Wróć do listy artykułów

Leszek Żądło

Regresje z Jezusem w roli głównej

Od tysięcy lat postać Jezusa pojawia się w wizjach artystów, mistyków, oraz osób przechodzących przez regresje. W wizjach tych znajdujemy elementy wspólne, a także zadziwiająco rozbieżne. Co ciekawe, wizje uzyskiwane w stanie regresji (a więc wracania pamięcią do dawnych wydarzeń) często są rozbieżne z wizjami mistyków oraz prezentacją postaci Jezusa w Nowym Testamencie.
Nie zamierzam tu rozstrzygać, które wizje Jezusa są właściwie, a które nie, gdyż już sami twórcy Nowego Testamentu osobę Jezusa przedstawili w wersji nie dość, że okrojonej, to na dodatek pełnej sprzeczności. Ta uwaga jest ważna, kiedy mamy mówić o Jezusie, który pojawia się w wizjach regresywnych, by uprzedzić zarzuty tych, którzy takie wizje przypisują wyłącznie “kosmatemu”.
Wielu odrzuca informacje pojawiające się w stanie regresywnym, za wiarygodne uznaje zaś np. krwawe wizje mistyczki Katarzyny Emmerich opisujące ostatnie dni życia Jezusa, które stały się kanwą filmu “Pasja”. Nie dziwię się. Zapewne pasują im bardziej do ich życiowych doświadczeń. Dla mnie też wiarygodne jest to, co wiąże się z moim doświadczeniem.
Muszą być ważne powody, dla których Jezus pojawia się w wizjach reinkarnacyjnych i dla których jest to nieco inny Jezus niż ten, którego znamy z kart Nowego Testamentu oraz wizji chrześcijańskich mistyków. Jezus ze wspomnień karmicznych wydaje mi się bardziej autentyczny.
Moi klienci, u których pojawiał się temat związany z Jezusem, najczęściej nie znali się wcześniej, jednak ich wersje historii są do siebie podobne, wręcz uzupełniają się. Nawiasem mówiąc – w trakcie reality show BAR, Jarek M. wykonał przed kamerą sesję regresingu Agnieszce, która w ogóle nie wierzyła w poprzednie wcielenia i mimo to od razu trafiła na swoje wspomnienia związane z Jezusem. To wyjątkowa rzadkość!
Do rozpracowania tematu Jezusa w sesjach regresingu skłoniły mnie 2 przypadki.
Pierwszym był osobnik, który wyglądał jak Jezus z chusty Św. Weroniki. Niektórzy nawet myśleli, że to On sam zmartwychwstał! Ponieważ miałem poważne wątpliwości, zaproponowałem mu sesję. Okazało się wówczas, że upodobnił się do Jezusa, gdyż chciał w ten sposób zwabić Marię Magdalenę, której inkarnację spotkał w tym życiu. I mało brakowało, że i ona dałaby się na to nabrać.
Drugą osobą, która mnie zainspirowała, by zająć się tematem, była kobieta, która wchodziła w stan regresywny mimowolnie, bez żadnych zabiegów i zawsze trafiała na wspomnienia z Golgoty. Cierpiała wówczas strasznie, bo mimo upływu tak długiego czasu, nie mogła pojąć, czemu bliski jej sercu Jezus musiał przejść przez tak okropne męki? Opowiedziała mi dość dokładnie to, co się tam działo, ale nie chciała się uwolnić od bólu. Uważała, że nadal musi jej przypominać o tamtych straszliwych chwilach. Jej wizje potwierdziły później inne osoby, którym Golgota również “zabiła klina”. A było ich sporo.
Świadkowie – osoby bardzo emocjonalnie związane z Jezusem – byli zszokowani. Nie pojmowali, co się dzieje i dlaczego. A to co udało im się wówczas pojąć, rzutowało na ich karmiczne historie w kolejnych wcieleniach, przez 2000 lat!
Tym, dla których Jezus był synem bożym, zdawało się, że śmierć jest drogą do wyzwolenia. W ostatniej chwili przejmowali od Niego telepatycznie ostatnie przesłanie “umierającego Boga”. A było ono pełne cierpienia i zwątpienia. To zwątpienie aż do obecnego życia nie pozwalało im zaufać Bogu.
Ci zaś, którzy cierpienie uznali za bilet wstępu do Królestwa, zaczęli szturmować jego bramy prowokując swych oprawców do coraz dzikszych ekscesów licząc, że w oczach Boga to oni zostaną uznani za lepszych od Jezusa i zasiądą po prawicy Boga, by sądzić w Dniu Sądu. Oni też za nic mieli zapewnienia swego Nauczyciela, który jasno twierdził, że do Królestwa wchodzi się za życia. Osoby te zazwyczaj przypominały sobie, że ten sam mechanizm prowokowania oprawców dominował u nich przez kolejne wcielenia, gdy były prześladowanymi w Rzymie chrześcijanami, a później czarownicami, mnichami, a nawet zwykłymi ludźmi, którzy np. trafiali do łapanek i do obozów koncentracyjnych.
Sympatyzujący z gnozą zrozumieli tę scenę jako dowód na to, że można wrócić do Domu Boga przez śmierć. W późniejszych żywotach starali się o to usilnie. I, jak widać, do dziś się wcielają na Ziemi.
Osoby mniej związane emocjonalnie z Jezusem podniecały się tylko cierpieniem kolejnej ofiary reżimu.
Nie przypadkiem te wszystkie wątki są do dziś obecne w chrześcijaństwie.
Przedstawiano mi wiele wspomnień z regresji dotyczących Jezusa i sporo z nich zakwestionowałem. Oczywistym było dla mnie, że musiałem zweryfikować informacje, które do mnie docierały. Zbyt często za Jezusa był w nich uznawany ktoś ważny, kto był rabim, mistrzem, czy uzdrowicielem. Bywały i takie wspomnienia, w których za Jezusa uznano jakiegoś homoseksualistę, albo zboczeńca. Ale są i takie wspomnienia, które nie budzą moich wątpliwości. Ich wiarygodność polega na tym, że są one podobne u wielu osób, które nie znają się i mieszkają w różnych krajach.
Zaczęło się od tego, że najpierw Jezus ożenił się w stosownym wieku (ok. 13 lat) i został wysłany, by pilnować interesów rodzinnych gdzieś w rejon Syrii czy Iraku. Gdy jego młoda żona umarła, załamał się psychicznie i ruszył w świat w celu znalezienia odpowiedzi na nurtujące go pytania egzystencjalne. Te informacje pochodzą głównie od osób, które w stanie regresywnym zidentyfikowały się z żoną, kuzynem i teściową Jezusa. Ich relacje nie zawierały sprzeczności!
Po tym Jezus dotarł do żydowskich wspólnot w Afganistanie i Kaszmirze, gdzie miał studiować pod okiem mistrzów odizolowany przez wiele lat w klasztorze. Niestety, o tym okresie życia Jezusa mam najmniej informacji z sesji.
Gdy wreszcie po latach wrócił On do Izraela, nie miał niczego, poza rodziną. Ponieważ jednak wcześniej kiepsko pilnował sporego rodzinnego interesu, to nikt nie kwapił się, by go sponsorować. Wtedy to zaczął uzdrawiać biednych, gromadzić wokół siebie nieomalże głodujących rybaków i…. szukać kogoś, kto za to zapłaci. Tu pojawiły się wdzięczne kobiety, które w zamian za bliski (niejednokrotnie intymny) kontakt z Mistrzem hojnie obdarzały go kosztownościami należącymi do ich mężów. Niedługo też przypomniała sobie o nim Maria z Magdali, z którą był zaręczony, zanim wyprawiono mu wesele z inną łamiąc przy tym wszelkie konwenanse i naruszając dobre obyczaje. Oczywiście, że natychmiast ją rozpoznał i zostali kochankami.
Ten okres jest udokumentowany największą ilością wspomnień regresywnych. Zadziwiające jest, jak wiele kobiet przyznaje się, że były Jego kochankami lub sponsorkami (żadna z nich nie czytała wcześniej książki “Jezus i kobiety”!). Są też osoby, które przypominają sobie, jak wędrowały z Jezusem i uczyły się uzdrawiać w imię Boga.
Mamy też ciekawą relację, jak Jezus werbował sobie uczniów wśród grzeszników. Wspólnota pomagała takim zakładać uczciwe interesy, ale i wymagano, by odtąd taka osoba nie dokonywała nieuczciwych uczynków. W przypadku złamania zasad najpierw przebaczano takiej osobie, ale kiedy nie potrafiła się przeobrazić i wytrwać w uczciwości, usuwano ją poza społeczność. A to wiązało się z powrotem na margines życia społecznego.
Ze wspomnień tych, którzy podczas sesji identyfikowali się z apostołami, wynika, że ci “wybrani” nie bardzo Go rozumieli. Często też spierali się między sobą o to, który z nich jest ważniejszy i który lepiej pojął, o co chodzi Mistrzowi. Generalnie jednak podczas sesji przyznawali się do pewnej ociężałości umysłowej spowodowanej przede wszystkim brakami wykształcenia, a czasem nadużywaniem wina bądź grzybków halucynogennych (bardzo popularnych w tym okresie w całym basenie Morza Śródziemnego).
Każda z grupek uczniów chciała w Nim widzieć kogoś dla siebie ważnego. Część żądała, by jako Mesjasz stanął na czele zrywu niepodległościowego, ale on im ciągle powtarzał, że „jego królestwo nie jest z tego świata”. To z kolei natchnęło innych, by głosić, że Jezus jest synem bożym. On z kolei temu zaprzeczał mówiąc o sobie Syn Człowieczy. “I zrozum tu człowieku, o co takiemu chodzi”.
Kolejna ciekawostka ma nikłe oparcie we wspomnieniach regresywnych. Nie wiem, czy kiedyś będę miał na ten temat więcej relacji z regresji. Tym niemniej te nieliczne, którymi dysponuję, wydają mi się bardzo prawdopodobne.
Jezus widząc, że jego obecność może wywołać antyrzmskie zamieszki, które skończyłyby się gehenną, postanowił z grupą doradców i uczniów wewnętrznego kręgu (bliższych mu niż apostołowie!!!), odegrać przedstawienie, które pozwoliłoby mu wyjść z tego wszystkiego z twarzą i oszczędzić ludzi, których bezpieczeństwo było narażone z powodu antyrzymskich wystąpień. Jego „śmierć” na krzyżu miała pohamować szaleńców dążących do powstania narodowego. Tak więc kilka osób intensywnie pracowało nad dograniem szczegółów. Dzięki staraniom grupki wtajemniczonych i bardzo bogatych uczniów, Jezusa ukrzyżowano w piątek i zdjęto z krzyża w ten sam dzień po kilku godzinach (historia nie zna przypadku, żeby ukrzyżowany był w stanie zemrzeć w tak krótkim czasie). Po wykupieniu “zwłok” Jezus został natarty olejkami uzdrawiającymi i uzdrowiony, po czym wyprowadzony z grobowca. Po tym wydarzeniu ewakuowano „zmartwychwstałego” Jezusa do Kaszmiru.
Jak zaznaczyłem, tę część historii najtrudniej jest zrekonstruować na podstawie wspomnień regresywnych. Informacje są fragmentaryczne, ale pochodzą od kilku osób.
Z Kaszmiru pamięta Issę (taką tam przyjęto wersję imienia) już nieco więcej ludzi. Ci, którzy Go znają z tamtych czasów, mówią o Nim właśnie Issa, a nie Jezus.
Jeszcze zanim nastąpiło ukrzyżowanie, wśród uczniów nastały ciężkie czasy. Z tego okresu pochodzi wiele relacji z sesji regresingu. Jedni obwiniali drugich, zaś inni usiłowali się ukryć i wyprzeć znajomości z Jezusem. Wspomnienia osoby, która zidentyfikowała się ze Św. Piotrem, są o wiele bardziej dramatyczne niż to opisują Ewangelie. Była też grupa takich, którzy wraz z rodziną usiłowali zbrojnie odbić Mistrza, lecz okazało się, że On sobie tego nie życzył, a uczniowie z wewnętrznego kręgu uczynili wszystko, by się to nie udało (nic dziwnego, mogło się skończyć pogromem Izraela jak 40 lat później)!
Wspomnienia regresywne kilku osób odnoszą się również do rzekomego pobytu Jezusa w Marsylii.
Józef z Arymatei (który wykupił ciało Jezusa i złożył je do grobu) oraz Maria Magdalena znaleźli się w Marsylii, gdzie Maria miała tłumy swych wielbicieli, które wsłuchiwały się w jej barwne opowieści o obcowaniu ze zmartwychwstałym Jezusem. Stąd zapewne pomysł, że Jezus był tam również. Wielu nie rozumiało, że mówiąc o conocnych (codziennych) spotkaniach z Jezusem, mówi ona nie o człowieku, ale o jego ciele widmowym. Wspomnienia z regresji kilku osób potwierdzają, że Jezusa tam nie było.
Dla mnie posługiwanie się wspomnieniami reinkarnacyjnymi jest jak najbardziej na miejscu. Wg mnie to źródło informacji bardziej wiarygodne niż wizje mistyków, dla których cierpienie było najważniejszą wartością. No i w końcu: i Jezus, i apostołowie doskonale kojarzyli Jana Chrzciciela z Eliaszem, a Jezusa z byłym uczniem Eliasza – Elizeuszem. A więc mieli świadomość reinkarnacji.
Trzeba tu zaznaczyć, iż regresje mają to do siebie, że wiążą się przede wszystkim z bardzo emocjonującymi przeżyciami i przede wszystkim służą uzdrawianiu duchowemu oraz uzdrawianiu pamięci poprzednich wcieleń. Każda z relacjonowanych historii jest postrzegana z subiektywnego punktu widzenia uczestnika dawnych wydarzeń. Nie jest więc relacją historycznie obiektywną. Osoba prowadząca sesję ma przede wszystkim pomóc klientowi w uwolnieniu się od skojarzeń emocjonalnych. Jeśli jednak podejrzewa, że wspomnienia są tylko fantazjami, powinna próbować zadać takie pytania (bez sugerowania odpowiedzi!), które skłonią klienta do wyciągnięcia właściwych wniosków. Z terapeutycznego punktu widzenia ważne okazuje się ustalić, czy wizja obcowania z Jezusem wynika z rzeczywistego spotkania Go, czy też jest np. owocem fantazji sfrustrowanej zakonnicy. Niestety, nie wszystkie sesje, z których relacjami dysponuję, były przeprowadzone fachowo. I te właśnie są wg mnie mało wiarygodne.
Dla mnie, jako dla doradcy duchowego, najważniejsze jest to, że ludzie, którzy przeszli przez regresje związane tematycznie z Jezusem, uwolnili się od pozornie nieuzasadnionego żalu, bólu, poczucia zawodu i często zaparcia się Boga jako istoty źle nam życzącej. Ważne, że “spadł im z serca kamień”, który dźwigali przez tak wiele wcieleń.
Dla mnie, jako człowieka rozwijającego się duchowo, nie jest ważne, co konkretnie i z kim robił Jezus i co kto o Nim opowiada. Jedna z najważniejszych dla mnie Jego myśli, brzmi: “Kiedy stąd odejdę, zostawię wam Ducha Świętego i jeszcze większe cuda niż ja, będziecie czynić”.
Mnie to wystarczy.

 
Leszek Żądło - zdjęcie
  Leszek Żądło:

Polecamy książki i płyty Leszka Żądło:

Zarabiam z przyjemnością
Leszek Żądło
Medytacje miłości
Leszek Żądło, Beata Augustynowicz
Medytacje miłości
Leszek Żądło, Beata Augustynowicz
Poczucie Własnej Wartości
Leszek Żądło