, że nie potrafią oderwać się od swojego wzorca wyobrażeń o innych ludziach. Tak funkcjonuje ktoś, kto ma bardzo ograniczoną ilość struktur poznawczych i zamknięte struktury wyobrażeń. W przypadku takiej struktury umysłu trudno o wprowadzenie do świadomości nowych informacji, gdyż wszystko jest porządkowane, układane, szeregowane i klasyfikowane wg specjalnego klucza. Osoby, które mają swoje inne klucze, musi to oczywiście wkurzać. I wkurza, ponieważ one też nie mają innej opcji poza swoją, jedynie słuszną.

Jak bardzo ograniczonym jest wybiórcze przyjęcie pewnych klasyfikacji psychologicznych czy psychoanalitycznych, może świadczyć fakt, że nie pozwalają one rozpoznać wzorców współuzależnienia, np. DDA. Nie pozwalają też dostrzegać przejawów działania w człowieku tego, co nazywamy intuicją lub wg Huny Wyższym Ja. Prawdziwy uczony trzyma się wiernie tabelek, definicji i litery przekazu. Kiedy pewien doktorant chciał zademonstrować przed kolegami psychologami materiał nt. regresingu, natychmiast zakrzyczeli go, że jeśli to jest materiał z innej linii przekazu niż psychoanaliza jungowska, to oni nawet nie chcą nic na ten temat wiedzieć! “Nie i już” (z przytupem, jako najważniejszym argumentem dojrzałego psychicznie psychoterapeuty). Pomysły, by zwrócić uwagę na nowości czy na “ducha” przekazu wydają się takim ludziom przerażającymi aktami obrazoburstwa czy herezji. Ich struktury poznawcze nie przewidują innej możliwości. Z tego powodu czują się dumnymi i lepszymi od innych! I tak to trwa, odkąd pojawili się pierwsi “uczeni w Piśmie”.

Poważny błąd domorosłych, a nawet zawodowych psychoanalityków polega na tym, że nie dostrzegają innych możliwości zdiagnozowania problemów, niż posługiwanie się gotowymi szablonami. I tam, gdzie większość potrzebuje pomocy w zakresie rozpracowania mechanizmów typowych dla DDA, proponuje im się pracę z fikcyjnymi archetypami, do których pasują, ale tylko częściowo. Z punktu widzenia kogoś, kto potrzebuje fachowej pomocy w uwolnieniu od zespołu wspóluzależnienia, analizowanie jego skojarzeń seksualnych lub archetypicznych reakcji to po prostu strata cennego czasu! Strata, którą coraz trudniej nadrobić, gdy brnie się w pseudonaukowe koncepcje lub pogłębia urojenia o rozwoju duchowym i jego celach. Tak, właśnie wśród osób mających inklinacje do rozwoju duchowego, większość powinna rozpoznać u siebie zespół (syndrom) współuzależnienia i uwolnić się od wszelkich charakterystycznych dla niego struktur postępowania, myślenia i postrzegania rzeczywistości. A sprawa jest naprawdę poważna, ponieważ większość religii i sekt bazuje na świadomym i celowym gloryfikowaniu, uświęcaniu i rozdymaniu cech wiążących się z syndromem współuzależnienia!
Pytanie: dokąd prowadzi ta droga?
Odpowiedź jest zawarta w słowach: “po owocach ich poznacie”.
Zaiste, owoce uduchowienia bazującego na syndromie wspóluzależnienia to już tragedia zarówno dla osoby, która coś tak potwornego zrealizowała, jak i dla jej otoczenia. A to dlatego, że syndrom ten zawiera mnóstwo sprzecznych wewnętrznie, wykluczających się dążeń i wyobrażeń. Powiedzmy, że są one tak harmonijne i wewnętrznie spójne, jak “pomroczność jasna”, czyli stan umysłu ciężko nawalonego człowieka. Większość osób uduchowionych nawet ich nie dostrzega łudząc się powiedzeniami: “Bóg tak chciał”, albo “tak widocznie miało być”.
Och ta naiwność, którą się bierze za oświecenie!

Jeśli nie ma w twoim świecie opcji uzdrowienia, to nie możesz zostać uzdrowiony. Jeśli nie ma opcji uzdrowienia przez Boga, to Bóg cię nie uzdrowi! Jeśli jest opcja cierpienia, bo “Bóg tak chce”, to cierpisz bez sensu, choć Bóg się w tej sprawie nie wypowiedział. A jeśli już się wypowiadał, to tylko o tym, że nie życzy ci cierpienia i że to twój osobisty wybór.

Można mieć dużą ilość struktur poznawczych, a jednak w związku z ich działaniem żyć w ciągłym ograniczeniu. Ponieważ to nie ilość, a jakość struktur poznawczych decyduje o jakości naszego życia.
Osoby, mające jakościowo mało zróżnicowane doświadczenia poznawcze, charakteryzują się zamkniętą strukturą wyobraźni. One to oraz takie, w których wyobraźni nie ma miejsca na cuda, Boga i intuicję, nawet kiedy zajmą się rozwojem duchowym, wszystko wkładają do znanych sobie przegródek z uprzednio przygotowanymi hasłami. Jak się coś do nich nie mieści, usiłują nagiąć to do swojego wyobrażenia, by koniecznie to zaetykietować lub przegonić ze swego świata, by nie burzyło ich spójnej wizji uporządkowanego życia czy rozwoju. Najtrudniej pod tym względem mają właśnie osoby z syndromem współuzależnienia. Ich świat jest po prostu koszmarem pozbawionych jasnych reguł gry relacji, pełnym wrogów, oszustów, osób, którym nie można zaufać, a które nieustannie trzeba kontrolować i testować, by wreszcie udowodnić im, że są takimi samymi draniami, jak ich rodzic, od którego są nadal uzależnieni psychicznie. Dlatego dla jednych jestem toksycznym terapeutą, niekompetentnym nauczycielem duchowym, dla innych szarlatanem, dla innych jeszcze ofiarą popieprzenia, której natychmiast należy pomóc w odzyskaniu równowagi psychicznej. Są wreszcie i tacy, dla których jestem “nikim”. Ich ograniczona strukturami poznawczymi wyobraźnia nie zawiera innej opcji, z którą mogliby mnie skojarzyć. Ale to nie ja za to ponoszę odpowiedzialność, tylko ich klapki na oczach. Choćbym nie wiem co czynił, i tak w ich kapkach na oczach nie dokonam żadnych zmian. Dlatego nie warto starać się, by inni mnie wreszcie zobaczyli inaczej. Dlatego warto wybaczać ludziom zaślepionym i ograniczonym umysłowo i dać sobie spokój z nimi i z ich opiniami.
Owszem, są też wśród osób z syndromem współuzależnienia takie, które we mnie widzą mistrza, ale… podchodzą do mnie jak do rodzica, od którego tak wiele zależało i którego nigdy nie byli w stanie zadowolić. Te osoby, które mają takie wyobrażenia na mój temat, traktują mnie dokładnie tak, jak to wynika z ich wyobrażeń.

Ludzi zaślepionych silnymi wzorcami typowymi dla DDA nie obchodzi, jaki jestem naprawdę. W ich świecie po prostu nie ma miejsca dla kogoś takiego, jakim jestem. A skoro nie ma, to muszę się mieścić w ich szufladkach, albo zostać zignorowanym, ewentualnie wyśmianym. “Bo nic tak nie poprawia humoru, jak głupawka przy głupawce popijającego (upalonego) towarzystwa”. DDA nie potrafią się bawić na trzeźwo i przytomnie. Nie potrafią też zazwyczaj bawić się pozytywnie. Największą frajdę sprawia im poniżanie i wyśmiewanie innych. Dlatego też nic nie może się dla nich równać z nagrodą za granie roli: “Jestem ukochaną żmijką tatusia. Jak ja wymyślnie kąsam, to tatuś jest ze mnie dumny”.

Kiedy proponuję, by ofiary syndromu DDA spojrzały na mnie bez uprzedzeń, na trzeźwo i przytomnie, natychmiast zarzucają mi, że mam poważne problemy, bo oni przecież wiedzą lepiej, widzą trzeźwiej, bo oni są obiektywni. A jak jeszcze ktoś ma podobne do nich zdanie, no to ja muszę być w błędzie (lub obłędzie). Przecież w ich świecie nie ma innej opcji!
Niestety! W odniesieniu do struktur poznawczych nie ma zastosowania zasada, że większość ma rację. Większość ma bardzo ograniczone struktury poznawcze. Wystarczy spojrzeć na świadectwa ze szkoły i porównać je. One dość dokładnie odzwierciedlają, jak poważne są różnice w działaniu struktur poznawczych w naszym rozwoju. Wynika z tego, że dopuszczając więcej możliwości interpretacji świata i zjawisk, jesteśmy coraz lepiej wykształceni (i zwykle tak oceniani przez nauczycieli), a nasza wiedza daje się twórczo stosować w codziennym życiu lub rozwoju duchowym.

Kiedy ktoś nie potrafi spojrzeć na świat z wielu różnych punktów widzenia, wówczas jego świat jest, co prawda poukładany i rządzą nim znane mu reguły gry (np. wszystkie baby to k…, wszyscy faceci myślą tylko o jednym), ale daleki od rzeczywistości. On jednak czuje się ze swymi wyobrażeniami pewny i bezpieczny będąc przekonanym, że wie o życiu wszystko i potrafi się ustawić (“kiedyś to, panie, ludzie uczyli się tylko pisać i czytać i, panie, byli mądrzejsi od tych dzisiejszych profesorów”). Większości nie potrzeba przecież nic więcej. Jedzenie, picie, palenie, przeżuwanie, wydalanie, seks. No może jeszcze kasa i znajomości. Ich świat jest prosty i rządzą nim z pozoru jasne reguły gry: “tak było, jest i będzie”. Oczywiście, w twoim świecie może w ogóle takich ludzi nie być, ponieważ nawet nie wiedziałeś, że stanowią oni większość społeczeństwa. Dla innych jednak są oni jedyną rzeczywistością. Być może, że ty i oni macie inne wyobrażenia o świecie.

Pewien filozof napisał, że nawet “kiedy większość popełnia szaleństwo, to nadal nie przestaje być szaleństwem”.
Dla niektórych to zbyt mało, by się nad sobą zastanowili. Oni mają odmienne zdanie od ekspertów, bo sami siebie uważają za jedynych ekspertów. A ich “niezależne” zdanie jest zgodne z opiniami większości, która żyje w stanie ograniczonej świadomości i w gorsecie ograniczających struktur poznawczych.

Struktury poznawcze determinują postrzeganie rzeczywistości. W świecie ludzi duchowo zaślepionych nie ma miejsca na oświecenie, nauczycieli duchowych, uzdrawiaczy, radiestetów, jasnowidzenie, inne zjawiska paranormalne, pamięć poprzednich wcieleń, cuda itd., choć może być miejsce na jakąś wizję Pana Boga, Pana Jezusa i Maryi Wiecznej Dziewicy. Jedno drugiego nie wyklucza. Ba, w umyśle ograniczonego duchowo może nawet być miejsce dla szamanów, joginów i kahunów, ale pod warunkiem, że są to elementy folkloru, historii, legend, ale nie osoby autentycznie żyjące i stosujące w praktyce swą wiedzę duchową. Stąd tak wiele niedowierzania i podejrzliwości w przypadku spotkania kogoś takiego. Stąd też jawna negacja lub zgodnie z wyuczoną w dzieciństwie strukturą poznawczą, przypisywanie takim osobom kontaktów z szatanem i szatańskimi mocami, albo mitomanii. Stąd przekonanie, że tylko Jezus ma prawo robić to, a inni, jeśli nawet to czynią, to są ofiarami szatana lub wcielonymi demonami. Można by tak ciągnąć tę wyliczankę jeszcze długo.

Nabyte w okresie dziecięcym struktury poznawcze mogą nas inspirować lub ograniczać w rozwoju. To one powodują, że z kimś możemy się dogadać, a z kim innym nie. To one są odpowiedzialne za nagłe nawrócenia z niezależnej drogi duchowej na… religię, w której dana osoba wyrastała.
Im mniejsze zróżnicowanie naszych struktur poznawczych, tym więcej klapek na oczach, tym trudniej nam zrozumieć kogoś, kto nabył w dzieciństwie jakościowo większy pakiet doświadczeń. Po prostu, trudno jest przeskoczyć poza pułap własnej wizji świata. Ale i to jest możliwe, gdyż dla chcącego, nic trudnego. A więc trzeba tylko chcieć i znaleźć sposób! Wszystkie z owych sposobów prowadzą do CZYSTEJ intuicji.

Im szersze pole dopuszczanych przez nas możliwości, tym szersza świadomość i bogatsze życie. Pewne osoby jednak nie rozróżniają między możliwościami, a wątpliwościami! Dla jednych dopuszczanie wątpliwości to droga do uwolnienia od skostniałych struktur, a dla innych to nawoływanie do powrotu do tychże struktur, to wewnętrzny nakaz zaprzeczania “temu, co się w głowie nie mieści”. Tak, tak, to od ludzi uważających się za rozwijających się duchowo nieraz słyszałem: “czy dopuszczasz wątpliwość, że Boga nie ma, że twoja intuicja i twoja pamięć poprzednich wcieleń to tylko halucynacje, że radiestezja czy bioenergoterapia nie może nie działać? Przecież tego nikt nie sprawdził”.
Owszem, w świecie nawołujących mnie w ten sposób, nie ma nikogo, kto by to sprawdził, a oni sami też nie sprawdzili i raczej sprawdzać nie zamierzają. Paraliżuje ich strach przed nowym i nieznanym, a poza tym nie wierzą w swoje możliwości i zdolności. Oni dopuszczają wątpliwości i na nich kończą. Trudno to jednak nazwać rozwojem duchowym.

W moim świecie jest mnóstwo takich, którzy sprawdzili i wiedzą, a także takich, którzy nie sprawdzili i dlatego nie wierzą. Ja też kiedyś nie wierzyłem, więc dlatego znam ten stan wątpliwości. Miałem jednak odwagę sprawdzić, ponieważ wątpiłem w odwrotną stronę, niż inni. Zajęło mi to wiele czasu, którego nie marnotrawiłem na zadręczanie siebie i innych wątpliwościami i zrzędzeniem.
Większa część naszego rozwoju przebiega zgodnie ze strukturami poznawczymi. Jeśli nie ma w naszej wyobraźni miejsca na rozwój, to nie ma rozwoju. Jeśli takie miejsce jest, to rozwój przebiega zgodnie z wyobrażeniami. Swych wyobrażeń nie jesteśmy do końca świadomi, a więc jeśli teraz ktoś zaneguje te twierdzenia, to tylko dlatego, że jego wyobraźnia mu nie pozwala na ich zaakceptowanie. Ale to nie dowód, że jest mądrzejszy czy głupszy. To dowód na to, że jego struktury poznawcze są INNE. Być może zaślepiają go, ale jeśli tak jest, to inne struktury poznawcze w jego umyśle pomogą rozpoznać owo zaślepienie i uwolnić się od niego, albo… nie pozwolą go nawet dostrzec.

Przekroczenie ograniczeń wynikających ze struktur poznawczych jest możliwe dzięki medytacji, umiejętnie stosowanym afirmacjom, a także dzięki technikom regresywnym. Natomiast problem pojawia się tam, gdzie w dzieciństwie ktoś pozostawał odcięty od doświadczeń i znalazł się nawet w stanie tzw. deprywacji sensorycznej, czyli pozbawienia działania na niego bodźców zewnętrznych. W wyniku takiego stanu był otępiony, znudzony, niczym nie zainteresowany (bo przecież nie było czym), a efektem jest u niego mała ilość struktur poznawczych i znudzenie życiem. Wtedy umysł wykazuje ciasnotę, zaślepienie czy coś podobnego. Owe struktury mogą uniemożliwiać rozwój duchowy, albo przynajmniej poważnie zakłócać medytację.
W wyniku braku bodźców zewnętrznych mogło się u dziecka rozwinąć bujne “życie wewnętrzne”, co w rzeczywistości jest ucieczką w świat fantazji (zamknięcie świadomości w astralu), lub mogła się pojawić otwartość na kontakt z istotami ze świata astralnego. Dla niektórych to jedyna rzeczywistość! Nie potrafią sobie wyobrazić życia i rozwoju duchowego bez duchów, aniołów, bez instrukcji i przekazów channelingowych ze świata astralnego i nierealnych fantazji.

Nabywanie nowych struktur poznawczych w wieku późniejszym niż 6 lat też jest możliwe, ale trudniejsze. Wtedy jest wewnętrzna zgoda na nabywanie wzorców zachowań i postrzegania zgodnych z wcześniej poznanymi, ale odrzuca się wszystko, co nie pasuje do uprzedzeń. Dlatego jedni są geniuszami matematyki, inni dziedzin humanistycznych, a jeszcze inni sportu, itd. “Omnibusów” jest mało. Najwięcej jest uzdolnionych “inaczej”. To wszystko zasługa struktur poznawczych. Tak, tak. Łatwo wysnuć stąd wniosek, że są one powiązane z inteligencją. I to prawda. Testy IQ badają nie tyle inteligencję, ile właśnie struktury poznawcze!
W wyniku świadomej zgody na rozszerzenie naszych zdolności postrzegania różnorodności w świecie można takiego rozszerzenia dokonać stosując specjalne techniki odwoływania się do intuicji, Wyższej Świadomości (Inteligencji) itd. W ograniczonym zakresie można też korzystać w takim celu z pamięci poprzednich wcieleń. Szczególnie medytacja otwiera nas na takie możliwości, jakich w ogóle się nie spodziewaliśmy i jakich nie jesteśmy w stanie wymyślić.
Nabywanie nowych mechanizmów zachowania i postrzegania może się odbywać w wyniku stosowania afirmacji, wizualizacji i medytacji, ale także modlitw o ukazanie najlepszych rozwiązań. W rozwoju wielu osób ważną rolę odgrywa terapia zajęciowa, terapia grupowa, autoterapia lub desensybilizacja (pewna forma wizualizacji). Również poprzez czytanie książek różnych autorów rozszerzają się nam horyzonty poznawcze. Metod hipnotycznych nie polecam, choć mogą wprowadzić znaczące zmiany w krótkim okresie czasu, ale niestety, ograniczają świadomość i uzależniają.

Nabywając nowe mechanizmy zachowania i poznawania rzeczywistości powinniśmy świadomie dokonywać wyborów, co jest dla nas ważne, a co nie. Powinniśmy też wziąć na siebie odpowiedzialność za siebie i za jakość swego życia, zamiast zwalać ją na innych lub Boga. Ten proces też jest uwarunkowany uprzednimi wierzeniami czy wyobrażeniami, więc nasza przemiana czasami posuwa się do przodu małymi kroczkami. Bywa też, że zamiast nabywać korzystne umiejętności i cechy, po prostu podążamy za pożądaniem czegoś niezwykłego, za buntem dla zasady i… będąc z siebie dumni, trafiamy na manowce.
Zbuntowani i zaślepieni swymi rzekomymi sukcesami często okopują się w szańcach, zza których głoszą wyższość swych nauk i swej drogi, choć tak naprawdę dawno już przestali doświadczać korzyści, jakie wiązały się z ich rozwojem na początku. To typowe zwłaszcza dla wszelkiego rodzaju sekt apokaliptyków, którzy nie doczekawszy się końca świata znajdują nowy termin apokalipsy i zaczynają intensywnie werbować w swe szeregi kolejnych naiwnych. W swym zaślepieniu po prostu nie mają innej wizji świata. I – aby dochować wierności swym urojeniom – popełniają wreszcie zbiorowe samobójstwa.
Innych, którzy wybrali drogę na manowce, ten mechanizm udowadniania prawdziwości swych urojeń też nie omija. Przecież ich świat MUSI być taki, jakim go sobie wyobrażają. Bo jeśli miałby być inny, to lepiej, żeby w ogóle go nie było! “Nie, nie!” (najlepiej z przytupem zarozumiałego dzieciaka). “Nie po to się tak zaangażowali, tak się poświęcili swej jedynie słusznej praktyce! Tylko nie to! To nie może być prawda! Od wątpliwości można zwariować! A więc trzeba nawrócić wszystkich, którzy sieją zwątpienie, albo ich zniszczyć kierując się bożą miłością i bożym gniewem”.
Osoby, które uwierzyły, a nie doczekały się spełnienia obietnicy, przekonują się, że “trzeba tylko jeszcze się zmobilizować, jeszcze zasłużyć i …. lada dzień, lada chwila…..” Zaczynają udowadniać sobie i światu, że nie zmarnowały czasu i szans, podczas gdy trzeba by właśnie zrewidować swe poglądy i pójść dalej, ale w innym kierunku! I tu zaczynają nawracać wszystkich, którzy o to nie proszą, a także tych, których to wcale nie interesuje.
Zgodnie ze swymi wyobrażeniami osiągnęli najwyższy możliwy sukces i teraz chcą przekonać innych, ŻE TEŻ TAK POWINNI! Najchętniej pouczają tych, którzy mają od nich znacznie szerszą świadomość i zaszli znacznie dalej. To w celu sprawdzenia się, dowartościowania i przekonania się, że nikt nie mógł osiągnąć niczego więcej niż oni. Przecież w ich świecie nie ma miejsca dla takich osób, a wszystkich, którzy nie pasują do tej wizji, trzeba ujawnić jako oszustów lub niekompetentnych szarlatanów! Panoszą się więc jako eksperci, którzy co prawda, nie ujawnią się personalnie, ale za to pouczają i wyrażają odmienne zdanie od autorytetów. Tylko po to, żeby udowodnić, że w ich świecie nie ma miejsca na inne autorytety niż oni sami. Popadają w stagnację, “gonią za własnym ogonem”, ale uważają, że osiągnęli już wszystko, więc są powołani, by pouczać innych. No i jest w tym żelazna logika. Przecież zgodnie z własnymi wyobrażeniami osiągnęli szczyt możliwości! Szczyt, na który nikt inny nie może się wdrapać. Nawet jeśli ktoś jest już dużo wyżej, niż im się wydaje. W ich świecie to po prostu nie jest możliwe i “muszą” dać temu wyraz!

Człowiek, którzy wierzy, może osiągnąć to, co dla innych jest niewyobrażalne! To niewyobrażalnie łechce ego! Natomiast osiągnięcia wynikające z wiary są adekwatne do wyobrażeń.
A jak postępuje człowiek, który naprawdę rozumie rzeczywistość i ma rozszerzoną świadomość?
Po 1. Dzieli się owocami swej wiedzy i swego urzeczywistnienia.
Po 2. Nie udaje, że nie widzi błędów, kiedy je widzi. I nie boi się o nich mówić.
Po 3. Nie daje się przekonać, kiedy zauważa, że ktoś mu proponuje szkodliwe praktyki lub wciska ograniczające czy zaślepiające poglądy.
Owszem, to strasznie wkurza tych, którzy nie przewidzieli w swojej wyobraźni miejsca dla kogoś, kto może być bardziej uduchowiony od nich. Ja akurat to przewiduję. I akceptuję, że ktoś może się podzielić ze mną swymi cennymi doświadczeniami. Kiedy zauważam, że są mi one przydatne, potrafię być wdzięczny. Ale kiedy dostrzegam, że ktoś próbuje mi wciskać ciemnotę i ma pretensję, że się od niego nie uczę, to śmiech mnie ogarnia. On zaś ma dowód na to, że to ja jestem ograniczony! Bo przecież jego wizja rzeczywistości nie przewiduje innej opcji!
Czy to tak trudno zrozumieć, że ktoś, kto ma rozszerzoną świadomość i bogate doświadczenia duchowe oraz parapsychiczne, nie nauczy się niczego cennego od piewców wątpliwości, ograniczeń i zaślepienia?
Trudno? Nie da się?
No to musi być straszne zaślepienie!

Przeciwieństwem zaślepienia jest postawa otwartości. Otwartości nie na wszystko, jak leci, ale na to, co najlepsze, najkorzystniejsze. Jeśli w czyimś świecie nie ma miejsca na dobro i Najwyższe Dobro, to nie może on tego doświadczyć. Trudno, i sto tysięcy lat praktyki duchowej nie zmieni tego, jeśli nie będzie wolnej woli zmiany nastawienia. To nie wina innych, czy Boga, ale mechanizmów poznawczych, z którymi każdy powinien sobie poradzić.
Mój świat jest inny od świata pozostałych ludzi, bo jest mój, bo zależy od moich wyobrażeń. Jest też podobny do świata tych, którzy mają podobne mechanizmy i struktury poznawcze. Zapraszając ich do swego świata zyskuję wsparcie, życzliwość, zrozumienie.
Dlaczego więc zaprosiłem do swego świata innych, którzy mają odmienne ode mnie poglądy?
Bo zapomniałem o strukturach poznawczych i o ich warunkującym poglądy i zachowanie wpływie na umysł. Wierzyłem, że ludzie rozwijający się duchowo są na tyle otwarci, by korzystać z moich doświadczeń i owoców mego urzeczywistnienia.

Z satysfakcją stwierdzam, że spotkałem wielu takich, którzy nie ograniczali się do wyrażania “swego” zdania, kiedy brak im było wiedzy i doświadczenia. Nie bali się eksperymentować i doświadczać, w efekcie czego moje rady okazały się dla nich cenne i pchnęły ich o kilka lub wiele kroków dalej w rozwoju duchowym.
Z przykrością stwierdzam, że wpuściłem do swojego świata również takich, którym w głowie się nie mieści to, o czym piszę i to, co robię. Ci głośnio wyrażają swe odmienne opinie, choć zazwyczaj nie mają pojęcia, o czym w ogóle mówią. I udowadniając sobie, że są i będą niezależni od manipulatorów (bo w ich świecie nie ma miejsca na nikogo innego) unikają sprawdzania czegokolwiek zarzucając jednocześnie tym, którzy sprawdzili, że są uzależnieni i manipulowani.
Smutny jest ten ich świat, a ponadto pełen sprzeczności i beznadziei. Rozumiem ich, ale nie współczuję im. Mógłbym się litować, ale to obrzydliwe uczucie. Przecież to biedne ofiary własnej wyobraźni. Jeśli nie chcą i nie potrafią skorzystać z mojej życzliwości, to pozwalam im odejść. I życzyłbym sobie, żeby oni też poczuli się ode mnie w pełni niezależni tak, jak to deklarują!
Mogę zaś współczuć z tymi, którzy mają wysoki poziom energii i świadomości. Dla takich osób jest w moim świecie coraz więcej miejsca.

Mój świat jest taki, jakim go sobie wyobrażam. Zmienia się wraz z moimi wyobrażeniami wraz z podnoszeniem samooceny, wraz z odkrywaniem w sobie głębi boskiego potencjału. Jeśli w świecie innych nie ma na coś takiego miejsca, to nie powinni szturmować bram mojego świata. Ale jeśli dostrzegają inspiracje, to jak najbardziej zapraszam.
W moim świecie rozwój duchowy polega na oczyszczaniu podświadomości i przestrzeni wokół siebie.
A na czym polega rozwój duchowy u tych, którzy obsesyjnie zostawiają po sobie tylko nieufność, wątpliwości, podejrzenia, żale, pretensje i inne owoce swego niezadowolenia?
Czy w ich świecie jest miejsce na cokolwiek innego?
Jeśli chcesz poznać inny świat od tej nędzy duchowej i beznadziei, zapraszam do mojego świata. Zapraszam, byś się ogrzał w blasku ciepła życzliwości i dobrych rad. Zapraszam, byś korzystał, ile dusza zapragnie, byś się dzielił ze mną również swoim szczęściem i owocami urzeczywistnienia. Ale na pewno nie po to, byś robił zadymy i próbował zaśmiecać mój świat swoimi ograniczonymi poglądami, z których już dawno wyrosłem. Przecież może być tak, że ja rozumiem twój punkt widzenia, dlatego nie pochwalam go. Ty zaś nie pochwalasz mojego punktu widzenia, bo go nie rozumiesz.
Możliwe?

Tak, mój świat jest inny niż twój. Nasze światy mogą się bardzo różnić. Spróbuj to zaakceptować. Baran niewątpliwie jest na wyższym poziomie rozwoju ewolucyjnego niż orzeł i ma od niego wyższy IQ, ale to nie znaczy, że powinien pouczać orła, jak wygląda świat z lotu ptaka. Znaczy to, że nie masz nic sensownego do powiedzenia na tematy, które pozostają poza twoim doświadczeniem! Brzmi to brutalnie, ale nie ma innej możliwości. Przynajmniej tak jest w moim świecie.
Ja nie wpycham się w twój świat, pozostawiam go takim, jaki jest. Pozwalam ci z mojego do twojego świata wnieść to, na co w swych wyobrażeniach zasługujesz i co udało ci się docenić. Jeśli nic, to odejdź w pokoju.
Jeśli masz odmienne zdanie, to pomyśl, że przeczytałeś ten artykuł, bo to ty byłeś jego ciekawy, a nie dlatego, że cię do tego zmusiłem. Kiedy ja będę ciekawy twego odmiennego zdania, sam zapytam, albo cię odwiedzę.
I niech Cię Bóg prowadzi (jeśli taka opcja jest możliwa w twoim świecie).

Więcej o syndromie współuzaleznienia – DDA jest w artykułach:
Rozwój duchowy dziecka alkoholika
Rozwój duchowy dziecka alkoholika (cz. II )
Zawiedzenie rozwojem duchowym u DDA
Pierwsze kroki przy wychodzeniu ze współuzależnienia

 
Leszek Żądło - zdjęcie
  Leszek Żądło:

Polecamy książki i płyty Leszka Żądło:

Zarabiam z przyjemnością
Leszek Żądło
Medytacje Dla Związków
Leszek Żądło, Beata Augustynowicz
Kurs Doskonalenia Umysłu - 5 CD
Leszek Żądło
Huna - skuteczna modlitwa
Leszek Żądło, Roman Rybacki