Radość - Osho

Radość

Nasza cena: 28,26 zł  (cena rynkowa: 31,39 zł, oszczędzasz 10% !)
Ocena Klientów: brak opinii

Produkt należy do kategorii: Rozwój duchowy

Może Cię również zainteresuje

Opis

Piąta książka z serii “Nowy Horyzont” zawierająca wskazówki Osho na temat jak poradzić sobie z najważniejszymi problemami każdego współczesnego człowieka, jego związków z innymi ludźmi oraz jak odpowiedzieć na odwieczne pytania: “Kim Jestem?” i “Jak żyć”.

OSHO mówi jak odzyskać naturalny dla każdego człowieka wymiar życia, jakim jest radość. Będzie to bardzo łatwe jeśli tylko zrozumiemy, że zrzucanie winy za nasze złe samopoczucie na innych, na czynniki zewnętrzne, po prostu nie ma sensu. To my sami narzucamy sobie plany, cele do zrealizowania, które krępują nas i często powodują, że wszystko wypada z rąk, ku naszej ogromnej frustracji. Jeśli zaczniemy podążać za wrodzoną nam cechą jaką jest radość, to nauczymy się otwartości w podchodzeniu do wszystkiego, co niesie nam życie, wdzięczności za wyzwania i możliwości, które się przed nami nieustannie pojawiają, dostrzegania nawet drobnych powodów do bycia pogodnym i szczęśliwym. Oto szansa dla wiecznie niezadowolonych ludzi, których ciągłe narzekanie odstrasza bliskich i przyjaciół. Oto szansa dla hipochondryków zadręczających otoczenie szczegółami swoich dolegliwości. Obyście tylko chcieli sobie pomóc?

“Nawet kiedy jesteś szczęśliwy, gdzieś w głębi dręczy cię strach, że to nie potrwa długo, że wcześniej czy później szczęście się ulotni, że zapada noc i za chwilę pochłonie cię ciemność. To światło jest tylko urojone – nie pomoże ci, nie weźmie cię na drugi brzeg. Twoje szczęście tak naprawdę nie jest szczęściem, ale ukrytym nieszczęściem. Twoja miłość nie jest miłością, tylko maską dla twojej nienawiści. Twoje współczucie jest niczym innym jak gniewem – starannie wyhodowanym, wyrafinowanym, wyedukowanym, kulturalnym, ucywilizowanym – ale jednak gniewem. Twoja wrażliwość nie jest prawdziwą wrażliwością, lecz ćwiczeniem umysłowym, pewną postawą, wyreżyserowanym podejściem.

Pamiętaj: ludzi wychowuje się w przekonaniu, że cnotę można wyćwiczyć, że dobroć można wyćwiczyć, że można się nauczyć jak być szczęśliwym, że można zapanować nad szczęściem, że w ludzkiej mocy jest wypracowanie takiego charakteru, który da poczucie szczęścia. A to jest nieprawdą, całkowitą nieprawdą.

Sprawą podstawową, którą trzeba rozumieć, jest to że, nie można wyćwiczyć się w byciu szczęśliwym. Nie można stworzyć szczęścia, wystarczy się na nie zgodzić.”

Fragment 1

Gdybyś miał się nauczyć jednej tylko rzeczy, tą rzeczą jest bycie uważnym, świadomym własnej konstrukcji psychicznej, własnego wewnętrznego przeznaczenia. Nie zapominaj o tym, w przeciwnym razie będziesz nieszczęśliwy, a wtedy ludzie powiedzą: ”Medytuj, aby stać się szczęśliwym”. Powiedzą: ”Módl się, a staniesz się szczęśliwy; idź do świątyni, bądź religijny, bądź chrześcijaninem albo hinduistą, a będziesz szczęśliwy”. To całkowity nonsens. Bądź szczęśliwy, a medytacja podąży za tobą. Bądź szczęśliwy, a religijność podąży za tobą. Poczucie szczęścia to podstawowy warunek.

Ludzie stają się religijni tylko dlatego, że czują się nieszczęśliwi. Ich religia jest udawana. Spróbuj zrozumieć, dlaczego jesteś nieszczęśliwy. Przychodzą do mnie i mówią, że są nieszczęśliwi i chcą bym znalazł dla nich jakąś medytację. Odpowiadam im, że podstawową rzeczą jest zrozumienie powodu nieszczęścia. Jeśli go nie usuniesz medytacja niewiele ci pomoże.

Być może świetna tancerka teraz siedzi w biurze zawalona papierami. Nie ma okazji do tańca. Ktoś może cieszył się tańcząc pod gwiazdami, a teraz podlicza saldo rachunku bankowego. I przychodzi do mnie mówiąc: „Jestem nieszczęśliwy. Znajdź dla mnie odpowiednią medytację”. Ale co to da? Jak medytacja mogłaby pomóc? Pozostaniesz tym samym człowiekiem, odkładającym pieniądze, nastawionym na współzawodnictwo. Medytacja może pomóc ci się odprężyć, abyś mógł nadal tkwić w tym nonsensie.

Powtarzanie mantr, medytacje – pomogą ci jedynie pozostać tym kim jesteś. To nie jest przemiana.

Toteż moja droga do szczęścia jest dla tych naprawdę odważnych, dla śmiałków, którzy są gotowi zmienić tryb życia, którzy są gotowi zagrać o wszystko – ponieważ zrozumieli, że jedyne, co mają do stracenia to swoje nieszczęście, swoją niedolę. Zwykle bowiem ludzie trzymają się kurczowo nawet tego.

Usłyszałem historyjkę:

Oddział rekrutów wywieziony na poligon właśnie wrócił do swoich kwater, po całodziennym marszu w gorącym słońcu.

Co za życie! – powiedział jeden z żołnierzy. Totalne zadupie, sierżant myśli, że jest Hunem Attylą, żadnych kobiet, żadnej gorzały, żadnych przepustek, a na dodatek moje buty są o dwa numery za małe.

Nie podobają ci się buty, kolego – powiedział jego sąsiad – dlaczego nie zgłosisz się po inną parę?

Za nic w świecie! – otrzymał odpowiedź. – Zdejmowanie ich jest jedyną przyjemnością, jaka mi została.

No, bo co stawiasz na szali? Tylko twoje nieszczęście. Jedyną twoją przyjemnością jest mówienie o nim. Spójrz na ludzi rozmawiających o swoim nieszczęściu, jak szczęśliwi się stają! Chodzą do psychoanalityków, aby mówić o swoim nieszczęściu – a nawet za to płacą! Ktoś słucha uważnie, a oni stają się szczęśliwi.

Ludzie wciąż mówią o swoim nieszczęściu. Przesadzają, ubarwiają, sprawiają, że wygląda na jeszcze większe niż jest w rzeczywistości. Dlaczego? Nie mają nic, oprócz swojego nieszczęścia więc trzymają się kurczowo tego, co znajome. Nieszczęście jest wszystkim, co poznali; takie jest ich życie. Nie mają nic innego do stracenia i boją się zaryzykować utratę tego, co mają.

Według mnie szczęście, radość są najważniejsze. A wraz z nimi nastrój świętowania, pragnienie afirmacji życia. Ciesz się życiem! Jeśli nie potrafisz cieszyć się swoją pracą, zmień ją. Nie czekaj! Przez cały czas, czekasz na Godota a Godot nigdy nie przyjdzie. Takie czekanie to marnowanie życia Na kogo, na co czekasz?

Jeśli uważasz, że twoje nieszczęście mieści się w granicach, które należy akceptować, czyli twoja tradycja mówi, że ty jesteś w błędzie, ja stanowczo powiem: to twoja tradycja jest błędna. Spróbuj zrozumieć różnicę. To nie ty, tylko narzucony ci wzorzec, sposób, w który nauczyłeś się żyć, jest błędny. Motywacje, których się wyuczyłeś i zaakceptowałeś jako swoje, nie są twoje – one nie wypełnią twojego przeznaczenia. One są przeciwko twojej naturze, wcale cię nie cieszą.

Pamiętaj: nikt za ciebie nie zadecyduje. Wszystkie przykazania, nakazy, zasady moralności mają na celu sparaliżować cię. Musisz zadecydować sam, musisz wziąć życie w swoje ręce. W przeciwnym razie, życie będzie pukało do twych drzwi, ale ciebie tam nie będzie – będziesz zawsze gdzieś indziej.

Jeśli pragnąłeś zostać tancerzem, prawdziwe życie przyjdzie do ciebie od tej właśnie strony. Zapuka w twoje drzwi, sądząc że zapewne jesteś tancerzem. Ale ciebie tam nie ma – jesteś bankierem. Jak można spodziewać się, że życie będzie wiedziało, iż zostałeś bankierem? Życie przychodzi do ciebie drogą jaką wybrała natura; zna tylko taki adres. Ale ciebie tam nie ma, jesteś gdzieś indziej, schowany za czyjąś maską, przebrany w czyjś kostium, nosisz cudze imię. Istnienie wciąż cię szuka. Zna twoje imię, ale ty je zapomniałeś. Zna twój adres, ale ty nigdy nie mieszkałeś pod tym adresem. Pozwoliłeś, aby świat rozproszył twoją uwagę.

Ostatniej nocy śniło mi się, że znów byłem dzieckiem – Joe opowiadał Alemu – miałem bilet wolnego wstępu na wszystkie atrakcje w Disneylandzie. Stary, ale się ubawiłem! Nie musiałem wybierać.

Interesujące. – zauważył jego kolega – Ja także miałem ostatniej nocy bardzo wyrazisty sen. Śniłem, że piękna blondynka zapukała do moich drzwi i aż kipiała od pożądania. Kiedy właśnie zaczynaliśmy, cudowna, piersiasta brunetka weszła i przyłączyła się do nas.

Bardzo chciałbym być tam z wami! Dlaczego do mnie nie zadzwoniłeś?

Zadzwoniłem – odparł Al. – Twoja matka powiedziała mi, że jesteś w Disneylandzie.

Twoje przeznaczenie może odnaleźć cię tylko w jeden sposób. Będzie szukać tego, co rozwinęło się w tobie zgodnie z wolą twojego Istnienia. Dopóki nie odnajdziesz swojej spontaniczności, tego, co cię cieszy, nie będziesz szczęśliwy. A jeśli nie możesz być szczęśliwy, nie możesz mieć natury kontemplacyjnej.

Dlaczego ludzie myślą, że medytacja przynosi szczęście? Tylko szczęśliwa osoba, może mieć kontemplacyjny umysł – te dwie rzeczy są ze sobą powiązane. Zawsze, gdy widzimy medytacyjną aurę wokół jakiejś osoby, odkrywamy, że mamy do czynienia z kimś bardzo szczęśliwym, promiennym i przepełnionym błogością. Te dwie sprawy łączą się ze sobą. Większość ludzi myśli, że to umysł medytacyjny pociąga za sobą poczucie szczęścia.

Jest na odwrót: medytacja przychodzi, kiedy jesteś szczęśliwy. Problem tkwi w tym, że być szczęśliwym jest trudno, a nauczyć się medytacji – dość łatwo. Bycie szczęśliwym pociąga za sobą znaczące zmiany, zerwanie z przeszłością. Nagłe uderzenie pioruna i twoja przeszłość umiera a ty zaczynasz żyć od nowa. Tak właśnie byś żył, gdyby nie wzory do naśladowania narzucone przez twoich rodziców, przez społeczeństwo, przez państwo. Tak byś żył, gdyby nikt nie wywierał na ciebie presji. Ale niestety wywierał.

Musisz odrzucić wszystkie te narzucone ci wzory do naśladowania; odnaleźć swój własny, wewnętrzny płomień.

Fragment 2

Twoje pytanie jest bardzo ważne: „Skąd to przywiązanie do nieszczęścia?”

Ma ono swoje powody. Zbadaj swoje nieszczęście, przyjrzyj mu się. Następnie przyjrzyj się tym nielicznym chwilom, w których pozwalasz sobie na radość bycia w radości, a wtedy zobaczysz jakie są różnice.

Zauważysz kilka rzeczy: kiedy jesteś nieszczęśliwy, jesteś konformistą. Społeczeństwo cię kocha, ludzie cię szanują, masz duże poważanie. Możesz nawet zostać świętym; wszyscy twoi święci są nieszczęśliwi. Nieszczęście jest wymalowane na ich twarzach, w ich oczach. Ponieważ sami są nieszczęśliwi, są także przeciwni jakiekolwiek radości. Potępiają radość, nazywając ją hedonizmem. Potępiają każdą okazję do radości, nazywając ją grzechem. Oni są nieszczęśliwi i chcieliby widzieć cały świat pogrążony w nieszczęściu. Tylko w nieszczęśliwym świecie ludzie tacy jak oni uważani są za świętych! W szczęśliwym świecie byliby hospitalizowani, leczeni. Tkwią w nich patologie.

Spotkałem wielu świętych, studiowałem życiorysy świętych z przeszłości. Dziewięćdziesięciu dziewięciu na stu to byli ludzie nienormalni – nerwowo, a nawet, psychicznie chorzy. Jednak byli szanowani. Za co? Za ich nieszczęście. Pamiętaj o tym. Im więcej nieszczęścia doświadczali, tym bardziej byli szanowani. Byli święci, którzy biczowali swoje ciała każdego dnia, a ludzie zbierali się, aby zobaczyć ich wielką surowość życia, ascezę, pokutę. Największym świętym był ten, który miał rany na całym ciele. O takich ludziach myślano jako o świętych! Niektórzy święci pozbawiali się wzroku, bo poprzez oczy człowiek staje się świadomy piękna i rodzi się pożądanie. Byli szanowani, bo wydłubali sobie oczy. Dano im oczy, aby zobaczyli piękno Istnienia, ale oni postanowili być ślepi. Byli święci, którzy obcinali swoje genitalia, i – ponieważ byli autodestrukcyjni, zadawali sobie ból – bardzo ich szanowano. Ci ludzie byli psychicznie chorzy.

Przyjrzyj się swojemu nieszczęściu, a odkryjesz pewne zasadnicze prawidłowości. Ono daje ci szacunek. Ludzie są bardziej przyjaźni wobec ciebie, bardziej współczujący. Masz więcej przyjaciół. To jest bardzo dziwny świat, coś jest z nim nie w porządku. Nie powinno tak być. Człowiek szczęśliwy powinien mieć więcej przyjaciół. A dzieje się tak, że jeśli jesteś szczęśliwy, ludzie stają się zawistni; już nie są przyjaźni wobec ciebie. Czują się oszukani; masz coś, co dla nich nie jest osiągalne. Jak śmiesz być szczęśliwy? Od stuleci nauczyliśmy się postępować według schematu: należy tłumić szczęście i wyrażać nieszczęście. To stało się naszą drugą naturą.

Musisz odrzucić ten schemat. Naucz się być szczęśliwym, naucz się szanować szczęśliwych ludzi i zwróć na nich większą uwagę. To będzie wielka zasługa dla ludzkości. Nie współczuj za bardzo ludziom, którzy są nieszczęśliwi. Jeśli ktoś jest nieszczęśliwy, pomóż mu, ale nie współczuj. Nie rób niczego, aby myślał, że jego nieszczęście jest coś warte. Niech wie doskonale, że mu pomagasz, ale to nie wynika z szacunku, a jedynie z faktu, że jest, po prostu, nieszczęśliwy. Chcesz, by wydostał się z nieszczęścia, ponieważ nieszczęście jest ohydne, nieszczęście nie jest ani cnotą ani zasługą dla ludzkości.

Bądź szczęśliwy, szanuj szczęście, pomóż ludziom zrozumieć, że jest ono celem życia. Szanuj ludzi szczęśliwych. To oni są święci. Zawsze, gdy znajdziesz się w gronie ludzi serdecznych, wesołych miej świadomość, że to miejsce i ta chwila są święte.

Tak wygląda wasze życie. Wciąż zmieniacie partnerów, myśląc że być może kolejna kobieta, kolejny mężczyzna, otworzy wam bramy raju, za którym tęsknicie. Jednak każdy bez wyjątku otwiera bramy piekła! Nikt nie jest za to potępiany, bo robi zupełnie to samo, co robisz ty: niesie nierealną jaźń, z której nic nie może wyrosnąć. Ona nie może zakwitnąć. Jest pusta – udekorowana, ale w środku pusta i głucha.

Kiedy więc widzisz kogoś z daleka, ta osoba, cię pociąga. Kiedy się zbliżasz, pociąga cię coraz mniej. Kiedy ją w końcu spotykasz, to nie doświadczasz spotkania, ale zderzenia. Nagle widzisz, że druga osoba jest pusta, a ty czujesz, jakbyś został okłamany, oszukany, bo nie dostajesz niczego, co – jak ci się wydawało – słusznie ci się należy. Tak samo myśli ta druga osoba. Wszystkie obietnice zawodzą, a jedno staje się dla drugiego ciężarem, nieszczęściem, smutkiem. Rozstajecie się. Przez krótką chwilę odczuwacie ulgę, ale wasza wewnętrzna nierealność nie może zostawić was w tym stanie na długo; wkrótce będziecie szukać innej kobiety, innego mężczyzny, i wpadniecie w tę samą pułapkę. Tylko twarze się zmieniają; wewnętrzna rzeczywistość jest taka sama – pusta.

Jeśli naprawdę chcesz pozbyć się nieszczęścia i cierpienia, będziesz musiał zrozumieć – nie masz jaźni; ego nie istnieje. Będzie to wielka ulga. A kiedy nie masz jaźni, potrzeba posiadania drugiej osoby znika. Nierealna jaźń potrzebowała drugiej osoby, aby wciąż się nią karmić. Nie potrzebujesz drugiej osoby.

Posłuchaj uważnie: kiedy nie potrzebujesz drugiej osoby, możesz kogoś pokochać i wtedy ta miłość nie przyniesie nieszczęścia. Ona wykracza ponad potrzeby, żądania, pragnienia; taka miłość staje się spokojnym dzieleniem się, wielkim zrozumieniem. Kiedy zrozumiesz siebie, od tego dnia zrozumiałeś także całą ludzkość. Nikt nie będzie już mógł uczynić cię nieszczęśliwym. Wiesz, że wszyscy wokół cierpią z powodu ego i przerzucają swoje nieszczęście na każdego, kto jest w pobliżu.

Twoja miłość sprawi, że będziesz umiał pomóc osobie, którą kochasz, by także pozbyła się ego.

Znam tylko jedną wartość nadrzędną; miłość może podarować ci tylko jedną rzecz – uświadomienie, że ciebie nie ma, a twoja jaźń to wymysł wyobraźni. To uświadomienie, kiedy zaistnieje pomiędzy dwiema osobami, nagle sprawia, że stają się one jednością: dwie nicości nie mogą być dwiema oddzielnymi zjawiskami. Dwie rzeczy będą dwiema rzeczami, ale nie dwie nicości. Dwie nicości zaczynają się topić i zlewać. To jest pewne, że staną się jednym.

Na przykład, jeśli siedzimy tutaj, i każdy ma swoje ego, wtedy wszystkich nas można policzyć. Są jednak chwile, kiedy panuje całkowita cisza; wtedy nie możesz policzyć ilu jest tu ludzi. Istnieje tylko jedna świadomość, jedna cisza, jedna nicość, jedna bezinteresowność. Tylko w tym stanie dwie osoby mogą wspólnie odnaleźć się w wiecznej radości. Tylko w takim stanie, jakakolwiek grupa może żyć w ogromnym pięknie, cała ludzkość może żyć w wielkim błogosławieństwie.

Spróbuj zobaczyć jaźń; nie znajdziesz jej. Fakt, że nie znalazłeś, ma ogromne znaczenie. Opowiadałem wiele razy historię Bodhidharmy i jego spotkania z chińskim cesarzem Wu. Jest ono bardzo dziwne i niesie w sobie bardzo ważne przesłanie. Cesarz Wu był w swoich czasach największym cesarzem świata; rządził całymi Chinami, Mongolią, Koreą, całą Azją oprócz Indii. Przekonano go o prawdziwości nauk Gautamy Buddy, ale ci, którzy przedstawili mu przesłanie Buddy, byli uczonymi. Żaden z nich nie był mistykiem. Kiedy nadeszła wieść, że nadchodzi Bodhidharma, cały kraj trwał w oczekiwaniu. Cesarz Wu był pod wpływem nauk Buddy, co z kolei oznaczało, że cały kraj także był pod wpływem jego nauk. Teraz prawdziwy mistyk, budda, nadchodzi. Jakaż to radość!

Cesarz Wu nigdy przedtem nie przekraczał granicy Chin z Indiami, aby wyjść gościom na spotkanie. Tym razem zrobił to i z wielkim szacunkiem powitał Bodhidharmę. Zapytał go:

Prosiłem wielu mnichów i uczonych, którzy do mnie przychodzili, ale nikomu się nie udało – próbowałem wszystkiego. Jak pozbyć się ego? Budda mówi, że jeśli nie będziesz miał ego, skończy się twoje nieszczęście.

Cesarz mówił szczerze. Bodhidharma spojrzał mu w oczy i powiedział: Będę nad brzegiem rzeki, w świątyni u stóp góry. Jutro dokładnie o czwartej rano, przyjdziesz a ja skończę z twoim ego raz na zawsze. Ale pamiętaj, nie przynoś żadnej broni z sobą, przyjdź bez straży; musisz przyjść sam.

Wu był trochę zmartwiony. Pomyślał: „Ten człowiek był jakiś dziwny! Jak mogę zniszczyć swoje ego tak szybko? Uczeni mówili mi, że trzeba medytować przez wiele wcieleń; tylko wtedy jaźń znika. Ten człowiek jest przedziwny! I chce spotkać się ze mną w ciemności, o czwartej rano, sam na sam, bez miecza, straży, bez nikogo u boku? Ten człowiek jest jakiś dziwny – mógłby zrobić cokolwiek. Co ma na myśli, mówiąc, że skończy z moim ego raz na zawsze? Może zabić mnie, ale jak on zabije ego?”

Całą noc cesarz Wu nie mógł spać. Raz po raz zmieniał swoje zdanie – iść czy nie iść? Jednak było coś w oczach Bodhidharmy, było coś w jego głosie, była jakaś aura pewności, kiedy mówił: tylko przyjdź punktualnie o czwartej, a ja skończę z tym ego raz na zawsze! Nie musisz się o nic martwić.

To, co powiedział, wydawało się absurdalne, ale sposób, w jaki to powiedział i sposób, w jaki patrzył, były przekonujące: on wie, co mówi. W końcu zdecydował, że pójdzie. Postanowił podjąć ryzyko. Pomyślał: „Najwyżej mnie zabije – co jeszcze mógłby zrobić? Próbowałem wszystkiego. Nie mogę osiągnąć stanu braku ego, a bez tego nieszczęście się nie skończy.”

Zapukał do drzwi świątyni, a Bodhidharma powiedział: Wiedziałem, że przyjdziesz; wiedziałem też, że przez całą noc będziesz zmieniał swoje zdanie. Ale to nie ma znaczenia – przyszedłeś. Teraz usiądź w pozycji lotosu, zamknij oczy, a ja siądę przed tobą. W chwili, kiedy dotrzesz do ego w środku siebie, chwyć je, abym mógł je zabić. Po prostu chwyć mocno, powiedz mi, że je złapałeś, a ja je zabiję i wszystko będzie skończone. To kwestia kilku minut.

Wu trochę się bał. Bodhidharma wyglądał na szaleńca, mówiono o nim jak o szaleńcu; oczywiście nie było w tym cienia prawdy. Obrazy są symboliczne. I takie też było wrażenie, które wywierał na ludziach. To nie była jego prawdziwa twarz, ale twarz, którą ludzie zapamiętywali. Siedział ze swoją wielką laską przed cesarzem Wu i powiedział mu:

Nie czekaj ani sekundy. Szukaj dokładnie, a chwili gdy je chwycisz, otwórz oczy i powiedz mi, że je chwyciłeś. Natychmiast z nim skończę…

Nastała cisza. Jedna godzina minęła, dwie godziny minęły. W końcu, słońce wzeszło, a Wu stał się innym człowiekiem. Przez te dwie godziny, wpatrywał w siebie, w każdy kąt swojej duszy. Musiał patrzeć. Ten człowiek go pilnował; mógłby go uderzyć w głowę swoją laską. Mógł się spodziewać wszystkiego, gdyż Bodhidjarma nie znał się na etykiecie, manierach; nie był dworzaninem cesarza. Wu musiał uważnie szukać. I kiedy tak szukał, poczuł, że staje się coraz bardziej odprężony; nigdzie nie było nawet cienia ego! Ale intensywne poszukiwanie sprawiło, że wszystkie myśli zniknęły. Zaangażował całą swoją energię; nie było o czym myśleć, czego pragnąć; w ogóle nic nie było.

O wschodzie słońca Bodhidharma zobaczył twarz Wu, który nie był już tym samym człowiekiem – miał w sobie taką ciszę, taką głębię. On już zniknął.

Bodhidharma potrząsnął nim i powiedział: Otwórz oczy – jego już tam nie ma. Nie muszę go zabijać. Nie jestem gwałtownym człowiekiem, niczego nie zabijam! Ego zawsze istnieje, ponieważ usiłujesz się go pozbyć. Istnieje, bo nie szukasz go; jest w twojej nieświadomości. A teraz już go nie ma.

Dwie godziny minęły, a Wu ogromnie się ucieszył. Nigdy nie zasmakował takiej słodyczy, świeżości, nowości, piękna. Nie istniał. Bodhidharma spełnił swoją obietnicę. Cesarz Wu ukłonił się, dotknął jego stóp i powiedział: Proszę wybacz mi, że myślałem, że jesteś szalony, że nie znasz manier, że jesteś dziwaczny, niebezpieczny. Nigdy nie widziałem bardziej współczującego człowieka. Dzięki tobie jestem całkowicie spełniony. Nie ma we mnie ani jednego pytania.

Postanowił także, że kiedy umrze, na jego grobie mają być wygrawerowane w złocie słowa Bodhidharmy, aby przyszłe pokolenia wiedziały, że: „Był człowiek, który wyglądał na szaleńca, ale czynił cuda. Nie robiąc nic, pomógł mi osiągnąć stan braku ego. Od tej pory wszystko się zmieniło. Wszystko jest takie samo, ale ja nie jestem taki sam. Życie stało się czystą pieśnią ciszy.”

  • Liczba stron: 212
  • Oprawa: oprawa broszurowa w obwolucie
  • Rozmiar: 12,5x19,5 cm
  • Numer ISBN: 978-83-60895-03-0
  • Rok wydania: 2007

Opinie naszych Klientów

Powiedz co myślisz o tym produkcie - dodaj swoją opinię

Ostatnio oglądane