|
|
Może Cię również zainteresujeOpisNowa pozycja E. Kolesowa, znanego polskim Czytelnikom z takich książek jak ”Podstawy Tarota”, ”Trzynaście bram wiedzy tajemnej”, ”Magia i mantyka run”, przybliża zarówno znane, jak i nieznane systemy prognozowania przyszłości. Wskazana zarówno dla tych, którzy dopiero zaczynają poznawać sekrety systemów wróżebnych, jak i dla praktyków, którzy chcą dołączyć nową technikę do opanowanych już metod wróżenia. Książka zawiera podręczny “Słowniczek symboli”. Pierwszy na polskim rynku kompleksowy przegląd metod wróżbiarskich od antyku po czasy współczesne. Fragment Wróżenie to sprawa bardzo zajmująca. Od niepamiętnych czasów ludzie wróżyli korzystając z najróżniejszych środków lub po prostu planowali sobie przyszłość pytając o radę wieszczy, zaglądając na stronice „Księgi Sybilli”, krótko mówiąc – próbowali dowiedzieć się, co ich czeka w bliższej lub dalszej przyszłości. I z reguły udawało im się to. Można to wyjaśnić naturą czasu i sposobem funkcjonowania ludzkiej podświadomości. W naszym świecie czas, jak wiadomo, posiada całe mnóstwo zadziwiających właściwości, dlatego „przeszłość” i „przyszłość” w istocie rzeczy są pojęciami bardzo względnymi. Natomiast ludzka podświadomość przyjmuje świat jako całość, niezależnie od czasowej orientacji zachodzących w nim wydarzeń. Jeśli jakieś wydarzenie powinno nastąpić, to informacja o nim pojawia się w naszej podświadomości, nawet jeśli zgodnie z ogólnym kalendarzem do tego momentu jest jeszcze daleko. Natomiast można się o tym wydarzeniu dowiedzieć, wyciągając tą informację z podświadomości. Jest to jak najbardziej możliwe, choć nie wszystkim taki proces wychodzi, dlatego że potrzebne są tu pewne specjalne uzdolnienia i umiejętności. Jasnowidzom i telepatom udaje się wydobyć te informacje bez specjalnych wysiłków i starań. Natomiast tym, u których nie występują takie uzdolnienia, pomocą służą wróżebne symbole. W trakcie swego istnienia ludzkość wypracowała i kontynuuje wypracowywanie mnóstwa takich symboli, zaczynając od ludowych przysłów, a kończąc na runach i kartach Tarota. W tej książce piszę o tym, czym jest wróżenie, jak należy wróżyć i interpretować symbole, by otrzymać satysfakcjonujący rezultat. Oczywiście wszystkich symboli i sposobów wróżenia opisać nie sposób. Ograniczam się więc tutaj do najbardziej rozpowszechnionych oraz do mniej znanych, za to wyjątkowo skutecznych i wygodnych w wykonaniu. Czytelnik znajdzie w tej książce nie tylko opis różnych rodzajów wróżb, ale i całą masę pożytecznych rad, przy pomocy których sam będzie w stanie wypracować dla siebie własne systemy wróżebne, w pełni odpowiadające indywidualnym zdolnościom i potrzebom. W Rosji wróżenie zawsze było bardziej popularne niż na przykład astrologia czy spirytyzm. Zainteresowanie nim nie zmniejsza się również i współcześnie. Świadczy o tym chociażby taki fakt, że w 1999 roku w samej Moskwie odbyły się aż dwie konferencje poświęcone wyłącznie kartom Tarota. Jednakże wróżyć można nie tylko przy pomocy tychże kart. Do prognozowania przyszłości można wykorzystać dosłownie wszystko, co ma się pod ręką. Autor tej książki, wróżbita z wieloletnim stażem, nie raz odpowiadał na pytania i pomagał rozwiązać poważne problemy przy pomocy filiżanki herbaty czy patery z cukierkami, paczki papierosów lub kilku monet, które zawsze można znaleźć w portfelu bądź kieszeni. Nauczyć się tego może praktycznie każdy człowiek, dlatego że zasady wróżenia są proste, jak również dlatego, że odpowiedź na dowolne pytanie znajduje się w podświadomości pytającego, a wydobyć ją stamtąd wcale nie jest tak trudno. Rozdział 1. Wróżenie Czym jest wróżenie? Jest to wyjątkowo stare zajęcie i nie ma na świecie takiego narodu, który by go nie znał. Ludzie zawsze chcieli wiedzieć, co ich czeka i pragnienie to jest na tyle naturalne, że dosłownie od momentu, kiedy człowiek zaczął być istotą myślącą, to pragnienie stało się jedną z jego najważniejszych potrzeb, prawie taką samą jak potrzeba zdobycia wody i jedzenia. Jednakże o ile z powodu pragnienia i głodu cierpi ciało, zmuszając tym samym człowieka do poszukiwań sposobów zapewniających usunięcie tych cierpień, o tyle niepewność tego, co przyniesie przyszłość jest męcząca dla ducha – nie ma niczego gorszego od niepewności, mówią ludowe przysłowia wielu narodów. Matka Natura obdarowała wszystkie żywe istoty umiejętnością zdobywania pożywienia i obdarzyła umiejętnością przewidywania. Wyjaśnić to można odwołując się do struktury czasu: teraźniejszość to nie mgnienie oka, nie punkt na prostej, lecz sfera, która ma określoną ciągłość (kontinuum). „Powinniśmy przyznać – pisał P. D. Uspienski – że przeszłość, teraźniejszość i przyszłość niczym się od siebie nie różnią, że jest tylko teraźniejszość, lecz my tego nie dostrzegamy, dlatego że w każdym danym momencie odczuwamy tylko maleńki fragment tej teraźniejszości.” Umiejętność szerszego spojrzenia bywa nazywana różnie: szóstym zmysłem, jasnowidzeniem, intuicją lub w końcu po prostu instynktowną reakcją na mało zauważalne zmiany otaczającego środowiska. Człowiek również ma ten dar, ale życie w społeczeństwie z różnych powodów wiele osób zmusiło do zrezygnowania z różnorodnych reakcji instynktownych, potrzeb i naturalnych skłonności lub ich zmodyfikowania poprzez nadanie im „bardziej cywilizowanych form”. Ludzkość, za której zasadniczą część uważamy siebie, w istocie rzeczy wcale nie jest taka stara. Jeśli nie będziemy brali pod uwagę teorii o pracywilizacjach, to cała historia kultury ludzkiej (na temat terminologii wyjaśnienia czytelnik znajdzie w na dalszych stronach książki) z łatwością zawiera się w ostatnich 6 tysiącach lat. I początkiem tej historii wcale nie było słowo (Ewangelia św. Jana) ani czyn (doktor Faust, Goethe), lecz wyobrażenie, mitologemat, czyli połączenie jednego i drugiego, a to wszystko oczywiście połączone jeszcze czymś innym, trzecim – ideą. Mitologemat to dynamiczny obraz, najbardziej zbliżony do pojęcia, o którym już pisałem wcześniej – nierozdzielności przeszłości, teraźniejszości i przyszłości. I tak samo, jak pojawiały się narzędzia zapewniające realizację fizycznych potrzeb człowieka (weźmy jako przykład choćby chińskie pałeczki do jedzenia), pojawiały się również narzędzia do zaspokojenia potrzeb duchowych, a w pierwszym rzędzie te, które służyły poznaniu „przyszłości”. Najpełniej do realizacji tego zadania służyły „narzędzia do wróżenia” – różnorodne symbole wróżebne. Trochę historii Znacznie późniejsza, religijna świadomość epoki instytucjonalizacji i rozwoju religii monoteistycznych wymagała oddzielenia owiec od kóz, kanonu od nie-kanonu. W taki sposób wyodrębnił się właśnie „kult”, to znaczy dozwolony zestaw magicznych i dywinacyjnych działań przeciwstawiany „niedozwolonym”, czyli takim, które stanowiły konkurencję. Jednakże i tutaj były pewne warianty. I tak, Żydzi odrzucali „wróżby i wróżbiarstwo”, ale uznawali proroków. Chińscy filozofowie odwrotnie, nie uznawali proroków, ale szacunkiem podchodzili do wróżb („Szlachetny mąż nie zajmuje się prorokowaniem” – Konfucjusz). Co prawda prorokowanie, to tylko inny typ przewidywania przyszłości, który z reguły dotyczy dalszej przyszłości, która nie wchodzi w skład bieżącego kontinuum czasowego, a w dodatku dotyczy nie losów jednostki, lecz wielu ludzi, często całych narodów. Prorocy mają po prostu inne źródła informacji. Świadomość racjonalistyczna, która pojawiła się jeszcze później, odrzuciła i jedno, i drugie, i w ogóle wszystko, co nie mieściło się w prawach Newtona, ale o dziwo, w ślad za Wolterem, Heweliuszem i Diderotem, którzy w podręcznikach są przedstawiani jako jaskrawe przykłady materializmu, w ślad za Linneuszem, Łomonosowem i markizem Laplacem, a być może i jednocześnie z nimi w duchowy świat Europy weszli masoni i różokrzyżowcy, marytniści i magnetyści, olśniewający mag Kaliostro i zagadkowy hrabia Saint Germain, mądry rabin Szneer-Zalman i wspaniała wróżka Maria Lenormad. Dzisiaj, w przededniu Ery Wodnika, ludzkość szuka drogi „z powrotem”, drogi do swoich pierwotnych zdolności i umiejętności. Odradza się zainteresowanie wróżeniem. Czymż więc jest wróżenie ze współczesnego punktu widzenia? Teoria wróżenia Problem pojawia się dlatego, że w podświadomości pytającego już jest odpowiedź na interesujące go zagadnienie, tylko on nie jest w stanie wydobyć jej do poziomu świadomości., to znaczy usłyszeć i zrozumieć. To zadanie musi wypełnić wróżbita, który zawsze jest swego rodzaju medium, pośrednikiem. W zasadzie on może wydobyć i wypowiedzieć odpowiedź na postawione pytanie bez uciekania się do wróżebnych symboli, czyli drogą czystej telepatii, ale to wymaga po pierwsze dość mocno rozwiniętych zdolności mediumicznych, a po drugie – dużych strat energetycznych. Wyrównanie tych strat z kolei wymaga dość długiego czasu, a to mówi o tym, że wróżbita przez pewien okres nie może przyjmować klientów, staje się to możliwe dopiero po całkowitym zregenerowaniu sił. Dlatego wróżbici, zarówno dawniej, jak i teraz chętnie wspomagają się symbolami. Nie zagłębiając się nadmiernie w teorię symboli, powiem krótko, że symbol pomaga to, co nieznane, uczynić znanym, przekazać informację, którą zawiera podświadomość w ukrytej formie i przenieść ją na poziom zrozumiały dla pytającego, ujawnić ją, zinterpretować i uczynić zrozumiałą dla poziomu świadomości. W taki sposób wróżbita wyjaśnia pytającemu to, o czym w zasadzie klient wie sam – nie bez przyczyny w większości systemów wróżebnych określić lub wybrać symbol powinien pytający. Chciałbym, by to, o czym mówimy, było zrozumiałe: u jednej osoby najlepiej funkcjonuje percepcja wzrokowa, co pozwala jej bez problemu odczytywać informacje zawarte w skomplikowanych wzorach wyrażonych przez symbole, dla innej prościej jest zamienić te symbole na liczbowe lub literowe ich odpowiedniki, zaś dla trzeciej wszystko staje się zrozumiałe, kiedy symbole tworzą w jego świadomości łańcuszek skojarzeń, unosząc potok myślowy w nieprzewidywalne przestrzenie itp. Przyzwyczajając się do jednej lub kilku wybranych metod wróżenia, „wypracowując” swoje metody pracy, wróżbita wciąż łatwiej i szybciej wchodzi w stan „raportu zwrotnego”, uczy się precyzyjnie określać to, co najważniejsze, nie zwracając uwagi na sprawy drugoplanowe. Jego odpowiedzi stają się pełniejsze, a co najważniejsze – dowolny rozkład zawiera dla niego wciąż mniej niejasności i wieloznaczności i on za każdym razem lepiej rozumie język run, heksagramów czy kart. Dobrze poznane symbole pozwalają też wróżbicie uwolnić się od wielu czysto rytualnych zaleceń, wypełnianie których oczywiście pomaga początkującemu, ale również i doświadczonemu interpretatorowi symboli. Odnosi się to na przykład do zasady wyciągania kart i run oraz przewracania filiżanki z fusami od kawy lewą ręką, przykrywania stołu do wróżenia czerwonym lub czarnym materiałem z naturalnych włókien. Początkującym adeptom sztuki dywinacji zaleca się nawet przed wróżeniem post (a już tym bardziej wstrzymanie się od picia i narkotyków!), na czas trwania seansu zakładać specjalny strój, zaś aby ułatwić koncentrację sugeruje się wykorzystywanie szklanej kuli, kryształu lub jakiegoś innego błyszczącego i przezroczystego przedmiotu. Wszystko to jest potrzebne głównie po to, by ułatwić skupienie się, dostrojenie do „odpowiednich fal”, wejście wróżbity w rezonans nie tylko z pytającym, ale i ze swoimi symbolami wróżebnymi. Natomiast doświadczony wróżbita wchodzi w ten rezonans niemal momentalnie i wszelkie pomocnicze działania nie są mu potrzebne. Tak naprawdę niezbędnych reguł w istocie rzeczy nie ma tak dużo, a i te są ukierunkowane bardziej na ułatwienie pracy, niż na zapewnienie sukcesu prognozy. Z mojego doświadczenia wynika, że takich reguł jest zaledwie dwie lub trzy, zależy od podejścia: 1. W pomieszczeniu, w którym odbywa się wróżenie, powinno być jak najspokojniej i najciszej. Telewizor, rozmowy, kaszel, a nawet dźwięk samochodów za oknem zmuszają wróżbitę do utrzymywania stanu podwyższonej uwagi, a co za tym idzie do ciągłego „zawiązywania” rwącej się nici kontaktu. Albowiem, jak napisane zostało w pewnej książce „magnetyczna substancja nie znosi popychania”. 2. Zarówno pytający jak i wróżbita nie powinni krzyżować kończyn, gdyż prowadzi to do zawężenia kanału kontaktu, który pojawił się między nimi, podobnie jak dzieje się to w przypadku załamania na szlauchu, które utrudnia przepływ wody i potrzebuje dużego ciśnienia, by pokonać przeszkodę. Podobnie jest z wróżbitą, który w takiej sytuacji potrzebuje znacznie więcej wysiłku, żeby przebić się przez „bariery” skrzyżowanych rąk i nóg. Trzecia reguła to zachowanie „technik bezpieczeństwa”. Żeby przyjąć wszystkie ludzkie nieszczęścia, pisał Nietzsche, człowiek powinien być bezbrzeżny jak morze, a kto z nas może coś takiego powiedzieć o sobie? Wróżbita, tak jak lekarz, ma do czynienia z ludźmi, których sytuacja bynajmniej nie jest pomyślna. Jeśli będzie on cudze problemy zbytnio brał do serca, denerwując się o jego los i przeżywając to, co się z nim dzieje, to z całą pewnością sił na długo mu nie wystarczy, nawet gdy wróżbita jest człowiekiem absolutnie zdrowym i zrównoważonym – pojawi się zmęczenie i znużenie, zaś zmęczenie i stres, gromadząc się, mogą z czasem doprowadzić do choroby. Dlatego po pierwsze wskazane jest, aby wróżbita znał i umiał zastosować choćby jedną z metod ochrony przed agresją psychoenergetyczną, które na szczęście są już dość znane. Po drugie zaleca się, aby osoba zajmująca się dywinacją rozsądnie podchodziła do ilości i wagi analizowanych problemów i umiejętnie rozliczała swoje siły i możliwości. Są ludzie, dla których kontakt z chorymi lub zgnębionymi osobami w ogóle nie jest zalecany. Nawiasem mówiąc, nie jest trudno to sprawdzić – wystarczy samodzielnie przeprowadzić kilka próbnych seansów. W języku polskim ukazały się dwie interesujące pozycje związane z tymi zagadnieniami autorstwa A. A. Chrzanowskiej – „Rytuały ochronne”, „Zdejmowanie klątw i uroków” dostępne w sprzedaży wysyłkowej. Szczegółowa informacja na końcu książki. I na koniec jedno z ważniejszych zaleceń – po zakończeniu seansu zaleca się przeprowadzenie choćby krótkiego rytuału oczyszczającego, jego rodzaj należy dobrać zgodnie ze swoimi upodobaniami. Jest wiele metod oczyszczania się, tutaj podaję dwie najprostsze: medytacja i zimna woda. Półgodzinna medytacja przeprowadzona według dowolnej, znanej metody, chłodny prysznic lub zwyczajne umycie rąk zimną wodą (przecież wróżbita pracuje rękami) „ścierają” jeśli nie całą, to przynajmniej część informacji, która pozostaje po przeprowadzonym seansie. W stosunku do zadanego pytania wróżbita może (i powinien) tylko pomoc pytającemu w sformułowaniu go jak najbardziej konkretnie. Wróżenie nigdy nie przebiega „ot tak sobie”, dla zabawy – na bliżej nieokreślone pytanie typu „co mnie czeka?” i odpowiedź będzie nieokreślona. W odniesieniu natomiast do problemu sugestii (narzucenia) można powiedzieć co następuje: zadanie wróżbity nie polega na konstatowaniu faktów, na ograniczaniu się do lakonicznej odpowiedzi typu „tak” lub „nie”, lecz na zinterpretowaniu wydarzeń, które dzieją się w życiu klienta, na pokazaniu mu wariantów rozwiązania problemów i wskazania jakimi wadami i zaletami charakteryzuje się każdy z wariantów. Czytelnik ma prawo uznać, że jest to sugestia, ale wyłącznie pozytywna – wróżbita „narzuca” pytającemu wiarę we własne siły, przekonując swego klienta o tym, że ma on wybór, że jego życiem kieruje nie bezosobowy los, lecz przede wszystkim on sam. Albowiem przyszłość, jak już pisałem, jest wirtualna, plastyczna i człowiek zawsze (lub prawie zawsze) może dokonać korekty przebiegu wydarzeń zgodnie z dowolnie wybranym wariantem. Inna sprawa, że ilość tych wariantów jest ograniczona. Ich może być dwa, pięć, a nawet dziesięć, ale nie nieograniczona ilość. Ludzie zazwyczaj domyślają się, że tak jest, tym bardziej, że wiele wariantów można określić drogą czysto logicznych spekulacji, bez uciekania się do metod wróżbiarskich. Jednakże większość ludzi wybiera drogę „najmniejszego sprzeciwu”, czyli ten wariant, który wypływa z ich typowych reakcji i stereotypów zachowań. Nieco upraszczając sprawę weźmy dla przykładu „reakcję lwa” i „reakcję królika”, które opisują podręczniki psychologii. Pierwszy w przypadku zagrożenia rzuca się do przodu, gotów walczyć „z wrogiem”, zaś drugi wycofuje się lub zamiera w bezruchu. Nie wdając się w rozważania o wrodzonym czy nabytym charakterze tych reakcji, zauważmy, że człowiek, który dziesięć razy zachował się zgodnie z jednym z tych dwóch wariantów najprawdopodobniej zachowa się w taki sam sposób i po raz jedenasty. Zarówno typ reakcji, jak i zachowania stereotypowe z łatwością mogą odczytać nawet najmniej doświadczeni wróżbici i to nie tylko przy pomocy symboli, lecz nawet na podstawie zewnętrznego wyglądu klienta i sposobu jego zachowania. Właśnie to wykorzystują Cyganki i inni adepci wiedzy tajemnej, którzy nie mają ochoty zajmować się analizą kilku wariantów i proponują rozwiązanie zgodne ze stereotypem pytającego. Ten, nie wiedząc, że istnieją inne możliwości, postępuje zgodnie z usłyszaną sugestią, a w związku z tym wróżba „spełnia się”. Dzięki temu staje się jasna odpowiedź na pytanie, które często zadawane jest wróżbitom: w jakim stopniu to, co mówisz jest prawdą? Lub: jakie jest prawdopodobieństwo, że to, o czym mówisz, zrealizuje się? Spełni się – nie spełni się? W związku z tym przypomniała mi się pewna historia, którą usłyszałem wiele lat temu. Pewna wróżka rozłożyła karty i przepowiadała mi z nich przyszłość. Karty były najzwyklejsze na świecie, prosta talia do gry składająca się z 52 sztuk, lecz sposób ich rozkładania i interpretacja bardziej przypominały karty Tarota. Wróżka opowiedziała mi praktycznie wszystko na temat mojego bieżącego życia i jej opowieść dosłownie mnie poraziła i nie dlatego, że moje życie było wyjątkowo trudne lub nieszczęśliwe, odwrotnie, byłem raczej z niego zadowolony i w znacznej mierze nim usatysfakcjonowany, ale miałem wrażenie, że zapędziłem się w przysłowiowy kozi róg i nie wiem co dalej. W pewnym momencie zrozumiałem, że wróżka „wzięła” jakby chwilowy wycinek stanu mojej osobowości i ekstrapolaryzowała w przyszłość pewne krzywe jej rozwoju, pokazując tym samym, że ów rozwój może się w tym miejscu zakończyć, jeśli niczego nie zmienię w swoim życiu. I wtedy po raz pierwszy zacząłem się poważnie zastanawiać nad tym, czego ja tak naprawdę chcę od siebie i czego potrzebuję i w wyniku tych rozważań zdecydowałem się samodzielne kreowanie swego życia. Rozdział 2. Czarodziejskie runy Czym są runy Runy to magiczne i alfabetyczne znaki, z których korzystały narody Europy od wybrzeża Morza Czarnego aż pod daleką Grenlandię. Runy kuto w kamieniu lub wycinano w drewnie, ozdabiano nimi broń, naczynia, różnorodne przedmioty, zapisywano przy ich pomocy zaklęcia nad drzwiami wejściowymi do domu i na dziobach okrętów. Pierwsze zachowane do tej pory runiczne napisy pochodzą z III wieku n. e., jednakże pojedyncze zachowane znaki można datować na znacznie wcześniejszy okres, łącząc je z magicznymi symbolami celtyckich kapłanów-druidów. Znawcy run byli magami i uzdrowicielami, nosili oni specjalne stroje, uczyli młode pokolenie i cieszyli się szczególnym szacunkiem. Chociaż z drugiej strony w większym lub mniejszym stopniu znajomość run posiadali wszyscy przedstawiciele danego plemienia. Każda runa miała własne imię i była łączona z konkretnym bóstwem, przedmiotem lub zjawiskiem. Układając runę z drewnianych patyczków lub nanosząc jej wizerunek na korę brzozy, kamień, drzewce kopii bądź też na powierzchnię glinianego naczynia, uzdrowiciel, wojownik lub myśliwy zwracali się bezpośrednio do tej istoty, którą oznaczała dana runa, żeby oddziaływała w określony sposób. Uzdrowiciel wyganiał chorobę, wojownik prosił o zwycięstwo w walce, myśliwy ułatwiał sobie polowanie. W celu wzmocnienia działania nazwa runy była wymawiana w głos lub wyśpiewywana jako specyficzna pieśń. Chcąc wywołać burzę, zesłać na kogoś chorobę lub spowodować śmierć z ręki wroga śpiewano tak zwaną „złą pieśń” lub dokonywano zeid. Był to magiczny obrzęd, podczas którego wykonywano specjalne pieśni i tańce. Uśredniając, od przyjęcia chrześcijaństwa do całkowitego zapomnienia wiedzy runicznej minęło od trzech do pięciu stuleci. Zasady pogańskiej magii i starożytne legendy okazały się złymi czarami, diabelskim nasieniem i były niszczone wszelkimi dostępnymi środkami i metodami. Najdłużej znajomość run zarówno jako alfabetu, jak i systemu magicznego zachowała się na Islandii. Tam chrześcijaństwo dotarło dopiero w X wieku. Jednakże i tam pod koniec XV wieku nie ostał się ani jeden znawca run (mag). Legenda głosi, że zamienili się oni w elfy, duchy, koboldy z rzadka tylko ukazujący się ludziom, żeby pomóc (lub odwrotnie, przeszkodzić) im znaleźć wyjście z trudnych życiowych sytuacji. Lecz elfy nie dzielą się swoimi tajemnicami ze śmiertelnikami – wraz z ostatnim runekennerem zaginęła również i cała wiedza o runach. W XIX wieku alfabet runiczny interesował głównie archeologów i historyków. Dopiero niedawno, już w XX wieku, kiedy zostały odkryte pamiątki po dawno zaginionych kulturach i zainteresowanie wiedzą starożytnych zaczęło przeżywać swój renesans, runy również przeżyły swoje „drugie narodziny”. Wiele niestety zostało utracone bezpowrotnie, jednakże dzięki współczesnym badaczom, a przede wszystkim dzięki Amerykanom, Ralfowi Elliotowi i Ralfowi Blumowi, udało się w znacznej mierze odzyskać utraconą wiedzę. Ralf Elliot zebrał i usystematyzował wszystkie znane doniesienia o runach i podał ich pierwszy opis posługując się terminami zgodnymi ze współczesną wiedzą ezoteryczną (1959 r.). Ralf Blum (1982) zunifikował pisownię run, podał swój pogląd na temat kolejności ich występowania, w znacznym stopniu różniący się od futharku (starożytnego alfabetu), odtworzył stare i zaproponował nowe sposoby ich rozkładania, analogiczne do stosowanych w innych systemach wróżebnych. Przy tym R. Blum wykorzystywał tylko alfabetyczne znaki, ponieważ, jak on uważał, są one niezdolne do przyczynienia komukolwiek zła, nawet jeśli wykorzystuje się je w celach magicznych. On zrobił tak nie dlatego, że nie znał run magicznych (chociaż ze wszystkich kiedykolwiek wykorzystywanych run, to właśnie one poniosły największy uszczerbek na przestrzeni minionych wieków i wiedza o nich dotarła do naszych czasów w formie szczątkowej), lecz w obawie, by nie trafiły one w niepowołane ręce. Dziś mogę powiedzieć, że tamta wróżba się „nie spełniła”, ale wcale nie jestem w związku z tym obrażony na ową wróżkę, chociaż ona wcale nie powiedziała mi jak mam żyć, to tym niemniej, moim zdaniem, swoje zadanie wypełniła doskonale, dlatego że sukcesu wróżenia nie określa się „procentem spełniania się wróżb”, lecz tym, czy dzięki niemu człowiek zaczął uświadamiać sobie swoje pragnienia, dokonywać wyborów, rozwiązywać swoje życiowe problemy, a w ostatecznym rezultacie lepiej zrozumiał siebie. Oczywiście istnieje coś takiego jak „pewien wrodzony program”, zestaw cech i tendencji rozwoju osobowości, co w rezultacie prowadzi do pewnych określonych wydarzeń, których prawdopodobieństwo wystąpienia jest maksymalne, ale życie człowieka w istocie rzeczy polega właśnie na umiejętności optymalnego wykorzystania prawdopodobieństwa – kiedy prawdopodobieństwo jest duże nie trzeba prawie nic robić, wszystko będzie przebiegało jakby „samo z siebie”. Natomiast mniejsze prawdopodobieństwo wymaga większych wysiłków, by wcielić je w życie. Dlatego fatalizm w gruncie rzeczy oznacza rezygnację z dokonania jakichkolwiek starań i wysiłków mających na celu poprawienie sytuacji, zaś wolicjonalizm – nieliczenie się z jakimkolwiek prawdopodobieństwem. Takim sposobem dokonaliśmy krótkiej analizy historii i teorii wróżenia i przejdziemy teraz do szczegółowego przeglądu niektórych jego rodzajów. Rozdział 10. Kości A teraz pogramy sobie w kości. Do tego potrzebna będzie para kości do gry, to znaczy „sześcianików” jakimi gra się w gry planszowe. Rzucamy je na stół i sprawdzamy, co one nam powiedzą. W starożytności, kiedy „powróżyć sobie na przyszłość” było tak samo codzienną sprawą, jak dzisiaj włączenie telewizora, żeby dowiedzieć się jaka będzie następnego dnia pogoda, na wiele pytań bez zbędnej mitręgi uzyskiwano odpowiedź przy pomocy losowania. Starożytni Żydzi rozdzielali tym sposobem kawałki ziemi, ujawniali przestępcę, Grecy zmuszali do ciągnięcia losów kandydatów na wysokie stanowiska. Jeszcze późniejsze jest łacińskie słowo alea („los, kość do gry”) wcale nie miało żadnego odniesienia do kości w sensie anatomicznym. Żołnierze Aleksandra Macedońskiego i Pompejusza rzucali już nie kości krowy, lecz muszelki lub skorupki pomalowane z jednej strony ciemną, a z drugiej jasną farbą. Właśnie takimi skorupkami rzymscy żołnierze grali u podnóża krzyża o chiton Chrystusa. Grać w skorupki Rzymianie nauczyli również podbite przez siebie narody Europy. Grając mówili oni przeciwnikowi: „Des” („Idź”), stąd wzięła się francuska (des), a potem angielska (dice) nazwa gry w kości. Natomiast na wschodzie, w Azji Mniejszej, kontynuowano grę kośćmi krowy. Stamtąd ta gra przeniknęła do Bizancjum i dalej na Ruś, gdzie zyskała dużą popularność i była jeszcze bardzo rozpowszechniona w czasach naszych dziadków. Bizantyjczycy pierwsi zaczęli wytwarzać sztuczne „kości”-sześcianiki i wycinać na nich litery lub cyfry. W VII-VIII w. n.e. gra ta była już bardzo rozpowszechniona. Od Bizantyjczyków kości do gry z „napisami” przejęli Arabowie. Jednakże kościół chrześcijański, który do tego momentu osiągnął w Europie dostatecznie silną pozycję, a razem z nim królowie i cesarze zaczęli bardzo mocno walczyć z pogańskimi wierzeniami i obyczajami. Zaczęły się prześladowania astrologów, objaśniaczy snów i wróżbitów. Gry hazardowe także były zakazane w wielu krajach. Wróżenie zaczęło być bardzo ryzykownym zajęciem i zajmowano się nim tylko ukradkiem, a w związku z tym wiele wiedzy uległo zapomnieniu. Dopiero wiek XI, wiek schizmy wschodniej, wypraw krzyżowych, rozpowszechnienia się magii i kabały, stał się wiekiem odrodzenia zainteresowania wróżbiarstwem. Bizantyjczycy wrócili do starych, jeszcze antycznych sposobów wróżenia, modyfikowali je, lecz również odkrywali nowe. W taki sposób pojawiła się astragalomania, czyli sztuka przepowiadania przyszłości przy pomocy kości do gry. Na ich krawędziach pisano litery, które przy rzucaniu układały się w słowa. Oczywiście kości były używane również do gry, nawet bardziej aktywnie niż przedtem. To zresztą właśnie krzyżowcy przywieźli kości do Europy Zachodniej jako nową grę hazardową. W XV wieku w kości z naniesionymi na ich krawędzie cyframi (punktami) zaczęła grać najpierw włoska, a za nią francuska i niemiecka arystokracja. W XVI wieku zaczęła się rozpowszechniać między pospólstwem, zaś w XVII na podstawie tej nad wyraz prostej gry zrodziły się podstawy teorii prawdopodobieństwa (B. Pascal). Wróżenie przy pomocy kości znów zeszło na plan dalszy. Jednakże największą popularność gra ta zdobyła na wschodzie, w obrębie ówczesnego Imperium Osmańskiego. W miastach wschodu w kości grano na bazarach, w łaźniach, w karczmach, a nawet wprost na ulicach. Swoisty renesans tej gry można obserwować współcześnie w Rosji. Obecnie na świecie istnieje około czterdziestu różnych gier, w których wykorzystuje się kości lub kości i jakieś jeszcze inne przedmioty (planszę, pionki, karty), nie licząc przy tym gier planszowych z fiszkami, karteczkami i sobie właściwymi regułami, których wszystkich wymienić nie sposób. Tutaj obowiązuje główna zasada – rzuca się jedną, dwie , trzy, cztery lub więcej kości, sumuje się oczka na wszystkich razem lub na każdej oddzielnie. Do innych celów niż gra kości teraz wykorzystywane są rzadko. Dopiero całkiem niedawno, po II wojnie światowej, matematycy zaczęli przy ich pomocy badać paradoksy teorii prawdopodobieństwa („kości nietranzytywne” B. Efrona z nietypowymi cyframi np. 0, 1, 7, 8, 8, 8), pojawiła się nawet taka dyscyplina, aleatoryka, badająca zasady przypadkowego rozdzielenia wielkości. Natomiast wielbiciele różnego rodzaju rozrywek zaczęli stosować kości do wróżenia, jednakże nie był to powrót do astragalomcji Bizantyjczyków. Sposoby tego wróżenia podobne są raczej do salonowych gier z czasów cesarza Franciszka Józefa i królowej Wiktorii – zainteresowanemu proponuje się wylosować kości lub domino, a potem, mając do dyspozycji listę pytań i odpowiedzi zaczyna się „wróżenie”. W tej książce spróbuję zastosować do kości współczesną metodę intuicyjną. Przecież cyfry naniesione na ich krawędzie to numerologia prawie w czystej postaci, to znaczy cyfry, z każdą z których związane są określone skojarzenia. Natomiast o samej numerologii jako o sztuce interpretowania liczb napisano już dużo książek, z których Czytelnik może skorzystać. Najwygodniej wróży się z jednej, dwóch lub trzech kości. Można też wziąć ich więcej, załóżmy sześć lub nawet dwanaście (zgodnie z ilością domów astrologicznych), ale wtedy otrzymane cyfry lub ich sumy nie tyle będą odpowiadać na postawione pytanie, co raczej charakteryzować sytuację w całości. Bardziej szczegółowo pomówimy o tym później, a na razie zajmiemy się najprostszym sposobem. Podczas wróżenia wskazane jest określenie okresu czasu, na jaki robi się prognozę, na przykład jeden dzień, tydzień lub miesiąc. Można wróżyć również na rok, na kilka lat lub nawet na całe życie, ale do tego potrzebne jest duże doświadczenie i więcej kości. Po postawieniu pytania bierze się jedną, dwie lub trzy kości do ręki lub kładzie się do specjalnego kubeczka. Tradycyjnie takie kubeczki lub futeraliki robi się ze skóry, ale może tę funkcję pełnić również jakiekolwiek niewielkie drewniane lub gliniane naczynie. Kości należy kilka razy wstrząsnąć, a następnie wyrzucić na stół lub inną gładką powierzchnię. Cyfry, które są widoczne na górnych krawędziach, posłużą jako odpowiedź na zadane pytanie. Jeśli rzucasz Czytelniku nie jedną, lecz więcej kości, podczas interpretacji należy uwzględniać nie tylko ogólną sumę oczek, ale i „wskazania” każdej kości oddzielnie. I tak jeśli wypadały Ci 3 i 5, to nie jest to tylko 8, ale przede wszystkim połączenie trójki i piątki, różna zarówno od dwóch czwórek, jak i od dwójki i szóstki. 1. Stabilność. Jedna, dwie, a tym bardziej trzy trójki oznaczają podkreślone „ja”, osobowość, zdolną nie tylko odnieść zwycięstwo, ale i obronić jego rezultaty. Z reguły liczba ta wypada ludziom, którzy już coś osiągnęli, ale boją się o swoją przyszłość. Nie ma się czego bać, mówi ta cyfra – jeśli pytający będzie się trzymał obranego kursu, to nic mu nie grozi. Żadne zmiany (miejsca zamieszkania, pracy, partnera) nie są mu potrzebne. Prognoza na najbliższą przyszłość (do dwóch tygodni) jest korzystna. Podróże, w tym również zagraniczne będą przebiegać pomyślnie. Możliwe problemy ze zdrowiem: serce, oczy, nadciśnienie. 2. Zmienność Fortuny. Jedna lub kilka dwójek wskazują na niestabilność sytuacji. Od pytającego wymagana jest inicjatywa, ingerencja w przebieg wydarzeń, jednakże nie nazbyt mocne, raczej dyplomatyczne. Powinien on znaleźć kompromis, w czymś ustąpić, a wtedy i jemu ustąpią. Jeśli chodzi o konkretne zajęcia, to najlepiej teraz jest poświecić się pracy duchowej, naukowej lub twórczej, zaś materialny (finansowy) sukces na razie nie jest zapewniony. Zmiana miejsca zamieszkania lub pracy może nastąpić nie wcześniej niż za trzy miesiące. Prognoza na najbliższą przyszłość: ważna informacja, poznawanie czegoś nowego. Prognoza na rok: zwiększenie się dochodów. Możliwe problemy zdrowotne: wątroba, przewód pokarmowy. 3. Kontakt. Dobra liczba dla przedsiębiorców. Sprawa, zaczęta niedawno, zakończy się pomyślnie. Jednakże pytający ma skłonność do przeceniania swoich sił i nie umie odpoczywać, a w związku z tym ciągły stres może wywoływać nerwowe, a nawet fizyczne zaburzenia. Teraz najlepiej odpocząć, spędzać więcej czasu z rodziną, niż decydować się na nowe przedsięwzięcia. Zmieniać sferę zainteresowań lub miejsce zamieszkania warto tylko w takim wypadku, gdy jest to wyjątkowa okazja. Nowe sprawy lepiej zaczynać dopiero w następnym roku. Prognoza na najbliższą przyszłość jest korzystna, a na najbliższy rok zależy od pytającego. Możliwe problemy zdrowotne: stawy, skóra. 4. Praca. Cyfra, która sprzyja ludziom twórczym – malarzom, pisarzom, muzykom. Wspaniałe wystąpienie, wystawa, koncert, natchnienie pytającego nareszcie zdobędzie powszechne uznanie. Dla urzędników i biznesmenów czas rodzinnych zmian – ślub (swój lub kogoś z rodziny), narodziny dziecka. Prognoza na najbliższy czas: wyjazd (tournee). Pracę (biznes) na razie zmieniać raczej nie warto. Prognoza na rok: kłopoty, troski. Możliwe problemy zdrowotne: nerki, bóle pleców lub głowy. 5. Ryzyko. Człowiek, który zadał pytanie skłonny jest do przesadnego ryzyka lub przeżywa okres pełen przygód. Przede wszystkim targa nim strach o pieniądze. Żeby pozbyć się tego strachu on powinien ułożyć plan działania niezależny od jego odczuć i nastrojów. Odnosi się to zarówno do zawodowej, jak i prywatnej sfery życia. Zazdrość w tym wypadku jest bezpodstawna, lepiej ją przezwyciężyć i być bardziej uważnym w stosunku do partnera. Prognoza na najbliższy okres: okres powodzenia zbliża się do końca, a w związku z tym nie należy szukać nowych przygód, na razie trzeba pożyć spokojnie. Jeśli pytający nie zdążył zrobić czegoś w tym roku, nie musi się denerwować, przyszły rok przyniesie mu długotrwałe powodzenie. Wyjazdy za granicę są ryzykowne i przez najbliższe kilka miesięcy lepiej pozostawać w domu. 6. Harmonia. Stan pytającego nie budzi niepokoju, wierzy on w siebie i żadne drobiazgi nie mogą zbić go z tropu. Jednakże obiektywnie sytuacja wymaga przemyśleń. Na razie wszystko idzie normalnie, ale przesadna pewność siebie może doprowadzić do utraty kontroli nad sytuacją, a wtedy jakakolwiek niespodzianka może okazać się nieprzyjemna. Pytający powinien kontrolować swój temperament, a decyzje podejmować nie od razu, pod wpływem emocji, lecz po dobrym namyśle. Prognoza na najbliższą przyszłość: wszystko skończy się lepiej niż pytający oczekiwał. Prognoza na rok: wszystko przebiegnie nie tak, jak pytający oczekiwał, ale nie najgorzej, o ile oczekiwania nie były przesadnie wygórowane. Z podróży zalecane są tylko wyjazdy do dobrze znanych miejsc. Sumy cyfr Spis zawartościPrzedmowa autora Rozdział 1. Wróżenie Rozdział 2. Czarodziejskie runy Rozdział 3. Magia run Rozdział 4. Czterdzieści symboli Rozdział 5. Tarok Rozdział 6. Wróżymy z Marią Lenormand Rozdział 7. Szesnaście figur geomancji Rozdział 8. Filiżanka herbaty Rozdział 9. Tajemnica kapłana Tachanora Rozdział 10. Kości Rozdział 11. Wielki i mały Etteilla Rozdział 12. Wróżby świąteczne Rozdział 13. Kobiece wróżby Rozdział 14. Inne sposoby wróżenia
Opinie naszych Klientów
Powiedz co myślisz o tym produkcie - dodaj swoją opinię
Ostatnio oglądane
|
Produkt niedostępny |
