Sławomir Majda

Droga wyjścia

Proszę Boże, daj mi i Duszy mojej swobodę i łatwość wyjścia ze świata materialnego na zakończenie mojego obecnego życia- bardzo długiego życia, zdrowego, niewinnego, spełnionego i szczęśliwego. Jestem wdzięczny Boże za to, że dałeś mi i Duszy mojej energie, wolę, możliwość i sposobność wyjścia ze świata materialnego na zakończenie mojego obecnego życia- bardzo długiego, zdrowego, niewinnego, spełnionego i szczęśliwego.

Na początku września napisałem taką myśl i powiedziałem ją głośno kilka razy.
Zobaczyłem niebawem jak z góry pojawia się energetyczny wielki korek, większy niż pokój. Wiedziałem że jest. Nie znałem miejsca gdzie się ulokował.
W ciągu kilku dni ktoś go wypatrzył na tylnej czakrze serca.
Dalej powtarzałem słowa tej modlitwy i inne powiązane ze sprawą.
W odpowiedzi pojawił się sen, który na dobrą sprawę zebrał razem rozproszoną wiedzę.

Jestem w szkole jako osobnik dorosły, status nieokreślony, nie rodzic i nie nauczyciel. Dzieci dokazują, panuje zwykły rejwach i zgiełk. Stoję przy nauczycielach rozmawiamy sobie, zajmujemy się sobą nie zważając specjalnie na dzieci. Tymczasem one opuściły już gmach szkolny. Pozostała grupka to tylko kilku uczniów. Po chwili oni też wychodzą. My powoli zbieramy się do domu. Przyplątał się do nas jakiś chłopiec taki nauczycielski przylepek, trochę nazwijmy to uczciwie ,,zagubiony”. W zasadzie dla zabawy każdy, łącznie z chłopcem pobrał nowe długie latarki z mocnymi bateriami. Latarki leżały na stoliku i są jeszcze spakowane we folię. Dzieciak gdzieś sobie poszedł i ślad po nim zaginął. To nie jest żaden problem bo zaraz sklonuje się następnego identycznego, niech działa skoro temu się nie powiodło. …O już jest…. On ma tę samą świadomość, wygląd, no i też jest niezbyt rozgarnięty.
Ja też biorę ostatnią latarkę i wychodzimy drzwiami wyjściowymi, tak jak weszliśmy. Chłopiec trochę narzucając się z pomocą bycia ,,przewodnikiem” poszedł przodem. Z uśmiechem pozwoliliśmy mu działać. I tak przecież nie trzeba przewodnika, my jesteśmy już na samym wyjściu. Szedł z przodu przez piwniczny korytarz, zrobiły się z tego korytarze. Nie było go widać, trochę nas wyprzedził. Gadał do siebie samego, takie mamrotanie nie do końca obecnego człowieka. Trochę mnie męczyły jego nieskładne gadki. My dalej sobie miło rozmawialiśmy. W pewnym momencie zawołał tak ,,No nie ma przejścia, zablokowane, nie wiem co robić? Chodźcie tutaj.” Niedorzeczność. Jak może być kanał zablokowany. Eee.. tam. Wychodzimy do niego zza zakrętu. Stoi w wąskim betonowym kanale. Przekopał się w między czasie przez zaspę śniegu. Świecę moją latarką poza zaspę. Widać tylko następną ścianę zmrożonego śniegu. Ugrzęźliśmy. Nie ma wyjścia.

Interpretacja
Jestem w szkole jako osobnik dorosły, status nieokreślony, nie rodzic i nie nauczyciel.
Dusza zwana umysłem podświadomym (podświadomością) zeszła w plan materialny jako nauczyciel lub w podobnym celu. (Moja miała inny powód do 1-ej inkarnacji). Dusza jest tu nauczycielem a szkoła symbolem świata materii, gdzie jej inkarnowany przedstawiciel czyli człowiek materialny uczy się, bawi, rozwija.
Dzieci dokazują, panuje zwykły rejwach i zgiełk. Stoję przy nauczycielach rozmawiamy sobie, zajmujemy się sobą nie zważając specjalnie na nie.
Dusza podobno nie specjalnie interesuje się tym co stworzyła i pokazano mi to dobitnie.
Tymczasem one opuściły już gmach szkolny. Wielu ludzi już odeszło do boskiego domu, odebrawszy stosowną ziemską lekcję.
Pozostała grupka to tylko kilku uczniów. Po chwili oni też wychodzą. My powoli zbieramy się do domu. Dusze po pewnym czasie pragną wycofać się z materii
Przyplątał się do nas jakiś chłopiec taki nauczycielski przylepek, trochę nazwijmy to uczciwie ,,zagubiony”.
Symbol człowieka jako takiego. W zasadzie dla zabawy każdy, łącznie z chłopcem pobrał nowe długie latarki z mocnymi bateriami. Latarki leżały na stoliku i są jeszcze spakowane we folię. Możliwe, że chodzi tutaj o czakramy a głównie rozświetloną czakrę serca. Dzieciak gdzieś sobie poszedł i ślad po nim zaginął. Człowiek w swoich działaniach mógł odnieść sukces. Zbudował królestwo, pokonał wszystkich wrogów, stał się najbogatszym w swej krainie itp. Zgubiła go magia lub narkotyki
Dla Duszy to nie jest żaden problem bo zaraz sklonuje się następnego identycznego, niech działa skoro temu się nie powiodło. ….O już jest… On ma tę samą świadomość, wygląd, no i też jest niezbyt rozgarnięty.
Z punktu widzenia duszy (nauczyciele) wszystko dzieje się tu na ziemi tak szybko. Jedno mrugnięcie oka i już jest nowy egzemplarz człowieka. Wystarczy sama chęć wyrażona przez Duszę. Prawda ta wydała mi się okrutna, …jak coś nie wyjdzie to sklonuje się nowego człowieka… Nic dodać nic ująć. Człowiek fizyczny jest tylko narzędziem które jeśli zostanie zużyte można ponownie łatwo wymienić. Czy pasuje tobie taka rola? Ja z moją Duszą porozmawiałem jeszcze tego samego dnia.
Ja też biorę ostatnią latarkę i wychodzimy drzwiami wyjściowymi, tak jak weszliśmy.
Zejście duszy w materię jest łatwe, możliwe, że początkowo dało się wchodzić i wychodzić wielokrotnie.
Chłopiec trochę narzucając się z pomocą bycia ,,przewodnikiem” poszedł przodem. Z uśmiechem pozwoliliśmy mu działać. I tak przecież nie trzeba przewodnika, my jesteśmy już na samym wyjściu.
Sporo ludzi traktuje świadomość człowieka jako nadrzędną. Ten sen mnie samemu unaocznił to o czym nie mam już złudzeń. Świadomość istoty umiejscowiona jest w Duszy (podświadomym umyśle) a człowiek jedynie swoją Duszę może inspirować. Ona pójdzie za nim, ale…
Szedł z przodu przez piwniczny korytarz, zrobiły się z tego korytarze. Z łatwej drogi powrotnej, zrobiła się jakaś kręta i rozgałęziona.
Nie było go widać, trochę nas wyprzedził. Gadał do siebie samego, takie mamrotanie nie do końca obecnego człowieka. Trochę mnie męczyły jego nieskładne gadki.
Ziemski człowiek modli się tak jak go nauczono.
-Zdrowaś Mario łaskiś pełna, Pan z tobą błogosławionaś ty…
-Na wszystkie kłopoty Satia Sai Baba zaleca 9 razy powtórzyć słowo Ram. Takie modlitwy wysłuchuje Dusza, jako drogowskaz postępowania. Do tego jeszcze magiczne zaklęcia, z jakimś nieznanym terminem magicznym. Msza w martwym już języku, po łacinie, w sanskrycie…
Człowiek (dzieciak) coś tam sobie mówi, bełkocze bez sensu. Dla duszy po pewnym czasie nie jest to już istotne.
My też sobie miło rozmawialiśmy. W pewnym momencie chłopiec zawołał tak ,,No nie ma przejścia, zablokowane, nie wiem co robić? Chodźcie tutaj.
Dusza zajęta swoimi sprawami traci niekiedy z ,,oczu” ludzkie Ego. Blokuje się swobodny jak dotąd dostęp do boskiego światła. Kanał wyjścia jest zmrożony uczynkami ludzkiego Ego pozostawionego samopas.*

Niedorzeczność jak może być kanał zablokowany. Eee.. tam. Wychodzimy do chłopca zza zakrętu. Stoi w wąskim betonowym kanale. Przekopał się w między czasie przez zaspę śniegu. Świecę moją latarką poza zaspę. Widać tylko następną ścianę zmrożonego śniegu. Ugrzęźliśmy. Nie ma wyjścia.

Przebicie się przez zwały lodu (ze snu) zajęło mi ok. 10 dni. Czas ten spędziłem w zasadzie w samotności. Modlitwy, wizualizacje, medytacje w miejscach mocy i doraźne gdy coś się pojawiało. Pomogło też modlitewne wsparcie innej przyjaznej duszy. Dla osoby patrzącej z zewnątrz tylnia czakra mojego serca, przypominała wówczas wielki komin, buchający ciemnym gęstym dymem.

Latarka to boskie różowe światło w ludzkim sercu i w skrzydłach Anioła. Drogowskaz postępowania zwany miłością. Dusza pobrała latarkę jeszcze nową, nieużywaną. Jedyna droga, jedyne źródło światła w piwnicznym ziemskim kanale.