Wróć do listy artykułów

Tomasz Czyba

Egipski Kapłan

Egipski Kapłan r.2008

Po długiej i wyczerpującej podróży w Dół Nilu, w końcu wracasz do świątynnego kompleksu. Podczas wędrówki często w myślach wspominałeś spędzone w nim lata. Spędzone na hucznych orgiach i pijatykach.

Oto one. Wrota do kompleksu Saptinis. Oficjalnie, Świątynie poświęcone są Bogom, ale Ty dobrze wiesz, że to bujda. Stek bzdur opracowany, by spełniać zachcianki kapłanów poprzez okradanie prostych ludzi z ich dobytku. Tak! Ludzie ciężko pracują, żeby utrzymać domy, rodziny i wydają majątek na bogów, których gniewu boją się nade wszystko, a Kapłaństwo bawi się w świątyniach ich kosztem. Ale skąd Ci biedni ludzie mają o tym wiedzieć? Pozbawiony jakiejkolwiek moralności wchodzisz dumnie do Środka. Na wstępie wita Cię majestatyczna fontanna pnąca się aż pod sufit. Wściekłe promienie słońca wdzierają się przez otwory w kamiennych ścianach dając wrażenie, jakby woda płonęła wielokolorowym płomieniem.

W świątyni dominują jasne, złote barwy pomieszane ze sporadyczną bielą marmurowych elementów. Na dziedzińcu panuje swobodna, acz pijańska atmosfera. Tęskniłeś właśnie za tym klimatem! Między wąskimi korytarzami widzisz swobodnie spacerujących, Podobnych wyglądem do Ciebie kapłanów w otoczeniu dwóch młodych kapłanek. Upite dziewczęce twarze, niewinny urok, smukłe ramiona, skąpe odzienie. Skórę pokrytą mają jakby złotym, mieniącym się w słońcu pyłem, który podkreśla ich atrakcyjność. Zachłannym wzrokiem próbujesz wypatrzyć znaną Ci kapłankę, w intencji uwolnienia seksualnego napięcia, które nieustannie towarzyszyło Ci podczas ostatniej wyprawy.

Napięcie rośnie. Wiesz, że jesteś już coraz bliżej. Nerwowym krokiem poruszasz się między korytarzami, przeglądając sąsiednie komnaty w poszukiwaniu bliskiej Ci osoby. W końcu trafiasz do wolnego od ludzi pomieszczenia. Na środku wysokie, białe marmurowe stoły wydają się jakby wyrastać z ciemnej granitowej podłogi. Stoły te uformowane są w szczególny sposób, gdyż posiadają wgłębienie na głowę. Na pierwszy rzut oka służą do masażu. Właśnie w tym momencie zdajesz sobie sprawę, że wiele zmieniło się w świątyni od Twojego ostatniego pobytu. Twoją uwagę zwraca pokaźnych rozmiarów złoty posąg Grubego, łysego mężczyzny trzymającego przy brzuchu wielką misę, wypełnioną gęstym płynem. Z niewielkiej skórzanej sakwy zwisającej swobodnie przy Twoim Pasku wyciągasz garść przedmiotów.

Wśród nich są srebrne monety, kilka kolorowych kamieni i mała drewniana figurka. Wsypujesz je z powrotem do sakwy pozostawiając w dłoni figurkę, która wydaje się być jakby miniaturą tego złotego posągu. Nachylasz się ostrożnie nad misą, po czym maczasz palce w oleistym, gęstym płynie. W tym momencie ciszę przerywa trzask. Jeden, drugi.. Jakby ktoś obijał się o ściany. Niespokojnie wychodzisz z sali i zauważasz Pijanego Kapłana niezręcznie podtrzymywanego przez dwie młode śliczne kapłanki. Wysoki łysy “duchowny” Zaciąga je do sali, którą przed chwilą opuściłeś i sądząc po głośnych okrzykach i przekleństwach muszą się nieźle zabawiać.

To krótkie opowiadanie napisałem w wieku 15 lat, gdy przyśnił mi się pewien szczególny, karmiczny sen. Ów sen potwierdził swoją rzeczywistość w sesji Regresingu wiele miesięcy później.

Wspomnienie dotyczyło czasów, w których sprawowałem funkcję duchowego adepta w kompleksie świątynnym, którego nazwa, lub nazwa miasta pasowała mi do słowa „Saptinis”.
Przypomnienie sobie tamtego wcielenia było dla mnie początkowo trudne ze względu na mnóstwo seksualnego napięcia. Czułem wielką tęsknotę za tamtejszym otępieniem i atmosferą. Zacznę od początku.

Miejsce, w którym mieszkałem miało charakter duchowej szkoły i świątyni jednocześnie. Oprócz nauk religijnych kładli nam – adeptom duchowej praktyki – do głów mnóstwo pomieszania i napięcia dotyczącego seksu. Bardzo sprytnie nim manipulowali. Jako, że do świątyni brali nas jeszcze w wieku dziecięcym, nie mieliśmy jeszcze okazji doświadczyć ciepła kobiecego łona. Byliśmy młodzieńcami, którym hormony szalały na widok pięknych dziewczyn. I teraz najciekawsza część.
Duchowi nauczyciele wmawiali nam nieustannie, wręcz powtarzali każdego dnia, że … seks to doświadczenie, którego doświadczyć wolno tylko jeden jedyny raz w życiu. Seks miał być naszą największą motywacją do bycia posłusznym i spełniania oczekiwań nauczycieli. Tego wyjątkowego spełnienia mieliśmy doświadczyć, gdy już na to zasłużymy, czyli po wielu latach i to nie z byle kim, a ze słynnymi gorącymi egipskimi „kapłankami miłości”. Żeby nas zachęcać i motywować, kapłanki odwiedzały świątynie co miesiąc odprawiając półnago zmysłowe tańce w środku fontanny, stanowiącej centrum naszego dziedzińca. Prowokowały uwodzicielskim wzrokiem, śpiewem, erotycznymi gestami.
Jedną z takich kapłanek była wtedy moja obecna matka (matka z mojego teraźniejszego wcielenia). Ta kapłanka, jako, że podobała mi się najbardziej, została przypisana dla mnie, na moją życiową seksualną inicjację.

Jako, że seks miał odgrywać taką ważną rolę, by być jedynym w życiu, nauczyciele wymyślili, że już po tym seksie życie traci sens, że jest to moment, który powinien stanowić zwieńczenie naszego życia, więc zaraz po inicjacji stosowne było podać mężczyźnie truciznę. Całej tej uroczystości towarzyszyć miało mnóstwo narkotyków i afrodyzjaków, żeby jak najbardziej „umilić” stosunek i uśmierzyć ból związany z ewentualną „śmiercią w ekstazie”

Przypisana mi kapłanka, której imienia nie pamiętam, bo być może nie miały one nawet imion, a tylko cyfry (mam takie podejrzenia) – uznawana była za najpiękniejszą i najbardziej utalentowaną w sztuce seksu kobietę w całym mieście. Nauczyciele wykorzystywali jej sławę do motywowania szczególnie tych uczniów, na których najbardziej im zależało. Doskonale pamiętam poczucie bycia wyróżnionym, tę dumę, że już za niedługo doświadczę życiowego spełnienia z tą najpiękniejszą i wszyscy będą mi zazdrościć.

Tak więc z punktu widzenia nauczycieli system był bardzo prosty: sprowadzić do świątyni nowych adeptów będących jeszcze dziećmi, wykorzystać ich okres dojrzewania, podsycać ich myślą o seksualnej inicjacji, wycisnąć z nich maksymalną produktywność, a gdy już nie będą potrzebni, dać im do łóżka wymarzoną wybrankę.

Ten system funkcjonował w większości przypadków sprawnie, ale ze mną było nieco inaczej.

Zaczęło się od tego, że seksualne zauroczenie między nami działało nie tylko w jedną stronę. Byłem dla niej bardzo atrakcyjnym młodzieńcem i pociągałem ją również do tego stopnia, że udawało nam się potajemnie spotykać poza zasięgiem wiedzy władz świątyni. Przychodziła do mnie w nocy razem ze swoją siostrą, która z wyglądu była do niej bardzo mocno podobna. Różniły się zaledwie kilkoma szczegółami. Zakradaliśmy się do pustego pomieszczenia ze stołami i uprawialiśmy zachłanny seks oralny. Tylko i wyłącznie oralny, gdyż nawet mimo wielkiej rządzy, siostry kapłanki czuły się silnie zobowiązane wobec swoich wierzeń. Im też od dziecka wmawiano różne głupoty dotyczące seksu, więc wspólnie korzystaliśmy z jedynej luki w duchowym kodeksie – z seksu oralnego.

Zbliżał się czas mojej inicjacji, a zarazem końca mojego życia. Przygotowano cały festiwal. Seks uprawiać miałem na środku dziedzińca, by inni młodzieńcy mogli przyglądać się i podniecać. Zanim wyszedłem na dziedziniec podano mi narkotyki. W sesji przypominałem sobie, że od tamtego momentu skóra innych kapłanów zrobiła się ciemnofioletowa, ale był to jedynie efekt silnego odurzenia. Kapłanka już leżała na kamiennym łożu. Z daleka wyraźnie czułem silne afrodyzjaki, w których ją wręcz wykąpano. Odczuwałem nieprzytomne podniecenie i dziką satysfakcję. Dokonał się akt seksualny. Myślałem, że raczej wszystko gra i że ciche poczucie bycia oszukanym wynika tylko z narkotyków, ale chwilę później brutalnie zorientowałem się, że zostałem okłamany. W czasie stosunku , gdzieś w tłumie gapiów zauważyłem kapłankę, z którą teoretycznie właśnie współżyłem. Momentalnie oprzytomniałem. Okazało się, że podłożyli mi jej siostrę, która nie miała dla mnie emocjonalnie żadnego znaczenia. Zorientowałem się za późno. Trucizna podana mi w trakcie seksu zaczęła działać. Umarłem wydobywając z siebie ostatni krzyk. Z zewnątrz mógł on brzmieć jak oznaka orgazmu, a w środku czułem się śmiertelnie i niewybaczalnie zdradzony.

To wcielenie to jedna z dziwniejszych historii jakie miałem okazję sobie przypomnieć. Wywarło ono ogromny wpływ na moje wyobrażenia o seksie i kilka lat dojrzewania w tym wcieleniu. Mimo wrodzonej pewności siebie, w wieku 14 – 15 lat czułem się przerażony myślą o jakimkolwiek seksie. Nie bałem się samego stosunku, bardzo go pragnąłem, lecz obawiałem się , że zrobiłbym to z niewłaściwą osobą. Bałem się poczucia złego wyboru, porażki, bałem się zawodu. Nie chciałem się zawieść na seksie, więc pozostawałem ze sobą w wewnętrznej sprzeczności. Wielokrotnie w wieku 15 lat miałem okazje do współżycia z pięknymi dziewczynami, lecz ciągle coś stanowiło mur, przeszkodę, opór.
Moje wewnętrzne rozdarcie nie pozwalało mi na odczuwanie zdrowej satysfakcji z relacji w związkach partnerskich. Podświadomie odrzucałem potencjalne partnerki seksualne wabiąc je jednocześnie. Dopiero po kompletnym puszczeniu napięcia związanego z tamtym wcieleniem otworzyłem się na błogi seks z najbliższą mi do dziś osobą. I powiem Ci, że czułem silne zdziwienie, kiedy okazało się, że kilka dni po pierwszym seksie, mogę współżyć znowu i znowu. Że nie ma jakichś duchowych ograniczeń, że nadal żyję i mogę cieszyć się życiem jednocześnie korzystając z seksu. Teraz szeroko uśmiecham się na myśl o tamtych czasach i wynoszę dużo nauki z owych karmicznych zawirowań. Już nie myślę, że seks jest największym w życiu krokiem i z każdym dniem uczę się kochać moje życie coraz bardziej.

Tomasz Czyba ˆ

 
Tomasz Czyba - zdjęcie
  Tomasz Czyba: