Wróć do listy artykułów

Leszek Żądło

Terapie regresywne

Życie przeszłością lub nierzeczywistymi wyobrażeniami, to rzecz zupełnie normalna. Normalna, ale szkodliwa dla zdrowia i dla funkcjonowania w społeczeństwie.
Na ile jest to NORMALNE?
Mogę pojąć, że w opinii 20 – latków dinozaury wyginęły jakieś 30 lat temu. Takie twierdzenie może wyrażać “szpan” i “afirmować” młodość. Ale trudno mi zrozumieć, jak to się dzieje, że 30% normalnych Polaków przed ostatnim Mundialem było przekonanych, że w polskiej reprezentacji grają Gadocha, Lubański, Lato, Tomaszewski, a trenerem jest Górski?
Bzdura?
Jak dla kogo.
Badania wiedzy gimnazjalistów w USA, gdzie podobno poziom nauczania jest dużo wyższy, wykazały, że ponad 30% młodych ludzi jest przekonanych, iż prezydentem USA jest obecnie Michael Jackson.
Tak myślą i żyją sobie ludzie normalni. W normalnym stanie nieświadomości tego, co się z nimi i wokół nich dzieje.
Bywają jednak osoby, które chcą być bardziej normalne i obecne w rzeczywistości, więc nerwowo konsumują więc najświeższe wiadomości, albo usiłują żyć tak, jak ich rodzice.
Inni, chcąc być bardziej świadomymi, oczyszczają umysł ze zbędnych informacji, które nie pozwalały im w pełni dostrzegać tego, co jest TU i TERAZ. Temu celowi służą między innymi terapie regresywne.
Określenie tej specyficznej grupy terapii wywodzi się od łacińskiego słowa regresja. Termin ten tłumaczy się jako „Kroczący wstecz, cofający się od skutków, do przyczyny”. Celem terapii regresywnych jest zrozumienie, że coś takiego, jak NORMALNOŚĆ, w ogóle nie istnieje.
W każdej z metod regresywnych wraca się pamięcią do momentów, kiedy pierwszy raz coś wywołało u nas pewne emocje lub wzorce przymusowego działania. Przy zetknięciu się z pamięcią owego zdarzenia w naszej wyobraźni następuje silna reakcja emocjonalna rejestrująca się psychofizycznie w całym ciele. Dochodzi do afektu, po czym następuje odreagowanie – katharsis, które pozwala uświadomić sobie przyczyny problemu i całkowicie pozbyć się go.
Coraz więcej osób doświadcza świadomych regresji, czyli cofania się pamięcią w odległą przeszłość, której większość ludzi nie pamięta. Owe świadome powroty często niosą z sobą ogromne uzdrawiające przemiany. Ten fakt stał się podstawą do opracowania różnych terapii regresywnych, które wykazują się niezwykłą skutecznością w porównaniu z terapiami konwencjonalnymi.
Terapie regresywne są znane i stosowane w państwach Zachodu już od kilku dziesięcioleci. Wielu z terapeutów odwołujących się do uzdrawiającego mechanizmu metod regresywnych zauważa, że coraz częściej ich klienci potrzebują uwolnienia od obciążeń pochodzących z poprzednich wcieleń. Są jednak i tacy, którzy w imię wierności swej religii wolą doprowadzić klienta do leczenia szpitalnego lub przynajmniej do stanu uzależnienia od leków psychotropowych, byle tylko nie przyznać, że jego kłopoty mogą mieć przyczyny w tak dalekiej przeszłości.
Kojarzenie regresji i wspomnień reinkarnacyjnych z hipnozą pojawia się TYLKO w Europie. Tymczasem termin regresja jest nazwą ogólną dotyczącą całej grupy terapii i nie uwzględnia konieczności posługiwania się hipnozą.
Już w XIX wielu zaczęto w Europie korzystać z regresji podczas eksperymentów z uzdrawiającymi hipnozami. Ich wyniki okazały się nadzwyczaj ciekawe. Okazało się bowiem, że dzięki regresji do dzieciństwa znika jąkanie się, znikają tiki, silne nerwice, lęki i nawet obsesje.
Do ciekawszych eksperymentów z regresją hipnotyczną należą te, których dokonywali M. Erickson i Eysenck. Prowokowali oni u dorosłych regresję do niemowlęctwa. Drogą regresji hipnotycznej sugerowano np. dorosłej kobiecie, że ma pięć lat. Płakała ona, gdy przypomniała sobie, jak zabrano jej lalkę. Osoby tak badane, były w stanie trafnie odpowiedzieć na pytanie o dzień tygodnia, gdy były ich np. szóste urodziny, a więc odtwarzano całość ich przeżyć. Odtworzenie warstwy chronologicznej obejmowało także reakcje neurologiczne. Na przykład u mężczyzny, któremu zasugerowano, że jest rocznym dzieckiem, wystąpiły odruchy neurologiczne właściwe dla tego okresu życia.
Regresja hipnotyczna może sięgnąć okresu płodowego. Regresja hipnotyczna do okresu płodowego i niemowlęcego to nie tylko przeżycie na planie symbolicznym, które pozwala na uświadomienie sobie problemów, lecz przeżycie globalnie odtwarzające ten okres życia.
Po jakimś czasie zafascynowania efektami uzdrawiających hipnoz wielu zaczęło eksperymentować z cofaniem się pamięcią w poprzednie wcielenia.
Hipnotyczne regresje do tych okresów istnienia budzą wątpliwości. Wiele z nich to zmyślenia, za pomocą których klienci chcieli usatysfakcjonować hipnotyzera odpowiadając mu na nieświadomie przekazywaną w hipnozie myśl: „udowodnij, że są poprzednie wcielenia”. Wiele z tych hipnotycznych “powrotów” roi się od szczegółów, dat, imion i nazwisk. Kiedy jednak się im przypatrzyć bliżej, najczęściej okazuje się, że tylko część z nich „trzyma się kupy”. Zdarzają się jednak i wspomnienia autentyczne.
Nie zalecam stosowania regresji w hipnozie tym, którzy poważnie się traktują, którym zależy na rozwoju duchowym. Hipnoterapia powinna być traktowana jako ostatnia deska ratunku dla kogoś, kto nie potrafi zapanować nad swoim umysłem i nad swymi popędami lub nałogami.
Wiele terapii regresywnych rezygnuje z hipnozy na rzecz rozszerzania świadomości klientów. Terapie te były wprowadzane do powszechnej praktyki nie przez psychiatrów, lecz przez ludzi zajmujących się głownie rozwojem duchowym i po zapoznaniu się z filozofią buddyzmu, jogi, a także koncepcjami reinkarnacji.
W takiej terapii klient jest wolny i „podróżuje” sobie po przeszłości zgodnie z własną wolą. Może w każdej chwili przerwać tę podróż, ale może ją dowolnie kontynuować.
Metody, które unikają manipulacji umysłem, pozostawiają klientowi wolność wyboru, ale też wymagają od niego świadomej współpracy z terapeutą. Wszystkie one mają jedną pozorną wadę (z punktu widzenia hipnotyzerów): uniemożliwiają wgląd w te zakamarki pamięci przeszłości, których klient boi się przypomnieć. Pozorna wada okazuje się zaletą, ponieważ klient, który się boi, jeszcze nie dojrzał do stawienia czoła problemom, które go obciążają. Kiedy dojrzeje psychicznie, wówczas naturalna blokada świadomości znika i możliwe stają się wspomnienia. Wówczas mają one uwalniającą moc. Pamiętajmy, że celem terapii jest doprowadzenie do pozytywnych zmian w myśleniu, odczuwaniu i zachowaniu klienta.
Samo pojęcie „pozytywne zmiany” ma inne znaczenie dla chrześcijan, inne dla buddystów, a jeszcze inne dla niewierzących. Dlatego chrześcijanie będą zawsze przeciwni tego typu metodom, a ich efekty będą oceniać negatywnie. Najbardziej negatywne z ich punktu widzenia będzie uwolnienie się od zależności od rodziców i tradycji, a już zrozumienie, na czym polega zakłamanie religijne, graniczy z szatańskim kuszeniem. Stąd wściekłe ataki chrześcijańskich naukowców kierowane pod adresem wszelkich terapii regresywnych. Prawdą jest, że ich skuteczności boją się wszyscy manipulatorzy, dla których najważniejsze jest posłuszeństwo wobec autorytetu guru, państwa, czy kapłana.
Wyzwalanie wspomnień, które mają uwolnić od stresów czy chorób, następuje za pomocą różnych sposobów. Sam mechanizm jest jak najbardziej naturalny i czasami występuje samoczynnie.
Najstarszy ze znanych i praktykowanych sposobów odwoływania się do pamięci przeszłości opisuje Huna (wiedza tajemna z Polinezji). Ta metoda opiera się na pewnej grze skojarzeń i na dochodzeniu do sedna sprawy przez porzucenie błędnych decyzji czy zamiarów. Jednak Kahuni (Strażnicy Tajemnicy) nie stosowali swych umiejętności do cofania ludzi w pamięć poprzednich wcieleń. To im zazwyczaj wystarczało, by uzdrowić człowieka i jego psychikę. Oprócz bowiem praktyk regresywnych stosowali i inne, które pomagały w skutecznym uzdrawianiu. Tu na szczególną uwagę zasługuje ich modlitwa powiązana z dokładną wizualizacją pozytywnych zmian. Ważne było też to, że uzdrawiana osoba zawsze trafiała na wsparcie ze strony kochającej społeczności. A poza tym… żeby się urodzić na wyspach Pacyfiku, trzeba było mieć dobrą karmę – raczej bez silniejszych obciążeń.
Historyczne źródła wspominają skuteczne stosowanie techniki regresywnej w związku z praktykami duchowymi buddyzmu Mahajany lub Wadżrajany. Jest ona PRZEDE WSZYSTKIM praktyką duchową i nosi nazwę „medytacji wykorzeniania”. Nazwa to słuszna, bowiem powrót pamięcią do pierwotnej przyczyny choroby, lęku lub jakiegoś ograniczenia, prowadzi do wykorzenienia tego stanu z umysłu, a więc i z życia człowieka. Jest ona jednak tak mało popularna, że nawet większość mistrzów buddyzmu nic o niej nie wie. A wymaga niezwykłej biegłości w posługiwaniu się technikami medytacyjnymi i wiele poczucia bezpieczeństwa. To technika dla naprawdę bardzo odważnych i samodzielnych. Zaznaczam, że jest to praktyka duchowa, która umożliwia zmianę karmy, a przy okazji przynosi uzdrawiające rezultaty.
Och, gdyby tak mistrzowie mieli odwagę na bieżąco z niej korzystać!
Zmiana karmy to nic strasznego. Ponieważ karma wynika z intencji, to już sama zmiana intencji powoduje zmiany karmy. Po zmianie intencji, nic, co postanowiliśmy w przeszłości, nie musi się zrealizować w przyszłości.
Osoby zajmujące się terapiami regresywnymi i reinkarmacyjnymi zauważają, że jeżeli coś było ważne dla podświadomości, to
1. albo musi się spełnić (zrealizować na planie społecznym bądź materialnym),
2. albo zostanie przypomniane, zrozumiane i w ten sposób uwolnione.
Innej możliwości nie ma.
Pierwszy wariant wybierają ci, którzy rezygnują ze zmian intencji karmicznych i z terapii regresywnych. Nie ma to jak dobre samopoczucie, że się jest wiernym swoim ograniczeniom.
Nad terapiami regresywnymi prowadzono eksperymenty od dawna. Szczególnie dużo “obiecujących” eksperymentów przeprowadzono w USA, zanim rząd tego kraju wprowadził (pod koniec lat 60-tych) zakaz używania narkotyków i LSD do eksperymentów psychologicznych.
Narkoterapia opracowana przez Stanislava Groffa jest dziś przedmiotem pilnych studiów polskich studentów i wydaje się im być bardziej naukową od regresingu czy innych metod. Książka i metoda Groffa dobrze się sprzedają, chociaż autor odwołał swoje twierdzenia, wycofał się z narkoterapii i został buddyjskim lamą (nauczycielem). Fakt, że narkoterapia przeżywa renesans, należy przypisać nieczystym intencjom studentów i nauczycieli akademickich. Dziś wiele prac poświęconych odreagowywaniu kładzie nacisk na korzystanie ze środków halucynogennych, tłumacząc to tym, że przyspieszają proces psychoterapeutyczny i osłabiają mechanizmy obronne klienta. Efekty dobrze widać na dyskotekach, na których większość małolatów nawet nie potrafi bawić się bez „exstasy”.
Skutki “terapii” za pomocą LSD okazały się opłakane. “Uzdrawiani” konfrontowali się z tymi fragmentami pamięci, do akceptacji których nie byli gotowi. Kończyło się zaspokojeniem ciekawości i pogłębieniem rozstroju nerwowego, ponieważ odurzony narkotykiem umysł doskonale potrafi sobie przypomnieć różne sceny z przeszłości, ale jest na tyle otępiały, że nie potrafi ich zintegrować z psychiką i systemem wartości. Jednak opisom sesji narkoterapeutycznych zawdzięczamy dziś coś ważnego. To wiedza o procesach, które warto odreagować w prenatalnych sesjach regresingu® i o szoku porodowym. Można by rzec, że narkoterapia pchnęła rozwój psychoterapii, podobnie jak eksperymenty dr Mengele w oświęcimskim obozie stymulowały rozwój medycyny. I za podobną cenę.
W latach 60-tych zastosowano również w USA współczesną wersję “worka czarownic”, w którym bujano klienta i wirowano nim na wszystkie strony. Była to specjalna konstrukcja, która umożliwiała takie ruchy. Podobno dawało to możliwość głębokiego wejrzenia w pewne fragmenty przeszłości i odblokowanie zdolności twórczych. U niektórych wywoływało to halucynacje lub eksterioryzacje. Stwierdzono jednak, że klienci chętnie uzależniają się od tej metody, więc eksperymentów zaniechano. Ciekawa w tym kontekście wydaje się refleksja, że najbardziej naukowców przeraża możliwość uzależnienia się od trzeźwego stanu umysłu!
W międzyczasie próbowano też wyzwalać stany regresywne w zamkniętych kesonach wypełnionych wodą, a także w piramidach. Eksperymenty (dość udane) z piramidami – replikami piramidy Cheopsa – dawały dość ciekawe rezultaty, choć wiele osób relacjonowało tylko sny karmiczne. Za to po kesonach obiecywano sobie wiele. Lecz okazało się, iż mało osób stać finansowo na tego typu terapię. A ci, których stać, nie są nią zainteresowani. Regresja w kesonach najczęściej wyzwalała skojarzenia z pobytem w łonie matki, czyli mogła stanowić ważny element terapii prenatalnej. To, co można ujrzeć w filmie “Odmienne stany świadomości”, to wytwór chorej wyobraźni autora scenariusza.
Leonard Orr odkrył znacznie tańszy wariant tej terapii. Odtąd wystarczyło mieć w domu wannę wypełnioną ciepłą wodą i rurkę do oddychania, jaką dysponują nurkowie. Po wejściu do wanny (najlepiej pod opieką zaufanej osoby) należało tylko zacząć oddychać świadomie do górnych części płuc, połączonym oddechem i czekać, aż przyjdą wspomnienia z pobytu w łonie i porodu.
Po kilku latach eksperymentów okazało się, że TO SAMO można osiągnąć bez wanny, lecz dzięki specjalnemu oddychaniu.
Stymulacja oddechem uwalnia wspomnienia. A dochodzi do tego w niezwykle prosty sposób: Powietrze dostarczane w większej ilości likwiduje napięcia mięśni. W tych to napięciach zgromadzona została energia zapamiętana w sytuacjach szczególnie stresujących. Gdy zostaje ona uwolniona, natychmiast dąży do rozładowania i stymuluje pamięć przeszłych wydarzeń.
Dzięki rebirthingowi wiele osób doświadczyło błogosławieństwa uwolnienia od skutków szoku porodowego, który jest dla wielu ludzi jednym z najbardziej dramatycznych przeżyć. Wielu też rozwiązało problemy z rodzicami, bądź ze swoimi dziećmi.
Za najcenniejsze skutki odreagowania rebirthingowego należy uznać zmniejszenie lub nawet likwidację lęków u kobiet rodzących dzieci i poważne zmniejszenie bólu. Wiele z nich twierdzi, że tego bólu wręcz nie było. I na pewno nie jest to skutkiem odurzenia umysłu czystym powietrzem.
Rebirthing ma wreszcie i tę zaletę, że skutecznie odstresowuje. Czasem nawet do tego stopnia, że ludzie uczą się żyć na pełnym luzie, a przy tym odnosić sukcesy życiowe i zawodowe.
Eksperymenty z uzdrawiającym oddechem zaczęto wykonywać w USA jeszcze w latach 50-tych. Ich głównym propagatorem był Wilhelm Reich, austriacki psychiatra osiadły w Ameryce. Jego poglądy były dla wpływowych politycznie (w tym czasie znaczyło to również religijnie) osób tak dalece nie do przyjęcia, że został on jedynym w historii tego kraju „więźniem sumienia”, a jego książki nakazano spalić!
Terapia oddechowa nie pomogła Reichowi. Prawdopodobnie dlatego, że lekceważył niezbędne w takich przypadkach rozwijanie pozytywnego myślenia.
Ćwiczenia systemu oddychania energetyzującego odkryte przez Reicha często prowadzą do wyzwolenia stanu regresywnego, który terapeuci wykorzystują w psychoterapii. Trzymając się jednak jakichś, im tylko znanych, priorytetów i zasad, nie za bardzo potrafią się poruszać po tym terenie. A może ciąży im widmo mistrza, który nie najlepiej skończył?
Na bazie terapii Reicha powstało kilka szkół psychoterapeutów. Ponieważ jednak zakładali je ludzie bardzo mało świadomi siebie i możliwości, jakie drzemią w samym stanie regresywnym, to efekty ich działań są dość ograniczone. A może po prostu, chodzi o uzależnienie od kasy klientów. Gdyby bowiem udało się im pomóc szybko i skutecznie, odeszliby. A o nowych przecież nie tak łatwo przy dużej konkurencji.
No cóż, kontynuatorzy szkoły Reicha są tylko psychiatrami i nie w głowie im pracować nad rozwijaniem pozytywnego myślenia. Wielu z nich nawet neguje takie praktyki jako bardzo niebezpieczne! Nawet niektórzy guru ostrzegają przed niebezpieczeństwami pozytywnego myślenia. I mają rację. Kiedy bowiem ich uczniowie zaczynają myśleć pozytywnie, ogarnia ich przemożna chęć samodzielnego myślenia, w wyniki którego terapeuta czy guru traci kasę!
Większość terapeutów, którzy zajmują się metodami reinkarnacyjnymi lub regresywnymi, zwraca uwagę na fakt, że ich klienci wręcz muszą posługiwać się technikami afirmacyjnymi i wyobrażeniowymi. Jednak jeszcze kilkanaście lat temu nie było to aż tak jasne i oczywiste. Stąd krytyka tych metod.
Negatywnie wyrażał się o nich Masserman, ale to było w 1955r. Twierdził on, że terapia prowadzi do uzależnienia klienta od terapeuty, a efekt chwilowej ulgi po zabiegu w ostateczności jest niekorzystny. Dziś wielu ludzi przeciwnych terapiom regresywnym powołuje się na ten autorytet. Rzeczywiście, można tak patrzyć na uwolnienie od cierpienia, jeżeli się jest chrześcijaninem spragnionym większej ilości cierpień.
Trzeba zdać sobie sprawę z faktu, że lata 50-te, w których pojawiło się najwięcej głosów krytycznych przeciw terapiom regresywnym i odreagowującym, to w Stanach Zjednoczonych okres wściekłej walki o podporządkowanie Biblii wszystkich dziedzin życia. Zgodnie z tą zasadą wszystko, czego nie było w Biblii, „mieszano z błotem” i kompromitowano przypisując temu wyssane z palca „fakty”. Teraz te wszystkie „rewelacje” docierają do Polski, na terenie której rozwijają swa działalność misyjną amerykańskie organizacje wyznaniowe, którym tam się nie powiodło.
Obawy o uzależnienie klienta od terapeuty nie można całkowicie przekreślić. Przecież w procesie stosowania terapii regresywnych odnawiają się czasem stare związki czy uzależnienia. To nie może jednak prowadzić do zaprzestania terapii. Klient, który zauważa taką tendencję, powinien zwrócić się o pomoc do innego terapeuty lub podjąć próby samodzielnego uwolnienia się od intencji do uzależniania się. Dobrze przeszkolony terapeuta też doskonale sobie z tym poradzi. I w tym zakresie najskuteczniejszy okazuje się regresing®, który powstał w Polsce na początku lat 90-tych.
Osoba z tendencjami do uzależnienia, w którymś momencie życia musiała uznać ten środek za bezpieczny i wygodny dla siebie. I w tym momencie na jaw wychodzi cała skuteczność regresingu®. Należy tą metodą dojść do momentu, w którym dana osoba odkryła, że uzależnienie jest dla niej korzystne. Gdy uświadomi sobie, co sobie po nim obiecywała i co naprawdę uzyskała, przejdzie jej ochota do kontynuacji uzależnienia. Terapeuta ma więc za zadanie doprowadzić tę osobę do uświadomienia, do czego naprawdę prowadzi uzależnienie i to powinno pomóc w uwolnieniu od zależności. Bywa, że w celu uwolnienia zakodowań narkotycznych, transowych, hipnotycznych i autohipnotycznych, trzeba klienta przeprowadzić przez kilkanaście sesji reinkarnacyjnych. Oczywiście, wszystkie te warunki możemy spełnić jedynie wtedy, gdy klient wyraża chęć pracy nad sobą i ma realną potrzebę zmiany dotychczasowych ograniczeń.
Zarzut, iż odreagowanie daje tylko efekt chwilowej ulgi, nie jest zgodny z prawdą, ale muszę przyznać, że często sam akt odreagowania nie przynosi długotrwałych efektów, o ile sytuacja i stres, którego chcieliśmy się pozbyć przez odreagowanie, są mocno przyswojone przez naszą podświadomość i również przez sferę świadomą. Wówczas sesje odreagowywania trzeba powtarzać oraz dodatkowo wspierać umysł pozytywnymi myślami, afirmacjami, medytacją, itp. Ma to na celu wyparcie negatywnych wzorców myślenia z umysłu i zastąpienie ich pozytywnymi.
Zanim powstał regresing®, stosowano wiele różnych terapii regresywnych. Zjawisko regresji było więc dobrze znane i wśród polskich psychologów. Wielu z nich nie chce dostrzec różnic między regresingiem®, a regresją. Dla nich to jest tym samym, chociaż ładniej i bardziej komercyjnie brzmi. Oni to oferując bezprawnie pseudo – regresing we własnej wersji ostrzegają przed regresingiem stosowanym przez innych, w tym również przez twórcę metody. Taka postawa świadczy tylko o tym, że nie przepracowali syndromu nędzy. A to z kolei kompromituje ich jako kompetentnych terapeutów.
Jak zauważyłem, znanych jest wiele terapii regresywnych. Każda z nich ma swoją historię, a często i nazwę, więc przypisywanie im innych nazw i twórców jest co najmniej nie na miejscu.
Oto jedna z metod:
Klient z zamkniętymi oczyma leży i pozwala, by myśli przebiegały przez niego jak w filmie. Takie myślenie wyobrażeniowe odbywa się przy zawężonej świadomości, własnej aktywności z udziałem silnego afektu. Odreagowanie następuje przypadkiem lub obrazy myślowe prowokowane są przez sugestie terapeuty na temat problemu klienta. Tę technikę – „Bildstreifendenken” – opracowali E. Kretschmar i K. Betz. Twórcy metody zachęcają również do stosowania jej dla dalszego zgłębiania swej osobowości jak i medytacji.
Podobnie wyglądają sesje biosyntezy czy psychosntezy oferowane przez spadkobierców W. Reicha. Przy czym terapeuci zajmujący się integracją przez ruchy ciała i oddech (czyli biosyntezą) krytykują terapeutów psychosyntezy za… zbyt dobre i szybkie wyniki, co kojarzy im się z manipulacją. Obie terapie wykorzystują swobodne skojarzenia pojawiające się w stanie regresywnym, wywołanym przez oddychanie reichowskie. Jedni i drudzy nie dopuszczają do pracy klienta z afirmacjami. W efekcie proces przemian psychicznych wydłuża się niemiłosiernie i zazwyczaj nie trafia w sedno. Terapiom tym można zarzucić zbytni intelektualizm i rozgrzebywanie skojarzeń, które do uświadomienia prowadzą poprzez długi proces intelektualnego analizowania ich. Owszem, ma to tę wartość, że ludzie poddani takiej terapii stają się bardziej uważni w kontaktach z innymi i potrafią przewidywać ich reakcje na swoje zachowania. Ach, gdyby tylko o to szło w terapii, to nie byłoby problemu. Mielibyśmy wszystkich dobrze dostosowanych do wymagań innych. Ale człowiek do szczęścia, a więc i do poczucia spełnienia bardziej potrzebuje odkrycia tego, kim jest i jakie są jego indywidualne i unikalne możliwości!
Niżej opisane terapie ułatwiają konfrontację w własnymi emocjami i odblokowanie świadomości czucia. To okazuje się niezwykle ważne w procesie uzdrawiania. Ale terapia regresywna, jeśli ma być skuteczna, nie może się do tego ograniczać.
Terapia autorstwa W.Luthego (1970r.) nosi nazwę odreagowania autogennego:
Pierwszym etapem tej metody jest relaks osiągany przez ćwiczenia treningu autogennego. Następnie „ (...) klient zastępuje stan bierny koncentracji autogenną formułką dotyczącą stanu „biernej akceptacji” ” i wyraża wszystko co przychodzi mu na myśl, wrażenia i uczucia słowami.
Stosuje się czasem utrwalenie na taśmie tego, co było tematem spotkania, by później gruntownie zinterpretować, co przedstawiał zebrany materiał.
Prowadząc terapię zauważono, że człowiek zwykle hamuje autoregulacyjną czynność mózgu, podczas gdy bierna postawa widza w stanie relaksu autogennego stwarza warunki, w których autoregulacyjna funkcja mózgu może zostać całkowicie zrealizowana. W tym stanie odreagowanie następuje samoczynnie, a klient ma tylko na nie przyzwolić.
Szczególną technikę regresywną opracował A. Janov. Umożliwia ona odreagowywanie urazów powstałych w dzieciństwie jak i przykrych doznań związanych z przyjściem na świat.
Przed terapią klient jest w izolacji (1 dzień), co ma na celu pozbawić go mechanizmów obronnych. Następnie z terapeutą co dzień roztrząsa swą przeszłość wchodząc w jej pamięć poprzez skojarzenia i głębokie oddechy. Terapeuta zachęca klienta do wyładowywania emocji w postaci krzyków (regresja do poziomu dziecka), a następnie do przeżywania kolejnych, następujących po sobie emocji: bezsilności, wściekłości, beznadziejności, lęku itp. tłumionych w dzieciństwie.
Wyładowanie to Janov nazywa „podstawowymi pierwotnymi krzykami i płaczem”.
Terapia ta ma prowadzić do wykorzenienia bólu. Poprzez kolejne sesje klient uczy się wyrażać swoje napięcia w sposób elementarny, a nie jak dotychczas – za pomocą neurotycznych zachowań.
Po trzech tygodniach indywidualnych sesji, klient przechodzi do grupy terapeutycznej, gdzie w zależności od potrzeb uczestniczy w drugim etapie kuracji.
Arthur Janov zakłada, że osoba zdrowa pozbawiona jest mechanizmów ochronnych i jest wewnętrznie spójną całością. Początki chorób rozpoczynają się jeszcze we wczesnej fazie dzieciństwa, gdzie naturalne potrzeby dziecka nie są zaspokajane przez rodziców. Ten brak przynosi ból i pierwsze cierpienie. Ból powoduje wyparcie potrzeby, co prowadzi do odcięcia się od siebie i rozszczepienia osobowości.
Terapia ta prowadzi do uświadomienia sobie wewnętrznych sprzeczności i pozwala żyć teraźniejszością.
Elementy i znajomość powyżej opisanych terapii są tylko częściami procesu uzdrawiania i uwalniania od lęków, stresów czy ograniczeń, jakie oferuje regresing®. W tym kontekście regresing® jest metodą bardziej uniwersalną. Bardziej przypomina nowocześniejsze terapie łącząc cechy terapii regresywnych, wizualizacyjnych i transformacyjnych z zaletami terapii reinkarnacyjnych.
Kilkadziesiąt lat temu, podczas kursu akupunktury, Amerykanka Chris Griscom, przypomniała sobie, że istnieją pewne „punkty sakralne”, których pobudzanie za pomocą igieł akupunkturowych wyzwala pamięć poprzednich wcieleń. Zaufała tym wspomnieniom i zaczęła praktykować. Okazało się, że trafiła „w dziesiątkę”. Dzięki odkrytej przez nią metodzie wielu ludzi uzyskało uwolnienie od problemów, które ciągnęły się za nimi od urodzenia, a jak się okazywało, w sesjach – często od setek czy nawet tysięcy lat.
Jej uczniowie zauważyli, że nie trzeba kłuć klientów, by weszli oni w sesję wspomnień regresywnych. Odkryli, że wystarczy stymulować za pomocą delikatnego masażu odpowiednie punkty na ciele. Dziś tę metodę upowszechnia przede wszystkim Amerykanin Rick Philips z grupą swych przyjaciół.
Trzeba przyznać, że ze względu na niezwykłą łatwość wyzwalania stanu regresywnego metody te nadają się do dość szerokiego zastosowania.
Masaż lub wkłuwanie igieł powodują w sposób niejako automatyczny stymulację miejsc związanych z emocjonalnymi reakcjami. A to ułatwia wyzwalanie pamięci.
Ciekawe jest to, że nagłe wejścia w stan regresywny zdarzają się podczas zabiegów masażu polinezyjskiego Ma-uri, który cieszy się ostatnio rosnącą popularnością. Ważne w związku z tym okazuje się, żeby masażyści posiadali wiedzę o stanach regresywnych i znali sposoby skutecznego odreagowywania klientów. Gdyby nie to, że jeden z masażystów znał technikę regresingu, jego wystraszony i pobudzony emocjonalnie klient wyskoczyłby przez okno z 16 piętra!
W 1997 r. do Polski przybył ze Szwecji Erik Sigdel – łowca fałszywych guru – i będąc przekonanym, że nikt przed nim w tym dzikim kraju nie stosował metod regresywnych, zapoznał grupę uczniów ze swą metodą „terapia poprzednich wcieleń” (past-lifes therapy). Jego uczniowie są przekonani, że „tylko oni mają prawo wykonywać sesje regresingu, bo tylko oni zostali przeszkoleni w tym zakresie”. A poznali TYLKO metodę, która ma swoją nazwę: “past-lifes therapy” Sigdela, który uczył się do Amerykanów. Nie wątpię, że znają ją dużo lepiej, niż ja. I życzyłbym sobie, żeby reklamowali to, co robią w rzeczywistości, bo ja im nie wchodzę do ogródka.
Możesz odnieść wrażenie, że cały ten „cyrk” z regresją i z poprzednimi wcieleniami, to tylko amerykańskie zboczenie związane zapewne z ruchem New Age.
Nie da się wymyślić nic bardziej błędnego. Techniki te są popularne w Niemczech, w Holandii i w innych krajach Europy Zachodniej. Tam ludzie już dawno zdali sobie sprawę z faktu, że koncepcja Freuda jest bardzo niepełna, nie może więc przynosić pełnych rezultatów.
Do terapii regresywnych zaliczyć należy te wszystkie, które oferują uzdrawianie wewnętrznego dziecka czy uzdrawianie dzieciństwa. Najczęściej praca odbywa się metodami wizualizacyjnymi i afirmacyjnymi, ale stosuje się i bardziej namacalne sposoby. W tym celu niektóre przedszkola i żłobki umożliwiają majętnym obywatelom spędzanie weekendu w dziecinnych śpioszkach, wśród zabawek i w atmosferze znanej z dzieciństwa. Chodzi o to, że w procesie naszego rozwoju pewne procesy nie zostały dokończone. I dopóki dokończone nie zostaną, pojawia się poczucie niespełnienia lub nawet upośledzenie pewnych funkcji, które nie zdążyły się rozwinąć. Z tego powodu przyśpieszanie edukacji i zbyt wczesne obarczanie dzieci obowiązkami dorosłych, powoduje upośledzenia w pewnych dziedzinach rozwoju i życia. Na pewno działa stresotwórczo i ograniczająco. To powinni wziąć pod uwagę reformato-ły usiłujący stworzyć nowocześniejsze i wyedukowane społeczeństwo, w którym na rynek pracy o rok wcześniej trafi znacznie więcej wykwalifikowanych bezrobotnych.
Tu warto zauważyć, że regresje dają wspaniałe rezultaty w uzdrawianiu dzieci. Metoda jest prosta. Zaczyna się od diagnozy, w którym okresie życia nastąpiło zahamowanie rozwoju. Następnie wykonuje się ćwiczenia odtwarzające zachowania właściwe dla tego okresu życia (raczkowanie, obmacywanie, obgryzanie otaczających przedmiotów, itp.). W ten sposób uwalnia się od jąkania, lęków, zachowań aspołecznych, a nawet od problemów z pisaniem i czytaniem. Metodę można stosować również wobec osób dorosłych.
O różnych technikach regresywnych warto wiedzieć, ponieważ każda z nich ma w sobie pewne cenne elementy, które mogą się okazać szczególnie przydatne w twoim konkretnym przypadku. Przede wszystkim mogą pomóc ujawnić ukryte wspomnienia, do których nie mamy dostępu.
Wychodząc z założenia, że każda z metod regresywnych oferuje pewne możliwości, których brak innym, postanowiłem stworzyć taką metodę, która łączyłaby zalety i unikała wad. Nadałem jej nazwę regresing®. Dziś jest to nazwa zastrzeżona w Urzędzie Patentowym RP do WYŁĄCZNEGO UŻYTKU przez ludzi odpowiednio przeszkolonych i posiadających licencję.
Jak zapewne domyślasz się, nie da się dogodzić wszystkim naraz. I nikt nigdy nie stworzy metody, która mogłaby pomóc wszystkim. Za bardzo różnimy się od siebie, żeby wszystkim pasowało to samo!
Regresing® łączy w sobie pozytywne cechy terapii regresywnych, reinkarnacyjnych i prenatalnych. Dysponuje arsenałem środków właściwych dla metod transformacyjnych, co umożliwia nie tylko uwalnianie od obciążeń czy ograniczeń, ale też właściwy rozwój zgodny z naszą naturą. Myśląc o naszej naturze mam na myśli coś zupełnie innego, niż większość chrześcijan. Otóż w rzeczywistości nasza natura jest boska, potencjalnie doskonała. Stosowanie medytacji pozwala nam jej doświadczać, a kiedy uwalniamy umysł od ograniczeń, poczucia winy i niegodności wobec Boga, stajemy się w całej pełni świadomi, kim naprawdę jesteśmy. Świadomi swych boskich możliwości! I odtąd możemy z nich korzystać.
Tym co najważniejsze we wszystkich niehipnotycznych metodach regresywnych, jest poczucie i świadomość wolności uczestnika zajęć. Może on się zawsze odwoływać do wolnej woli i z czasem uniezależnia się zarówno od metody jak i od terapeuty. To bardzo pozytywny wyróżnik wśród wszystkich metod terapeutycznych.
Ważna jest też skuteczność. Tu jednak należy przyjąć zastrzeżenie, że nie dla każdego są te metody. Nie nadają się dla osób, które nie dorosły mentalnie i psychicznie do tego, żeby podejmować decyzje i żyć samodzielnie, którym brak intuicji. Nie są polecane również tym, którzy nie chcą wziąć na siebie odpowiedzialności za siebie i za swoje życie. Wszyscy z terapeutów posługujących się metodami regresywnymi są zgodni co do tego, że ich klienci muszą pracować samodzielnie nad wieloma tematami. Inaczej bowiem zaczynają się plątać i nawet szkodzić sobie.
W regresingu® kładzie się nacisk na trzeźwość i przytomność. Terapeuta nie ma na celu sterowania klientem, a jedynie wspomaganie go. To klient sam podejmuje wszelkie decyzje; po sesji jest świadom tego i właściwie cała terapia, jakiej doświadcza, to jego własne odkrycia samego siebie, jego decyzje i działania.
Tym, co najważniejsze w terapiach regresywnych, a o czym się czasem zapomina, jest rozpoczęcie pracy nad sobą z intencją pokochania siebie.
Oczywiście, inteligentny terapeuta po jakimś czasie zauważy, że klient nienawidzi się, że brak mu miłości do siebie, że sobie nie przebaczył. Wówczas zareaguje i pomoże mu uświadomić te mechanizmy. Cały jednak problem polega na tym, że osoby, które nie mają do siebie pozytywnego nastawienia, rozpoczynają pracę z metodami regresywnymi i przerywają ją w najmniej odpowiednim momencie – to znaczy wówczas gdy przypomną sobie coś dla nich niemiłego. Wielu z nich nie udaje się namówić na dalszą pracę, nie da się zachęcić do uwalniania. Nie, bo… nie, i już! Takie osoby najczęściej czują się usatysfakcjonowane, że odkryły kolejnego swego wroga – mianowicie terapeutę i wyruszają na poszukiwania kolejnych wrogów. A skoro szukają, to muszą znaleźć. Choćby „wróg” był „Bogu ducha winny”.
Każdy klient przychodzi na spotkania terapeutyczne z jakimś, sobie mniej więcej znanym, nastawieniem i oczekiwaniem. Jeśli terapia go nie satysfakcjonuje, może w każdej chwili ją porzucić. I tu trzeba zdać sobie sprawę z faktu, że nieszczęściem większości niedoleczonych klientów jest to, że rezygnują z terapii, zanim zacznie ona przynosić głębsze rezultaty. Rezygnują też wówczas, gdy zauważają pozytywne zmiany, których nie chcą zaakceptować lub kiedy nie czują wsparcia najbliższego otoczenia dla zachodzących w ich psychice i widzeniu świata zmian. Wybierają wtedy „normalność”, czyli to, czego się nauczyli od mamusi i tatusia.
Wniosek?
Aby korzystać z terapii regresywnych, trzeba być nastawionym na pełne skorzystanie z oferty, a to oznacza gotowość do zaakceptowania pozytywnych zmian w życiu oraz w stanie zdrowia.
Tego, niestety, brakuje większości kandydatów do uzdrowienia korzystającym z wszelkich metod!
Specjaliści zajmujący się problematyką odreagowania, u których spotykamy się z pozytywną oceną terapii regresywnych, zauważają m.in., że:
 najskuteczniejsze jest odreagowywanie u osób, które po przeżytych stresach przejawiają inne zachowania i reakcje w sytuacjach, które kiedyś spowodowały silne obciążenia psychiki.
 odreagowanie urazów psychicznych w niektórych przypadkach nerwic w rezultacie daje uleczenie. W przypadku, gdy zaniechamy odreagowania, nerwica ma tendencje do postępowania.
To są niewątpliwe korzyści.
Terapie regresywne nadają się wyłącznie dla osób, które są gotowe przyjąć na siebie odpowiedzialność za swoje życie i za swoje wybory. Wymagają też minimalnego przygotowania teoretycznego w zakresie wiedzy psychologicznej, a często akceptacji wspomnień z poprzednich wcieleń. Jednak najważniejszym warunkiem korzystania z nich wydaje się chęć samodzielnej pracy nad rozwiązywaniem swych problemów.

 
Leszek Żądło - zdjęcie
  Leszek Żądło:

Polecamy książki i płyty Leszka Żądło:

Huna - skuteczna modlitwa
Leszek Żądło, Roman Rybacki
Szkoła Optymizmu
Leszek Żądło
Tajemne moce umysłu
Leszek Żądło