Vasanta – to polska breatharianka. Jest autorką wielu książek, nauczycielem duchowym i prekursorką Nowego Świata, zwiastunem świtu na Ziemi. Swoje wszechstronne wykształcenie otrzymała dzięki naukom wielu mistrzów. W swoich licznych podróżach po świecie do ashramów mistrzów oświeconych, odkryła i odzyskała Moc światła i miłości. Odnalazła drogę swojej duszy.
Jako autorka jedynej na świecie książki o transformacji ciała przystosowanego do życia bez jedzenia, dzięki zmianie świadomości zaistniała w oświeceniu. Jej droga życia jest wielką inspiracją dla wszystkich, którzy chcą zaistnieć we własnej Mocy i w szczęściu życia na Ziemi.
Fragment
Czuję jak w moje ciało wpływa energia kosmicznej wiedzy, wchodzą szyfry, świetlane znaki. Czuję je fizycznie są wprowadzane przez rdzeń kręgowy od karku w dół, czuję i wręcz widzę jak na kostkach moich stóp ożywają kobry, nie ma we mnie lęku raczej dziecięca ciekawość. Moce wracają do mnie. Patrzę trochę ze zdziwieniem, jak pęcznieją w swoich kształtach, unoszą swoje głowy mądrości i mocy faraonów i dumnie prężą się pod moimi stopami. Obudził sie do istnienia na kostkach moich stóp i na nadgarstkach moich rąk.
Czuję jak MOC koduje się w każdej komórce mojego ciała, “budzę sie” na wielu kosmicznych planach. Moje kosmiczne kobry oplatające moje nadgarstki otwierają swoje mistyczne istnienie… Budzą się i wiem że nie jestem z tego świata… A moce które posiada moja dusza są potężne w miłości i mocy uzdrawiania. Nie należę do siebie. Zgodziłam się schodząc tym razem na ten plan fizyczny, do “pracy światła” teraz nadszedł dla mnie właściwy czas by “ożyć”...
Fragment
Następnego dnia, kiedy niebiańskie słońce wzeszło na nieboskłonie nad egipską świątynią w Luxorze, usiedliśmy do medytacji, aby niebo serca swego połączyć ze szczęściem istnienia na ziemi.
Tego dnia w programie mistrz zaplanował dla nas wyjątkowe przyjemności.
Była podróż statkiem po Nilu i przejażdżka na wielbłądach po zachodniej stronie starych Teb.
Kiedy schodziłam po kamiennych stopniach nadbrzeża Nilu do czekającej na nas łodzi,
moja pamięć przeszłości ponownie została uaktywniona.
Znalazłam się na łodzi i odpływaliśmy, a on został na nadbrzeżu.
Patrzyły moje oczy na niego, a serce czuło, że zna taką sytuację, że zna to z przeszłości, tak było dawniej, wtedy, kiedy odpływałam, że swoim dworem, a ON zostawał po tej stronie Nilu.
Czułam w sercu smutek rozstania z ukochanym z tamtego czasu, teraz patrzyłam na NIEGO i prosiłam w myślach – BOŻE -pomóż, proszę abym mogła sobie przypomnieć,
ten czas, tamto życie i nasz związek. Aniele Boży stróżu mój, pomóż mi proszę.
Łódź odpłynęła z wartkim biegiem wody – raczej poczułam niż zobaczyłam jego czuły uśmiech, podniósł rękę do ust i wysłał mi pocałunek.
Znowu niepewna czy ten gest bliskości skierowany jest do mnie spojrzałam, na uczestników wycieczki, czy ktoś z nich patrzy na niego, nie – wszyscy zajęci byli swoim towarzystwem – ciągle masz tak mało zaufania do prawdy, która się przed tobą odkrywa – usłyszałam znajomy głos, który towarzyszy mi od tylu dni w naszym telepatycznym porozumiewaniu się,
- dlaczego, bez przerwy analizujesz, twoja nieufność, nie pozwala ci kontaktować się z uczuciami, a wiesz, że tylko uczucia zaprowadzą cię “do domu” w twoim sercu.
Te nasze rozmowy działy się na poziomie duszy. Tak jak i pismo automatyczne,
które “pisało się” w zeszycie, kiedy brałam do ręki długopis,
- wiedz, że jestem z tobą gdziekolwiek jesteś. Jestem wszędzie i zawsze gdyż kocham cię od wieków istnienia. Wybacz sobie popełnione błędy, one nie istnieją, obdaruj siebie wolnością, a zaistniejesz w miłości – poczekam aż sercem będziesz ponownie ze mną.
Słuchałam jak zwykle, tak płonęły te nasze rozmowy – myśli.
Czułam się z nimi doskonale pięknie i pewnie.
Miałam całkowitą jasność tego, co się wydarza teraz i jak głębokie jest to połączenie
z tym czasem starożytnego życia i teraz, w tym samym Egipcie.
Wiedziałam, że bez tamtej mnie za czasów Echnatona, nie było by mnie dziś.
Dziś przyszedł czas, aby uleczyć siebie “tamtą siebie” abym mogła pójść dalej.
Lecz kiedy tylko pozwoliłam, aby ego zaczęło kombinować po swojemu moja pewność znikała i, czułam się coraz bardziej zagubiona.
Wszystkie te mistyczne spotkania z energiami w świątyniach sprawiały, że czułam się nie zespolona z grupą, gdyż nie mogłam dzielić się z grupą moimi doświadczeniami i przeżyciami. Każdy z uczestników był zajęty swoimi doświadczeniami.
Moje zachowania było zbyt ekscentryczne trudne do pojęcia, normalnego zrozumienia,
i trudne do zaakceptowania. Płynęliśmy łodzią po świętym Nilu. Ja przebywałam na dziobie łodzi. Zawsze, kiedy płynęłam łodzią, moje ciało kierowane było w tę część łodzi gdzie stojąc często samotnie patrzyłam na wartki strumień płynącej rzeki.
Kocham ten boski żywił wody. Czułam się zespolona z wodą, rozmawiałam z nią.
Jest ona żywą istotą, wypełnioną widzą wszechistnienia, od której można wiele się dowiedzieć. Miałam uczucie, że celem tej wycieczki było przypomnienie sobie “tamtych” czasów, kiedy to królowa ze swoim dworem wypływa na drugi brzeg Nilu, aby odwiedzić poddanych.
W programie była przejażdżka po wsi na grzbietach bujających się wielbłądów. Jest to niebywała frajda, jechać wśród zielonych pól, po których chodzą ibisy, dotykać liści drzew palmowych i oddychać ciepłem egipskiego słońca.
Jadąc na grzbiecie kołyszącego mnie wielbłąda poczułam, że idący polną ścieżką osiołek ma ochotę na pogawędkę ze mną.
Zdziwiona zapytałam go:
- jak ci się żyje na tej pięknej ziemi?
-dobrze – usłyszałam w odpowiedzi…
-dobrze? spytałam zdziwiona.. taki wielki ciężar dźwigasz na swoim małym grzbiecie?
-sam sobie to wybrałam i jest mi z tym dobrze -jest mi ciepło, mam dobrą trawę, lubię chodzić – odpowiedział radośnie osiołek.
Słuchałam go zdziwiona… nie uzmysławiałam sobie tego, że każda istota ma “swój świat, swoje życie”
- i jestem sławny, mój dziadek wiózł na swym grzbiecie Jezusa… mówił do mnie mój przyjaciel egipski osiołek.
Można rozmawiać z każdą istotą, tylko trzeba nastawić się na właściwy odbiór – to było piękne doświadczenie. Nasza łódź czekała na nas brzegu i kiedy zasiedliśmy z wielbłądów, ponownie odbiliśmy od brzegu.
Na łodzi czekała nas niespodzianka, w programie był wspaniały egipski wegetariański obiad i herbata z hibiskusa.
Ten dzień był dniem radości, która ukryta gdzieś w zakamarkach umysłu miała zaistnieć w całej kaskadzie istnienia, jeżeli pozwolimy jej zaistnieć.
I dla mnie był to dzień, w którym cały świat śpiewał dla mnie pieśń radości.
Świat rozbrzmiewał radością. I ja śpiewałam światu swoją najpiękniejszą, radosną pieśń istnienia.
Miałam serce wypełnione wdzięcznością za cud doświadczania życia na ziemi,
czułam się zjednoczona ze światem widzialnym i niewidzialnym.
Nie przypuszczałam, że we mnie jest tyle śmiechu.
Wracałam do hotelu w towarzystwie Tereski i śmiałyśmy się nieustannie.
Wszystkie mięśnie brzucha i twarzy bolały nas, nie były przyzwyczajone,
do tak dużej ilości śmiechu.
Obsługa hotelowa przyzwyczaiła się już do mojego wiecznie szczęśliwego zachowania.
Do roześmianej radosnej buzi. Teraz znowu pojawiałam się promieniująca słonecznym blaskiem, większość oczu kierowała się w moją stronę z radosnym uśmiechem.
Polubiono moją radość, a ja chętnie dzieliłam się tym, co było tak piękne i tak naturalne.
Dzień zakończył się dyskoteką, tańczyło mi się w energii radości tak przepięknie i słodko jak nigdy dotąd.
Nie wszyscy z naszej grupy chodzili na dyskoteki, ja chodziłam każdego wieczoru i tańczyłam całe noce.
Każdy z nas miał własny szlak odkrywania swojej przeszłości
i właściwie skupiał się na sobie, aby zrozumieć, co z nim się wydarza.
Moja radość i miłość do tańca pozwalała memu ciału być w pełni rozluźnionym
i dzięki temu mogłam tak łatwo “poddawać moje ciało zmianom energetycznym”,
które ofiarowali mi moi niebiańscy przyjaciele z wysokich boskich wymiarów…