Wróć do listy artykułów

Leszek Żądło

Zmiana historii osobistej

„Przeszłość już była, przyszłości nie ma, a teraz jest tylko teraz”. To hasło Huny, ezoterycznego chrześcijaństwa i jogi; wszystkich, którzy poznali moc pozytywnego myślenia. Powtarzają to mistrzowie różnych szkół, by skłonić uczniów do wykorzystywania mocy przemiany, która tkwi w chwili obecnej. Niektórzy dodają:
„Jak nie dziś, to kiedy? Jak nie ty, to kto?”
Moc przemiany tkwi w chwili obecnej. I tylko od Ciebie zależy, czy z niej skorzystasz, czy będziesz się wykręcał zwalając winę na różne niemożliwości.
Pewnego razu, gdy marudziłem, że nie potrafię czegoś zrobić, mój znajomy popatrzył na mnie i powiedział:
„Albo jesteś tak głupi, że nie rozumiesz, albo po prostu ci się nie chce”.
Miał rację. Głupi nie jestem, więc pozostało mi tylko przyznać, że mi się nie chce.
A ty, jesteś zbyt głupi, czy ci się po prostu nie chce?
„Teraz” jest punktem w kontinuum czasowym, między przeszłością a przyszłością.
Zasada jest prosta:
Przeszłość już była, więc nie ma sensu wprowadzać w niej zmian czy korekt. To strata czasu. Zresztą, to niemożliwe. Możliwe jest tylko manipulowanie pamięcią, by niechciane wspomnienia zastąpić chcianymi fantazjami. Ale to jest zakłamywanie siebie. Z przeszłością warto się pożegnać, rozstać. A to jest możliwe w wyniku uzdrowienia swojego nastawienia do przeszłości. Służą temu różne metody, między innymi regresywne. Nie służy zakłamywanie siebie, odcinanie od pamięci przeszłości, zapominanie (np. przez „zalewanie robaka” czy ćpanie) czy dowartościowywanie siebie zmyślonymi historiami, które mają być bardziej interesujące niż dotychczasowe jałowe życie.
Przyszłości jeszcze nie ma, więc nic w niej teraz nie da się zrobić. Ale TERAZ MOŻEMY ZROBIĆ COŚ WAŻNEGO DLA SWOJEJ PRZYSZŁOŚCI. Teraz możemy dokonywać wyborów i zmian dotyczących przyszłości. Możemy dokonywać wyborów, które zaowocują w przyszłości!
Możemy.
Jeśli… podświadomość pozwoli. Bo podświadomość może mieć wkodowane w przeszłości silne mechanizmy autodestrukcji i oporu przed zmianami.
Jeśli więc podświadomość nie pozwoli, to trzeba ją oczyścić z negatywnych wspomnień i przywiązania do programów autodestrukcji. A potem za pomocą afirmacji oraz wizualizacji wprowadzać programy pozytywne, dokładnie zaprzeczające tym negatywnym. DOKŁADNIE I PRECYCYJNIE zaprzeczające w sposób pozytywny.
Ważne, by takie pozytywne programy wprowadzać w codziennych afirmacjach, a szczególnie PO SESJACH regresingu czy rebirthingu, kiedy mamy dość niemiłe wspomnienia.
Ale NAJWAŻNIEJSZE JEST PAMIĘTAĆ, ŻE WARTO KOCHAĆ SIEBIE z całym “dobrodziejstwem inwentarza”. Bez miłości do siebie nie powiedzie się żadna próba rozstania z przeszłością. Bez miłości do siebie nie uda się uwolnienie od mechanizmów autodestrukcji.

Szczęście sprzyja tym, którzy na nie zasługują, BO KOCHAJĄ, LUBIĄ, SZANUJĄ I DOCENIAJĄ SIEBIE.

Warto więc nauczyć się myśleć, że
„ja … (imię) zasługuję na wszystko, co najlepsze, ponieważ kocham, lubię, szanuję doceniam siebie”.
Zacząć warto już teraz, a na efekty CIERPLIWIE poczekać, bo pojawią się w przyszłości. Skoro ziarno zostało zasiane, to owoc wyrośnie.
Nasze afirmacje przeszłości nie zmienią. Nie zmienią nawet wspomnień z przeszłości. Dlatego przeszłość trzeba zaakceptować z miłością i wyrozumiałością dla swoich PRZESZŁYCH wad i ograniczeń. Potępianie się za błędy przeszłości, by się zmotywować do stania się lepszym człowiekiem, to droga do nerwicy i depresji, a w efekcie do duchowego upadku. A wielu wierzy że tylko potępiając się mają skuteczną motywację do zmian.
Tymczasem potępianie się jest sprzeczne z zasadą miłości.
„Teraz” jest kontinuum między przeszłością a przyszłością. Teraz mamy możliwość pokochać siebie i dokonywać zmian w swojej wizji przyszłości. Mamy też szansę uzdrowić swoje nastawienie do przeszłości.
Autodestrukcyjna i destrukcyjna moc wspomnień z przeszłości może nam się dawać we znaki obecnie, a także rzutować na naszą przyszłość. Dlatego ludzie nieświadomi powtarzają: „tak było, jest i będzie”. Zaś ludzie świadomi mocy pozytywnego myślenia rozumieją, jak ważne jest uzdrowienie swojego nastawienia do siebie z przeszłości, do strachu, jaki przeżywaliśmy w przeszłości, gdy mieliśmy ograniczoną świadomość i do poczucia winy za wszystko, o co mamy do siebie żale i pretensje. Ważne też wybaczyć tym,, których obwinialiśmy.
Proces wybaczania jest niezmiernie ważny, ale niektórzy „zaskakują” dopiero po dwudniowych warsztatach „Radykalnego wybaczania”. Wcześniej do nich nie dociera, że przebaczenie jest w ogóle ważne. Wolą bezsensownie cierpieć mając satysfakcję, że są obrażeni na kogoś, kogo obwiniają.
Ale kogo boli pielęgnowanie żalów i pretensji?
No właśnie.
Żeby to się kończyło na obrażaniu czy przeżywaniu bólu! Ale oni dodatkowo zajmują umysł wyobrażaniem sobie straszliwych kar, jakie mają dosięgnąć winnych (w tej liczbie ich samych i ich prześladowców). I dziwią się, że jest im coraz gorzej, jakby ktoś rzucał na nich klątwy. A to oni sami się przeklinają. Bo co komu życzysz, wydarza się tobie.
Warto?
Warto na pewno zadać sobie pytanie: ile procent czasu poświęconego na rozmyślania przeznaczam na wspieranie wizji lepszej przyszłości?
Mało, co?
Oprócz przebaczania, które jest najważniejsze, uzdrawianiu STOSUNKU do przeszłości służą metody i techniki regresywne. W technikach regresywnych nie zmieniamy przeszłości, tylko emocjonalne nastawienie do niej. W stanie rozszerzającej się świadomości zaczynamy widzieć rozwiązania, których nie dało się zauważyć w sytuacjach przeszłej nieświadomości i niewiedzy, przeszłego stresu czy szoku.
Wspomnienia, do jakich się dochodzi, nie powinny być wykorzystywane do licytowania się przed innymi „jaki ja byłem ważny”. Niektórym jednak wydaje się, że nie mogą odnosić sukcesów, póki nie przypomną sobie, kim ważnym byli, jakie sukcesy odnieśli w poprzednich wcieleniach i że nie mogą zarabiać, dopóki nie przypomną sobie, jak zarabiali w poprzednich wcieleniach. Nie ma głupszego pomysłu do stosowania technik regresywnych!
Niektórzy zarzucają regresingowi, że (wg jakichś badań) każdy z nas stwarza sobie nowe wspomnienia na życzenie. Dlatego uważają, że „skoro i tak sobie wmawiamy wspomnienia, to lepiej wmawiać sobie wspaniałe wspomnienia, zamiast przypominania tragicznych”.
Wmawianie sobie tego, czego nie było, to okłamywanie się. Jeśli nawet w dobrej intencji, to może prowadzić do fatalnych skutków karmicznych. Szczególnie, jeśli jest robione z przewrotnymi intencjami. „Nowe” wkodowane wspomnienia pozostają w podświadomości w ewidentnej sprzeczności ze starymi, realnymi lub urojonymi. To pogłębia wewnętrzny konflikt, zamiast łagodzić go.
Wdrukowywanie fałszywych wspomnień to domena hipnoterapii. Na trzeźwo nie da się tego zrobić. Świadczyć o tym może przykład pewnego człowieka – ateisty, który poczytawszy sobie o upadłych aniołach został zdiagnozowany jako jeden z nich, więc zaczął sobie wmawiać: “jestem człowiekiem, jestem zwykłym człowiekiem”. Na szczęście zareagował na odczucia w ciele, które coraz bardziej bolało. Bo KIEDY SIĘ W STANIE PRZYTOMNOŚCI UMYSŁU WKŁAMUJE FAŁSZ, WTEDY CIAŁO REAGUJE BÓLEM. Wiedząc o tym spróbował innej afirmacji: “jestem aniołem”. I tu okazało się, że doznał niesamowitego uspokojenia, a ból zniknął.
Kiedy ignoruje się sygnały z ciała, można sobie wmówić każdy debilny pomysł na siebie. I tak pewien głupi szczyl chciał się przekonać, czy autosugestia w ogóle działa. Żeby nie było nudno, zaczął sobie wmawiać osobowość psychopatycznego mordercy. Sygnałów z ciała nie słuchał, bo i po co? Miał cel. A wiadomo, że “cel uświęca środki”. Na szczęście skończyło się tylko podpaleniem gabinetu zabiegowego, bo “coś mu kazało”, a potem dozorem kuratora.
Jak wspomniałem, na trzeźwo nie da się wdrukować kłamstw na swój temat. Dlatego warto sobie od czasu do czasu przypomnieć tę zasadę: KIEDY SIĘ W STANIE PRZYTOMNOŚCI UMYSŁU WKŁAMUJE FAŁSZ, WTEDY CIAŁO REAGUJE BÓLEM.
Ciało reaguje bólem / stresem również wówczas, kiedy dotykamy pamięcią świadomą bądź nieświadomą BOLESNYCH wspomnień.
Tworzenie sobie fałszywych wspomnień, by przestało boleć, to droga na manowce. Kiedy człowiek przebywa w stanie relaksu, wówczas każde kłamstwo wybija go z tego stanu. A prawda uspokaja. KŁAMSTWEM na swój temat JEST KAŻDA NEGATYWNA MYŚL NA SWÓJ TEMAT, BEZ WZGLĘDU NA TO, CZY WIĄŻE SIĘ Z SYTUACJĄ, KTÓRA MIAŁA MIEJSCE, CZY NIE. Dlatego fałszywe wyobrażenia bolą, a odnalezienie prawdziwych rozwiązań uspokaja i przynosi poczucie ulgi lub nawet szczęścia.
Jeśli nigdy nie udało się komuś osiągnąć tego stanu, to nie zrozumie, o czym tu napisałem i może się dalej upierać przy swoim. Tylko że z tego uporu wyniknie pogłębianie stresu i zakłamania.
Wkodowywanie sobie pozytywnych wspomnień których w rzeczywistości nie było, to zakłamywanie siebie. I na pewno działa. Tak samo jak działa hipnoza, w której można wmówić nową osobowość, np. osobowość gwiazdy.

Jestem zdecydowanie przeciwny próbom wmawiania sobie przeszłości. Ale popieram pewną szczególną technikę, w jakiś sposób związaną ze zmianą wyobrażeń o swej przeszłości. Nazywa się ona DESENSYBILIZACJA. Polega ona na wymyśleniu i WIZUALIZOWANIU pozytywnego zakończenia, dla historii, która skończyła się niepowodzeniem w naszej przeszłości. Ta technika nie tyle służy tworzeniu fałszywych wspomnień, ile stworzeniu wizji INNEGO – tym razem POZYTYWNEGO zakończenia tych samych działań podejmowanych JUŻ w przyszłości. I to ma sens.
Sam stosuję tę technikę podczas przekodowywania negatywnych wyobrażeń o zakończeniu pewnych procesów na pozytywne. Dzięki temu klientom łatwiej przejść przez traumatyczne wspomnienia, bo spodziewają się pozytywnego rozwiązania. Dlatego też łatwiej im zaakceptować pozytywne rozwiązania w przyszłości.

Jeśli ktoś nie potrafi być obiektywnym obserwatorem swojej historii i kombinuje, jak zmienić wspomnienia, by się dowartościować, czy zdołować, to znaczy, że powinien docenić swój talent do fantazjowania i wykorzystać go dla własnego dobra. Na pewno nie powinien sięgać do wspomnień, w celu zmieniania ich, tylko fantazjować na temat swej przyszłości. Może mu się powiedzie. Może zacząć od afirmacji:
„Moje … (imię) najpiękniejsze marzenia spełniają się w rzeczywistości”.
Koncentracja na fantazjach działa jak każda wizualizacja. Tylko że ŚWIADOMA wizualizacja PRZYSZŁOŚCI jest bezpieczniejsza dla naszej osobowości, gdyż dotyka sedna (celu), a nie manipulacji swoim umysłem i swoją strukturą osobowości. Co więcej, podczas afirmowania nowej, lepszej przyszłości, czasami okazuje się konieczne odwołanie się do pamięci przeszłości, by ją uzdrowić. Szczególnie, jeśli nowe pomysły na życie są w wyraźniej sprzeczności z przyzwyczajeniem i systemem wartości podświadomości.
Jeśli nie rozumiesz, o czym piszę, jeśli nigdy nie doświadczyłeś oporu podświadomości, to znaczy, że nie spróbowałeś jeszcze dokonać poważnych zmian w swoim podejściu do siebie i swojego życia. To znaczy, że trzymasz się tego, do czego jesteś przyzwyczajony. Znaczy, że zmiany w twoim życiu i światopoglądzie są kosmetyczne, a nie rewolucyjne.
Nie chcę cię zawstydzić, ani namawiać do czegoś, czemu nie potrafisz stawić czoła, do czego nie dojrzałeś, albo co nigdy ci nie będzie potrzebne. Ale chcę ostudzić twój zapał do krytykowania tych, którzy trafili na opór podświadomości, bo poszli dużo dalej niż ty.

Jest wiele różnych technik pracy z umysłem.
Niektórzy fascynują się NLP, ponieważ ten system zawiera obszerny zbiór technik, które wydają się skuteczne. I rzeczywiście, pomagają osiągać cele doraźne: zachęcenie klienta do zakupu, przekonanie szefa, zmanipulowanie kontrahenta, uwiedzenie itp. Przy tym nauczane w Polsce NLP nic nie wspomina o intencjach, za to zachęca do skuteczności. Mogę więc zrozumieć, że dla niektórych osób to szczytowe osiągnięcia w ich rozwoju. No bo jeśli ktoś oczyszczając sobie intencje wobec seksu całymi latami nie bzykał, to po kiego mu czyste intencje? Ważne, żeby wreszcie sobie pobzykał! Nieprawdaż?
Itd.
Cel zależy od gustu i osobistej wyobraźni. Nie mnie krytykować gusta, bo to by było niegrzeczne. Ale mogę zwrócić uwagę, że to mało duchowe.
Podobno za granicą NLP służy też innym, bardziej pozytywnym celom. Podobno…
Dla mnie najsłabszym punktem w NLP jest brak odniesienia do Intuicji. Dlatego wielu ludzi chce za jego pomocą osiągać swoje cele za wszelką cenę i nie pytając, czy są one w ogóle realne, czy wynikają z zachcianek podświadomości, czy z podszeptów otoczenia, a może z obciązeń karmicznych? I nie ma w tym nic dziwnego, gdyż tak samo wiele osób z nieczystymi intencjami usiłuje wykorzystywać modlitwę Huny. Nie rozumieją, że najlepsze rozwiązanie jest korzystne dla nich i dla innych jednocześnie, że to jest rozwiązanie “po najlepszemu”. Ich interesuje tylko, by było “po ichniemu”.
Dokładnie to samo robiły setki lat temu czarownice i… płonęły na stosach. Jeszcze wcześniej to samo robili kandydaci na świętych chrześcijańskich i… umierali męczeńską śmiercią. To wszystko było zgodne z ich intencjami! Jest więc nadzieja, że tym razem ta sama technika z tą samą intencją spowoduje… INNE SKUTKI???
Rozpoznanie swoich intencji jest ważne. Bo większości ludzi wydaje się, że chcą dobrze. Tymczasem nie zdają sobie sprawy z intencji i skutków swoich przekonań. Ważne jest nie tylko wiedzieć, czego się chce, ale także i skąd się ta chęć bierze.
Można też zdać się całkiem na boską inspirację i na boże prowadzenie, kiedy się ufa Bogu. Kiedy się nie ufa, to trzeba sprawdzać intencje i uzdrawiać je.

Stwarzanie sobie, a potem „WDRUKOWYWANIE” HISTORII OSOBISTEJ ma sens tylko wtedy, gdy chodzi o przyszłość. Na pewno nie jest to pomysł NLP, bo jest znany od tysięcy lat. Niektórzy udawali się w tym celu do hipnotyzera, by im wmówił nową osobowość (np Michaela Jacksona), a inni potrafili stworzyć sobie wizję lepszego życia i koncentrować świadomie na niej swoją uwagę. Tego się uczy na kursach Huny, gdzie to podstawa pracy nad sobą, o tym się pisze w książkach na temat Huny.
Tylko jedna ważna uwaga:
Między NLP a Huną jest podstawowa różnica. Różnica źródła informacji i inspiracji.
Źródłem inspiracji w Hunie jest intuicja, zaś źródłem inspiracji w NLP jest “cholera wie co”.
To jest zbyt poważna różnica, żeby ją ignorować.
Ale i tak każdy wybierze zgodnie z własnymi intencjami. Tylko proszę zakłamywania siebie nie nazywać rozwojem duchowym.
No i na koniec coś absolutnie szokującego dla niektórych czytelników:
Zmianie historii osobistej, jeśli chodzi o przyszłość, sprzyja KAŻDA AFIRMACJA.
ODPOWIEDNIO STOSOWANE afirmacje (więc z imieniem, z kolumną reakcji, oddychaniem i medytacjami) są najlepszym i najskuteczniejszym narzędziem zmiany swojej historii osobistej.
Klucz skuteczności tkwi w słowach ODPOWIEDNIO STOSOWANE. A lenistwo i tak kieruje ku afirmowaniu “po łebkach” i dla uspokojenia sumienia, że jednak się afirmuje. Nic więc dziwnego, że takie afirmowanie nie przynosi rezultatów.

Wymyślenie swojej historii osobistej NA PRZYSZŁOŚĆ i koncentrowanie na niej uwagi JUŻ TERAZ to ważna sprawa. Ważna, bo dotyczy naszej kreacji przyszłości. Jest to szczególnie ważne, jeśli nie podoba nam się stan obecny. Ważne też, kiedy widzimy, że jest dobrze, ale mogłoby być lepiej.
Tymczasem wielu zapatrzonych w jogę obawia się, że to stwarzanie intencji, które „trzeba będzie odegrać”. I tak jest w istocie. Trzeba tylko zrozumieć, o co chodzi w grze intencji.
Joginom marzy się całkowita wolność od intencji, którym przypisują przyczynę inkarnowania się. Głupole w ogóle nie zdają sobie sprawy ze swoich intencji i ich skutków. A prawda?
Prawda, jak zwykle, leży po środku.
Chodzi o to, by być świadomym swoich intencji, które kryją się za próbami kreacji lepszej przyszłości. Intencje powstały w przeszłości i rzutują na teraźniejszość a także na przyszłość. Większość intencji wynika z nienawiści, zazdrości, tęsknoty, obrzydzenia i poczucia niespełnienia. Rzeczywiście, takie intencje skłaniają do inkarnowania się, by doświadczyć ich skutków. Chodzi więc o to, by wyeliminować intencje negatywne, zastępując je intencjami pozytywnymi. Te z kolei prowadzą nas do zjednoczenia z naszą prawdziwą, boską naturą, do spełnienia i oświecenia. I o to właśnie chodzi w jodze.
Niektórym się wydaje, że podejmując się przeprogramowania intencji dadzą radę za pomocą jednej afirmacji. I potem są zawiedzeni, że „tak wiele” dla siebie uczynili, a nie działa!

Moc przemiany tkwi w chwili obecnej. I tylko od Ciebie zależy, czy ulegniesz zniechęceniu i lenistwu, czy z tej MOCY skorzystasz. A zapewniam cię, że kiedy ktoś kocha, lubi, szanuje i docenia siebie, to mu się chce!
Czy już jasne od czego zacząć?
Pewnie tak, ale co robić dalej?
Po kolei:
1. Oczyść podświadomość za pomocą przebaczania sobie i innym. Pokochaj siebie.
2. Korzystaj z intuicyjnych inspiracji. Jeśli nie medytujesz, to przynajmniej podczas czytania książki na temat podnoszenia samooceny wybierz te myśli, które sprawiają ci radość.
3. Zbierz pozytywne myśli do kupy. Stwórz z ich udziałem wizję SWOJEGO lepszego życia. Niczego nie warunkuj, nie uzależniaj od innych.
4. Przemyśl to, co stworzyłeś. Poświęć na to co najmniej 10 kolejnych dni. Sprawdź, czy twoje pomysły są wewnętrznie niesprzeczne, czy nie chcesz zrobić krzywdy sobie lub innym.
5. Kiedy wyeliminujesz błędy, możesz zacząć wprowadzać treść swojej wizji do podświadomości. Radzę zacząć od pisania. Każde zdanie, któremu będzie towarzyszyć opór podświadomości potraktuj jako afirmację i pisz, aż opór zniknie. Gdy podświadomość akceptuje afirmacje i całość wizji, naucz się jej na pamięć, a potem ją sobie wyobrażaj przez kilkadziesiąt dni, aż zacznie się spełniać.
Życzę spełnienia wizji natchnionych przez Intuicję, zgodnych z Najwyższym Dobrem.
Powodzenia!

 
Leszek Żądło - zdjęcie
  Leszek Żądło:

Polecamy książki i płyty Leszka Żądło:

Uzdrawianie Związków
Leszek Żądło
Huna - skuteczna modlitwa
Leszek Żądło, Roman Rybacki