Wróć do listy artykułów

Leszek Żądło

Śmierć w ekstazie

Wielu ludzi marzy o pięknej śmierci w ekstazie seksualnej. To marzenie ma swoje powody karmiczne. Opiszę je na własnym przykładzie. Większość opisu powstało w wyniku przejścia przez kilkanaście sesji regresingu na ten tylko temat.

Kiedyś zostałem inicjowany w dziwną praktykę: śmierć w ekstazie. Zgodnie z jej ideą, taka śmierć miała zapewnić życie wieczne w ekstazie. Idea tej praktyki jest prosta: w jakim stanie świadomości umieramy, w takim się rodzimy.
Z tego, co sobie przypomniałem, byłem silnie odurzony. Tak silnie, że pamiętam tylko piękne piersi kapłanki, na której leżałem i na której zabito mnie podczas stosunku. Pamiętam też, jak na moją głowę padały uderzenia cepów. Jedynym negatywnym odczuciem był lęk, czy zdążą mnie zabić, zanim skończy się moja rozkosz. Zdążyli.

Odtąd pragnąłem tylko takiej śmierci. Zauważyłem, że to pragnienie stało się w wielu wcieleniach przyczyną ponoszenia śmierci w młodości, czasem natychmiast po uzyskaniu zdolności do współżycia seksualnego. Silne pragnienie, by przeżywać ekstazę seksualną, a unikać życia, stało się też przyczyną wybierania na matki kobiet, które przeżywały nieprzytomne, ale w moim pojęciu rozkoszne orgazmy. Starałem się przy tym umrzeć przy porodzie, albo nieco wcześniej i wiele razy mi się to udało.

Taki znalazłem sposób na przeżywanie rozkoszy z jednoczesnym unikaniem życia, które wydawało mi się tylko niepotrzebnym okresem przerwy między jedną a kolejną rozkoszą.
Ta tendencja, jak każda inna, słabła z wcielenia na wcielenie. Tym niemniej jednak, co jakiś czas dawała o sobie znać, zwłaszcza wówczas, gdy spotykałem kobiety o podobnych intencjach i wzorcach.
Po odreagowaniu pożądania śmierci w ekstazie (a wydawało mi się to jedyną przyjemnością przez kilka tygodni), oprzytomniałem na tyle, żeby docenić radość i przyjemności codziennego życia. I kiedy już tak szedłem zadowolony, zobaczyłem kobietę, na widok której nogi ugięły się pode mną, a “serce” powiedziało: z nią razem pragnę umrzeć w ekstazie.
Kolejny tydzień sesji uświadomił mi, że przez kilka wcieleń szukałem kobiet, które chciałyby umrzeć w ten sposób. I znajdowałem je.
Po pewnym czasie nawet poczułem złość na pewną moją znajomą, że nie dała mi się zmanipulować, kiedy chciałem, żeby została moją mamusią i umarła razem ze mną podczas porodu. Tę złość osłodziła inna pani, która do tego celu świetnie się nadawała. Ale ona ze swymi wzorcami orgazmu mi się tak podobała, że jeszcze w łonie zmieniłem plany, jakie miałem wobec niej. Tak bardzo jej pożądałem, że pragnąłem jak najszybciej dojrzeć i stać się jej kochankiem. Nie przewidziałem tylko jednego – że ona nie zamierza zmienić swego programu karmicznego, tak więc moja niedoszła kochanka – mamusia zmarła rodząc mnie.

Po tym przypomniałem sobie, jak w innym wcieleniu realizowałem skracanie czasu oczekiwania na rozkosz. Miałem wówczas piękną mamę o bardzo dojrzałej figurze. Nawet w obecnym wcieleniu właśnie taka figura pociągała nie u kobiet już od najmłodszych lat. Jednocześnie czułem, że coś w tym jest nie tak. Przede wszystkim brak było miłości, a pojawiały się jakieś przymusy. Wreszcie odkryłem, że usiłuje mną rządzić myśl: “To takie złe, ale muszę to robić; to takie dobre, ale nie wolno mi tego robić”. Takie myśli, jak łatwo się domyślić, przede wszystkim paraliżują wolę.
Myśl tę, jak się okazało, przejąłem wiele wcieleń temu właśnie od mojej pięknej mamusi, która uczyniła mnie swym kochankiem. Było nam z sobą dobrze, w niczym nie musiałem się ograniczać, ale ciągle towarzyszył nam lęk, że prędzej czy później tatuś nas nakryje na gorącym uczynku.
Po uświadomieniu sobie tamtych motywów i emocji, wyraźnie mi ulżyło, znikło dziwne napięcie i pomieszanie, które, jak pamiętam, towarzyszyło mi, odkąd skończyłem 12 lat, a może i wcześniej.

Sesjom poświęconym uwalnianiu od pożądania śmierci w ekstazie towarzyszy ogromna zmienność nastrojów. A to za sprawą ogromnej różnorodności doświadczeń i motywacji związanych z takimi praktykami.
W wyniku podobnych przeżyć możemy czuć się korceni, by ich doświadczyć ponownie, a jednocześnie bać się uprawiać seks i nie daj Boże się w nim zapomnieć! Osobom mającym za sobą podobne doświadczenia towarzyszy lęk przed utratą kontroli w seksie, a nawet przed przeżywaniem orgazmu. Czują one podświadomy lęk przed śmiertelnym zagrożeniem ze strony seksu (częściej orgazmu). I wiedząc, że są to odczucia nieracjonalne, nie potrafią nad nimi zapanować. I nic w tym dziwnego. Zapanować się nad tym nie da. To można tylko odreagować w kilku sesjach regresingu. Odreagowaniom muszą towarzyszyć afirmacje w rodzaju:

Moje życie ma sens na trzeźwo i przytomnie.
Wybieram rozkoszne życie na trzeźwo i przytomnie, itp.

Pożądanie śmierci w ekstazie to jeden z najtrudniejszych tematów do odreagowania. Towarzyszą mu stany naćpania, używania afrodyzjaków, a przede wszystkim poczucie bezsensu życia, pracy czy jakichkolwiek innych działań. Jedynym sensem wydaje się oczekiwanie na śmierć w ekstazie. Wobec tego celu wszystko inne staje się zupełnie nieważne. Nie ma sensu praca, znalezienie mieszkania, ukończenie szkoły. To wszystko wydaje się przeszkodą w dążeniu do celu, którym jest osiągnięcie śmierci w ekstazie w jak najkrótszym czasie od wcielenia się. Czasami owo pożądanie jest tak silne, że nikt nie może zdążyć z terapią. Kiedy jednak osoba rozumie, że warto się od tego uwolnić, może tego dokonać, pomimo że jej podświadomość nieustannie mami ją obietnicami nieziemskich rozkoszy, z którymi “nic nie może się równać”. Na szczęście jednak możemy doświadczać błogości i rozkoszy bez przyczyny. Jest to możliwe zarówno w życiu, jak i w długim okresie czasu. A to dzięki specjalnym technikom medytacji tantrycznych.

Polecam dekrety afirmacyjne: Sens istnienia i Sensowne i skuteczne działanie.

 
Leszek Żądło - zdjęcie
  Leszek Żądło:

Polecamy książki i płyty Leszka Żądło:

Psychologia robienia pieniędzy
Leszek Żądło
Uzdrawianie Związków
Leszek Żądło
Cuda samouzdrawiania
Leszek Żądło, Beata Augustynowicz