Wróć do listy artykułów

Leszek Żądło

Inicjacje w połówki

Inicjacje w połówki czy nieśmiertelne związki wciąż cieszą się popularnością. I wciąż ludzie ich spragnienie nie patrzą na konsekwencje karmiczne i duchowe takich praktyk. Już nawet zwykły ślub kościelny może być przyczyną serii nieszczęść czy tragedii, a także zahamowania w rozwoju. Tym bardziej, że zaleca się, by nie wypróbowywać partnera przed zawarciem małżeństwa. A potem nagle to ślubowanie: “na dobre i na złe…. i nie opuszczę cię aż do śmierci”.

To jednak wielu wydaje się za mało, jak na ich potrzeby i poczucie zagrożenia, że partner mógłby się zmienić w którymś kolejnym życiu, lub – co gorsza – porzucić po kilku tysiącach lat. Aż strach pomyśleć.... Na tę okoliczność serwuje się zainteresowanym inicjacje w wiecznie kochające się połówki. To wydaje się takie piękne i romantyczne! Ach! W wyobraźni chrześcijan, muzułmanów i Żydów, Bóg jest rodzaju męskiego. Z tego to wyobrażenia wywodzi się koncepcja, że mężczyzna jest doskonały (stworzony na Jego obraz), kobieta zaś utożsamia wszystko, co negatywne, nieokrzesane, nieduchowe, czasem wręcz wszelkie zło. To dlatego w doskonałej chrześcijańskiej rodzinie mężczyzna ma pełnić rolę głowy domu, a kobieta ma być mu posłuszną.

Poza tymi prądami religijnymi, które mają wspólne źródło, istnieją i takie, które uznają, że dla równowagi wszechświata niezbędne są oba pierwiastki: męski i żeński. Koncepcja ta prowadziła często do wytworzenia paradoksalnych praktyk. Cesarz chiński musiał co wieczór odbyć stosunek z 6 żonami, z których każda wywodziła się z innego stanu. To miało zagwarantować zadowolenie wszystkich stanów społeczeństwa.

Koncepcja równowagi elementów męskich i żeńskich często bywała przyczyną wzajemnego uzależnienia od siebie mężczyzny i kobiety. Wystarczy tylko wspomnieć, że połączeniu mężczyzny i kobiety przypisywano decydującą rolę w procesie osiągania doskonałości w praktykach tantrycznych, magicznych i niektórych gnostyckich. Ważną rolę przypisywano (i nadal się przypisuje) równowadze obu tych pierwiastków w filozofii chińskiej. I wreszcie w tak odległych religiach jak polinezyjska Huna, amerykański mormonizm czy hinduska tantra, ludzie byli przekonani, że muszą się połączyć w pary, by być z sobą w życiu wiecznym. Takie połączenie na życie wieczne miały zagwarantować różne rytuały – szczególnie inicjacje w połówki. Wierzono, że dzięki nim ludzie zostają połączeni z niezbędnymi dla siebie połówkami. Każda z nich miała być oczywiście tą jedną, jedyną i niepowtarzalną. Przynajmniej tak to wmawiała w hipnozie kapłanka ogniska domowego w Egipcie.

A jak to wygląda w praktyce?
I ja poszukiwałem mojej połówki. Moja podświadomość głęboko wierzyła, że ją znajdę.
Nawet wiedziała, jak ona wygląda i gdzie mieszka. Problem jednak polegał na tym, że ona tego nie akceptowała. Przyszedł wreszcie czas, że poczuła skłonność do stworzenia ze mną związku. I muszę przyznać, że wcale jej do tego nie nakłaniałem. Po pewnym jednak czasie okazało się, że więcej nas dzieli niż łączy, choć to, co łączyło, wydawało się niezwykle atrakcyjne i niemożliwe do osiągnięcia z kim innym. Mimo to jednak rozstaliśmy się.
Wówczas okazało się, że ona znalazła swoje kolejne “jedyne” połówki, a wokół mnie pojawiły się kolejne obiekty zainteresowań, które też były przekonane, że jesteśmy dla siebie stworzeni i niezbędni. Trochę czasu zabrało mi uwolnienie się od pięknych oczekiwań na to, co mają mi do zaoferowania kolejne “połówki”. Zauważyłem, że wszystkie one były nieprzytomne – szczególnie wtedy, gdy znajdowały się w mojej bliskości. Pojąłem, że wpadały w nieprzytomność dla mnie, ponieważ w ich podświadomości tkwiło przekonanie, że ja to uwielbiam. No cóż, w tym wcieleniu mam jednak inny gust. W związku z czym zacząłem uwalniać się od wszelkich intencji i mechanizmów przyciągania do siebie nieprzytomnych partnerek. Tak jakby pomogło, ale nie do końca.

Raczej mało kto po przeżyciu jednego wcielenia z osobą, która była, jaką była, ma ochotę na kontynuowanie tego związku. Owszem, w niektórych kręgach żywe są pragnienia spotkania tej jednej i jedynej połówki, która ma być idealna, która ma nas uszczęśliwić na wieczność. Cały jednak zachwyt dla takiej idei wielu ludziom przechodzi po jakimś czasie wspólnego życia. Nikt przecież nie jest chodzącym ideałem. Ale… możemy jednak dobrać się tak, by dla siebie być jak najbardziej odpowiednimi partnerami. Rzecz jednak w tym, że niekoniecznie są to te osoby, z którymi byliśmy związani w poprzednich wcieleniach.

Pragnienie znalezienia, wręcz zagwarantowania sobie ważnego, stałego miejsca na życie wieczne, bywało jednak tak silne, że ludzie byli gotowi ponieść wielkie ofiary, by tylko mieć pewność, że następne wcielenie spędzą z osobą, którą dobrze znają, z którą są w jakiś sposób powiązani. Innych – nieznanych, niż manipulowanych w odpowiedni sposób, po prostu się bali.

Cały rytuał miał przekonać obie połówki, że są dla siebie niezbędne, że będą się wzajem wspierać i uszczęśliwiać. Podczas inicjacji stosowano wymyślne hipnozy i odurzano inicjowanych afrodyzjakami, by odczuwali w swojej obecności szczególnie silne podniecenie seksualne. To miało zagwarantować trwałość takiego związku. Często kodowano też wzorce wzajemnych zachowań, żeby nie było nudno. A w tym celu musiało być trochę niepokoju, zazdrości, nieporozumień. Nie było nudno, tylko trudno się uspokoić i rozwijać, jeśli ten mechanizm jest aktywny.

Z czasem przekonanie o nieodzowności drugiej połówki przeniosło się do praktyk duchowych, gdzie zaowocowało powstaniem i rozwojem tantry seksualnej. Ponieważ wiele osób poszukuje swej drugiej połówki, warto poznać motywy, jakimi kierowano się podczas inicjacji. Inicjacje w połówki miały na celu zjednoczenie (maksymalne przywiązanie do siebie) partnerów – najczęściej na “życie wieczne”. Przystępowały do nich pary, które obawiały się o przyszłość swego związku, albo takie, które chciały uzyskać pewność, że współpartner nigdy nie odejdzie.

Inicjacji dokonywano w głębokiej hipnozie (często magnetycznej) i pod wpływem dosyć silnych narkotyków (np. grzybków halucynogennych). Podstawową manipulacją w tej inicjacji było wmawianie, że jedno bez drugiego żyć nie może, że oboje oddzielnie są tylko niepełnymi połówkami i dopiero wtedy, gdy są razem, tworzą jedną szczęśliwą całość. Owej całości wmawiano często wspólną misję czynienia dobra lub walki ze złem. Razem mieli być niepokonani. Wmawiano również inicjowanym, że gdy są osobno, to będą nieszczęśliwi, a ich życie będzie puste i nic nie warte. Kiedy jednak odnajdą się, ich życie nabierze sensu i szczęścia.

Inicjacje programowano zazwyczaj w mandali lub w zestawach kodów cyfrowych.
Mandala to okrąg symbolizujący kosmogram czyli schemat reprezentujący pełną rzeczywistość. Mandala jest również psychogramem. Najczęściej zapisywano w niej tzw. mapę duszy, określającą przebieg kolejnych inkarnacji, misji, relacji z konkretnymi ludźmi lub jakiekolwiek inne programy.
Po takiej inicjacji adepci byli sobą zazwyczaj całkowicie zaślepieni. Z tego powodu w dalszej części inicjacji lub samoinicjacji kodowano sobie szereg obowiązków i zależności względem siebie. W tantrze np. oznaczano partnera znakiem własności – odciskiem prawej dłoni na lewej łopatce. Po takich zabiegach tworzył się wspólny astral, który zniewalał adeptów.

Trwałość tych kodów nie była jednak aż tak wielka, jakby chcieli tego inicjowani. Zazwyczaj bowiem tak jest, że im bardziej ludzie chcą na siłę być ze sobą złączeni, tym bardziej się boją, że będą musieli się rozstać. Ten lęk i związane z nim oczekiwanie niejednokrotnie były powodem rozdzielenia się takiej “nierozłącznej” pary na wiele wcieleń.
Pod wpływem tego lęku partnerzy zaczynają zazwyczaj się zapewniać nawzajem, że na pewno się kochają i że im zależy na sobie. Składają sobie często różnego rodzaju przysięgi i ślubowania (np. że nigdy jedno drugiego nie opuści, że zawsze będą razem). Na początku obustronne pragnienie bycia razem jest dość silne, natomiast później któreś z partnerów, albo nawet oboje, mogą się sobą znudzić (ile wcieleń można wytrzymać z sobą razem, jeśli się do siebie nie pasuje?!). Inicjujący przewidzieli i taką możliwość, więc często w psychogramach par zakodowane są różne role i strategie gry, żeby nie było nudno. Gry te to zupełnie bezsensowne straty czasu i energii, ale dość silnie wciągają, gdyż są podniecające.

Mógłby ktoś powiedzieć: “to musi być fajnie być tak połączonym i żyć sobie wspólnie”. Ale zastanów się: po jakimś czasie (może nawet kilku wcieleniach) może się okazać, że np. twoja partnerka w ogóle nie pasuje do ciebie, albo że nisko upadła i chce czegoś innego w życiu niż ty i w takiej sytuacji będziesz chciał odejść. No i co wówczas zrobisz? Myślisz, że bez problemu od niej odejdziesz? Nic z tego! Przywiązanie i uzależnienie to potężne w skutkach emocje i dopóki im podlegasz, mogą mieć na ciebie ogromny wpływ.

Weźmy inną sytuację. Po latach bycia z jedną osobą spodobała ci się inna, z którą postanowiłeś się związać, jednak skutki inicjacji przysiąg i ślubowań robią swoje. Podświadomość bowiem nie rozróżnia, czy coś ważnego było dawno, czy jest teraz. Dla niej to, co jest ważne, jest po prostu ważne, niezależnie od tego, kiedy chcesz, żeby to było ważne, a kiedy nie.

Jeżeli ktoś chce z kimś być w związku, to w porządku. Chodzi tu jedynie o to, żeby to był wolny wybór zarówno jednej jak i drugiej strony.
W związku “niezbędnych sobie połówek” funkcjonują szczególne “atrakcje”, które mogą obrzydzić życie najwytrwalszym zwolennikom monogamii i monoandrii. Silnie działa wzajemna kontrola, do szału doprowadza prawie nieograniczona podatność na sugestie kierowane przez którąś ze stron. Mają też miejsce silne manipulacje dokonywane na sobie wzajem, jak i podatność na manipulacje i zachłanność na nie. Doświadczony manipulator do manipulacji wykorzystuje absolutnie wszystko, co się tylko da wykorzystać – nawet miłość, ufność itd. Poprzez tę praktykę może nastąpić tak silne uzależnienie od swojego partnera, że czasami oboje składają śluby że jedno raczej drugiego zabije, niż pozwoli mu odejść. A potem dziwią się, że niezależnie od tego, czy chcą z sobą być, czy też nie, to są z sobą i już. Czują, że musi im zależeć na sobie, niezależnie od tego, czy to jest dla nich korzystne, czy też nie. Czują się zobowiązani dbać o siebie nawzajem, przejmować się sobą, brać cierpienia partnera na siebie itp. Czują się zobowiązani walczyć o swój związek i bronić go za wszelką cenę. Przecież to wszystko mają wmówione w stanie głębokiej hipnozy. Inicjowani w połówki często są tak zaślepieni sobą, że jedno uważa drugie za żywego boga.
Często też zdarza się, że modlą się nawzajem do siebie, poprzez trzecie oko. Czasami partner przenosi całą swą świadomość do umysłu partnerki, a ona odwzajemnia mu się na odwrót (po inicjacjach tantrycznych).

Praktyka ta bywa przyczyną tworzenia się związków homoseksualnych. W wyniku nabytych wcześniej wzorców i mechanizmów zakodowanych w podświadomości, może wystąpić pragnienie bycia z sobą nawet osobników tej samej płci, ponieważ oprócz licznych wzorców przywiązań i uzależnień wmawiano również i kodowano sztuczne wzorce podniecenia i atrakcyjności.

Uwalnianie się od całego tego bagażu inicjacji w połówki warto zacząć od podniesienia swojej samooceny. Następnie trzeba uświadomić sobie, że możesz być całkowicie niezależnym, że możesz tworzyć związek z naprawdę wolnym partnerem opierając się na miłości i na waszym wolnym wyborze niezależnie od tego, co ci się teraz wydaje.

Na początek może się przydać afirmacja:

Uwalniam się od obowiązku przejawiania się z … jako nierozdzielna (boska) para (tantryczna).

Po jej zastosowaniu zwykle trzeba przejść przez kilka sesji regresingu, podczas których następuje uwolnienie od treści hipnoz, lęku przed kontrolą strażników i różnych uzależnień wzajemnych.

Nic tak dobrze nie robi człowiekowi, jak ujrzenie na trzeźwo i przytomnie osoby, od której czuł się beznadziejnie zależny wmawiając sobie (wierząc), że to miłość.

 
Leszek Żądło - zdjęcie
  Leszek Żądło:

Polecamy książki i płyty Leszka Żądło:

Huna - skuteczna modlitwa
Leszek Żądło, Roman Rybacki
Medytacje bezpieczeństwa
Leszek Żądło
Medytacje Dla Związków
Leszek Żądło, Beata Augustynowicz