Wróć do listy artykułów

Leszek Żądło

Jak się widzisz?

Jak cię widzą, tak cię piszą – mówi przysłowie. A przysłowia … są, czy nie są mądrością narodu?
To, jak widzą cię inni, niewiele powinno cię obchodzić. Oni przede wszystkim patrząc na ciebie określają, czego od ciebie chcą i czego nie chcą.
Czy ich zachcianki i oczekiwania mają z tobą cokolwiek wspólnego?
Mogą mieć, jeśli się zaczniesz nimi przejmować. W konsekwencji możesz zacząć się czuć winny, że nie spełniasz cudzych oczekiwań.
Ale czy masz taki obowiązek?
A jeżeli masz, to z czego on wynika?
Zapewne znajdziesz jakieś uzasadnienia religijne: „Bóg kazał czcić i szanować rodziców”, „rodzice wydali cię na świat i żyły sobie wypruwali, żebyś się uczył i miał dobrze”, „musisz spłacić długi wobec wszystkich istot, które przez eony istnienia były twymi matkami” itd., itp.
Ale czy to prawda? Czy nie za bardzo uzależniasz się od cudzych opinii? A może sprzedajesz się za środki do życia?
Cokolwiek czynisz z intencją kierowania się cudzymi opiniami i oczekiwaniami, ma wpływ na twoją karmę. Sprawia, że stajesz się zależny od innych. Być może nawet zaczniesz w ten sposób realizować cudze cele, z którymi wcale się nie zgadzasz? A może już to czynisz?
Pomyśl teraz, że Bóg uczynił cię na Jego podobieństwo?
Czy Bóg uzależnia się od cudzych opinii, czy ma jakieś obowiązki, bądź długi do spłacenia?
Teraz zdaj sobie sprawę z faktu, że to, czego ludzie od ciebie wymagają, to są ich oczekiwania. Ich, a nie twoje.
A gdzie się podziały twoje?
Czy w ogóle wiesz, czego SAM chcesz?
Miliony ludzi cierpią na kryzys tożsamości, kryzys wartości i poczucie bezsensu życia.
Jak myślisz, z czego się to bierze?
SAMI nie wiedzą, czego chcą.
Owszem, ogólnie mogą wiedzieć, czego chcą. Zazwyczaj tego, czego inni. Ale czy sami zastanawiali się nad tym, czego naprawdę chcieliby. Czy chcą czegoś innego, niż sugeruje im otoczenie, niż podsuwają reklamy?
Jeśli nie wiesz, czego sam chcesz, może się to dla ciebie okazać zgubne nawet wówczas, gdy wkroczyłeś na ścieżkę duchowego rozwoju.
Kilkanaście lat temu w Oregonie powstało osiedle wyznawców Osho – mistrza jogi przybyłego z Indii. Zgromadzenie tam ludzie wykonywali duchowe praktyki, z wielkim entuzjazmem budowali osiedle i cieszyli się, bo to było zgodne z zaleceniami Mistrza. I trwałoby zapewne tak dalej, gdyby Mistrz po kilku latach nie przerwał ślubów milczenia.
Jedno z pierwszych pytań do Mistrza brzmiało:
Czy jesteś Mesjaszem, Chrystusem?
Na co On odparł: Oczywiście, że nie i jestem zdziwiony, że któryś moich sanjasinów zadaje tak głupie pytania.
Kolejne z pytań brzmiało: Czy jesteś oświecony?
Odpowiedź Mistrza spowodowała, że 80% jego wyznawców w panice opuściła miasteczko, które wybudowali. Mistrz bowiem odpowiedział: „Nie”.
Ci, którzy porzucili Mistrza, nie zdają sobie do dziś sprawy z tego, że wcale nie szukali oświecenia. Oni chcieli służyć istocie oświeconej, być w jej pobliżu i czekać, aż jakiś ochłap oświecenia spadnie im ze wspólnego stołu.
A przecież większość praktyk, których nauczał Osho, to zajęcia jak najbardziej oświecające.
Osho należał do tej kategorii ludzi, którzy lubią bulwersować. Dopóki bulwersował przeciwników, rosła ilość jego zwolenników. Kiedy jednak zbulwersował swych czcicieli (uczynił to w dobrej wierze, by zmobilizować ich do wzięcia odpowiedzialności za siebie i ich osobiste oświecenie), wówczas ich stracił.
Ważne jest, abyś wiedział, czego chcesz od swego Mistrza bądź od innych znaczących dla ciebie osób.
Każdy, kto chce zwrócić na siebie twoją uwagę, ma w tym swój interes. Nie łudź, się, że ma na celu przede wszystkim twoje dobro. To on chce być zauważony, doceniony, może chce sprzedać ci swój produkt. A może tylko dowartościować się, że ma tak wspaniałego Mistrza?
Ja też pisząc ten tekst mam na uwadze swój interes.
Po pierwsze – opisywanie i tłumaczenie pewnych procesów pomaga mi głębiej rozumieć to, co już wiem, po drugie – jest to dla mnie pewne wyzwanie, by dalej się doskonalić, a po trzecie wreszcie – czytelnicy zapłacą za moją książkę.
Uważam, że to uczciwe. Mam przy tym nadzieję, że mój produkt najwyższej jakości okaże się niezwykle cenny i pożyteczny, a przede wszystkim inspirujący dla czytelników.
Za to na pewno zasługuję na wynagrodzenie!
Ważne jest określić, czego się chce. To, oczywiście, samo w sobie nie uwalnia nas od karmy. To powoduje, że nasza karma staje się bardziej skonkretyzowana.
Jeśli wiem, czego chcę, moje życie nabiera sensu. A kiedy moje życie ma sens, wówczas chce mi się żyć i pracować. Wówczas nie tracę czasu na marudzenie i na zniechęcanie się do życia, i w ten prosty sposób nie programuję sobie przedwczesnej śmierci.
Czy to mało korzyści?
Kiedy SAM wiesz, czego chcesz i realizujesz to, wówczas możesz zacząć widzieć siebie jako osobę wartościową i cenną. A taka ze wszech miar zasługuje na społeczne uznanie.
W uznaniu nie ma niczego złego. Uznanie jest nagrodą za to, że potrafimy widzieć siebie jako osoby cenne i wartościowe, że doceniamy siebie.
Niekorzystnie może wpłynąć na naszą karmę przywiązanie do uznania lub postępowanie dla uznania. To bowiem wymaga rezygnacji z siebie i pociąga za sobą zupełnie inne skutki karmiczne.
Jakie?
Uzależnienie, niskie poczucie własnej wartości, lęki i ogromny wysiłek.
Czy się opłaca?
Niektórzy uważają, że tak. Mają przecież uznanie, na którym im tak bardzo zależało.
Ja jednak widzę to inaczej. Otóż ludzie, którzy doceniają siebie, nie zabiegają o uznanie, o zaszczyty. Im wystarczy to, co mają, ponieważ to, co najcenniejsze, jest niematerialne. Wiedzą więc, że inni ludzie najczęściej nie są w stanie tego dostrzec. A jednak zostają prędzej czy później uznani i docenieni przez otoczenie.
Ktoś, kto zbudował swoje miejsce w świecie opierając się na pieniądzach, może w każdej chwili przeżyć ogromny szok, gdy je straci. Jednak ten, kto buduje na docenianiu swoich walorów i zdolności, ten zawsze może zacząć wszystko od nowa. I zawsze będzie wygrany. Wie bowiem, że ze swymi zdolnościami i umiejętnościami, jest w stanie zarobić wiele pieniędzy.
Człowiek miły i sympatyczny od razu jedna sobie przyjaciół. Ten zaś, kto manifestuje swoją niechęć, musi płacić za obecność innych przy sobie. Jednak przyciąga do siebie tylko takich, którym zależy na pieniądzach, a nie na nim samym.
Moglibyśmy jeszcze długo snuć rozważania i podawać przykłady, ale ważne jest wreszcie zrozumieć, że nasza karma zależy od tego, czego chcemy i od tego, czego nie chcemy. Problem jednak polega na tym, że najczęściej wiemy, czego nie chcemy, ale nie wiemy, czego chcemy. I wreszcie często zdarza się, że to, czego chcemy, nie ma żadnej realnej wartości, a okazuje się wręcz szkodliwe.
Nasze oczekiwania i cele mogą stanowić zlepek wzajemnie wykluczających się pomysłów. Podobnie może wyglądać nasza samoocena, która najczęściej bywa pełna sprzecznych z sobą wyobrażeń na temat tego, kim jestem i co sobą reprezentuję.
Takiego stanu rzeczy nie można pozostawić samemu sobie. Trzeba zabrać się za porządkowanie tej „stajni Augiasza”, którą jest umysł. A porządkowanie wymaga konsekwentnej pracy nad sobą i pozytywnej wizji siebie, i swojego życia.
No dobra. Wypisz teraz na kartce wszystkie swoje atuty.
.................................
Teraz z kolei napisz, czego ci brakuje?
.................................
Naprawdę brakuje ci?
No to na pewno ponosisz karmiczne konsekwencje. Nie braku, a wyobrażenia o braku.
Jeśli zmienisz swoje wyobrażenie, zmieni się i twoja karma!
A jak je zmienić?
Najlepiej afirmować, że masz wystarczająco dużo tego, czego brak tak dotkliwie dotychczas odczuwałeś.
Naprawdę, zmiana punktu widzenia powoduje, że nagle zaczynamy dostrzegać to, czego dotychczas nie mogliśmy w ogóle zauważyć!
Pewien mój kolega marudził, że jest biedny, że ma za mało. Pewnego dnia jego dom okradli złodzieje. Wówczas przeliczono wartość tego, co jeszcze zostało. Kolega dopiero wówczas poczuł się bardzo bogaty.
Wielu jest orłami, którym wydaje się, że są tylko gęśmi! Dlatego żyją i rozwijają się duchowo “na pół gwizdka”.

 
Leszek Żądło - zdjęcie
  Leszek Żądło:

Polecamy książki i płyty Leszka Żądło:

Medytacje Czystego Światła
Leszek Żądło, Beata Augustynowicz
Prosperująca Świadomość
Leszek Żądło
Huna - skuteczna modlitwa
Leszek Żądło, Roman Rybacki