|
Wróć do listy artykułów
Leszek ŻądłoZawiedzenie rozwojem duchowym u DDATrudno jest się rozwijać osobie z wzorcem DDA (Dorosłego Dziecka Alkoholika). Wzorzec ten funkcjonuje w oparciu o bardzo wiele innych wzorców obciążających psychikę. Dotarcie do niego wiąże się automatycznie z oczyszczeniem wielu innych struktur i mechanizmów emocjonalnych. Wzorzec ten posiada wiele skrajności i zawsze występuje w pewnym zestawie emocjonalnym. Rzadko się zdarza, że u kogoś występuje w całości, ale zdarzają się przypadki ludzi z tak silnym syndromem dziecka alkoholika, że widocznym jest w ich zachowaniu, jak silnie zostali obciążeni. Gdy w dzieciństwie doznałeś odrzucenia ze strony swoich rodziców, to na pewno ten sam wzorzec będzie funkcjonował u ciebie podczas twojej drogi rozwoju duchowego. O ile nie oczyścisz swoich wyobrażeń właściwych dla DDA, to te same wzorce, które mogły skłonić cię do poszukiwań duchowych, będą ci udowadniały, że to wszystko nie ma sensu. Osoba z wzorcami DDA bardzo łatwo się zapala, ale jeszcze szybciej potrafi się zniechęcić. Tak było w jego otoczeniu. Rodzice (lub dziadkowie) szybko znajdowali w umyśle takiej osoby słabe punkty jej woli i skutecznie potrafili zniechęcać ją do wielu działań. Podobnie mogły działać inne osoby z najbliższego otoczenia. Niektóre z DDA, długo potrafią funkcjonować w środowiskach ezoterycznych, będąc ich aktywnymi członkami i nagle, równie silnie potrafią zaprzeczać wszystkiemu, w co do tej pory wierzyły. Popadają z jednej skrajności w drugą, co powoduje, iż w końcu same nie potrafią wytrzymać ze sobą. Szukają wyjaśnienia wielu spraw duchowych i nagle zaprzeczają wszystkiemu. Nie czują się godne, więc wolą wracać do starych, utartych schematów, w których znajdują zaprzeczenia wszystkiego, w co do tej pory wierzyły. Niektórzy w kółko zadają te same pytania i nie uzyskują satysfakcjonujących odpowiedzi. To przypomina próby dogadania się z pijanym rodzicem. DDA w dzieciństwie zadawało wiele pytań, na które nie ma innej odpowiedzi, jak ta, że alkohol zmienia osobowość i wywołuje zachowanie nielogiczne! Dziecko tego nie rozumie i żąda wyjaśnień. Wreszcie może dojść do wniosku, że “jeśli on jest OK., to ja nie jestem OK.”. To bezpośrednio rzutuje na relację z Bogiem u większości chrześcijan. Logiczne jest, że jeśli nie jesteś OK., to nie możesz liczyć na pomoc, tylko na karę!
Tu chcę zaznaczyć, że wzorzec DDA jest typowy dla większości istot określanych jako “upadłe anioły”. Wiele z nich żyje w rodzinach alkoholików lub narkomanów. Wiele DDA czuje pustkę. Dlaczego? Nagłe zmiany poglądów i nastawień DDA pojawiają się przy korzystaniu z regresingu. Mogą się one ujawnić na samym początku, jak i w późniejszej fazie. Wiele osób przychodzi na regresing, by udowodnić, że to nie działa. Często zadają sobie wiele trudu, by przekonać do swoich teorii innych, biorących udział w zajęciach. Czasami osoby te są przysyłane przez różne instytucje czy grupy religijne i nastawione na agitację. Niektóre z nich przychodzą później już z własnej woli, gdyż zobaczyły, że metoda działa. Zdarzają się jednak uczniowie, którzy deklarując przez długie lata, że im to pomogło, nagle odwracają się od metody i jej twórcy, zaprzeczając czemukolwiek, co wcześniej deklarowali. Jest to przykład na to, jak łatwo można ulec wzorcowi DDA, który zmusza, by “zawieść się na mistrzach” (analogicznie jak na rodzicach), jeśli podejście do metody oparte było na nieczystych intencjach. Przecież nie wszyscy rozwijają się dla siebie. Wielu czyni to tylko po to, żeby mistrz ich zauważył, pochwalił, docenił. Jeśli zaczniesz korzystać z metod rozwoju duchowego, oszczędź sobie rozczarowań i najpierw oczyść intencje wobec siebie oraz prowadzących zajęcia. Oni nie muszą spełniać twych zachcianek i nie muszą cię chwalić. Nie będą też tak walnięci, jak twoi nieprzewidywalni po pijanemu rodzice! Ale jak się postarasz, to takich też znajdziesz! Zrozum wreszcie, że w rozwoju duchowym nie o to chodzi, żeby lider zastępował ci wiecznie schlanego, czy choćby tylko okazyjnie podchmielonego tatusia. Rozwijaj się dla siebie samego, by poprawić jakość swego życia! U wielu osób występuje także syndrom prób wprowadzania w życie nowych idei z rozwoju duchowego, lecz bez oczyszczania starych wzorców. To tak, jakby chciały wprowadzić do swego życia coś lepszego, ale usiłować zachować to, co było dotychczas (“nowe może jest lepsze, ale bezpieczne jest to, co już znam”, “zupełnie nie wiem, co robić w nowej sytuacji, np. przy trzeźwych osobach, więc wolę nadal trzymać z tymi, których znam”). Osoby, u których działa ten syndrom, przechodzą często przez wiele terapii, po czym stwierdzają, że i tak nic im to nie daje i wracają do dawnych nawyków. Wszystko wskazuje raczej na to, że szukają usprawiedliwienia, jakoby nie dało się wybrnąć z trudnej sytuacji. Chyba ograniczenia wyniesione z rodziny oraz tamten styl życia są dla nich bardziej atrakcyjne od perspektywy porzucenia ich i odzyskania wolności. W takich chwilach adepci rozwoju rozpaczają: “Chcę być normalny”!, “Inni piją i żyją! Dlaczego ja muszę pracować nad sobą?”, albo “Inni żyją normalnie (piją, ćpają, nie rozwijają się), a używają życia i dobrze im się powodzi. A co ja gorszy?”. Pójście za tym głosem podświadomości to droga na manowce. Moment, w którym zaczyna działać syndrom niezadowolenia, jest bardzo trudny do wykrycia, ale bardzo łatwo jest go zauważyć w końcowych efektach jego działania. Właściwie, ten syndrom działa od samego początku i napędza przez pewien czas do rozwoju. Ponieważ nic się nie zmienia (samopoczucie, czyli niezadowolenie jest, jakie było na początku), pojawia się chęć zaprzeczenia wszystkim osiągnięciom. Przecież tyle pracy i nic… Niezadowolenie przecież nie ustąpiło! “Więc może lepiej się wyluzować jak ci, których widziałem, gdy sobie popili”. I wylać z siebie całe niezadowolenie na słabszych? Zauważam, jak trudno większości ludzi pracować z afirmacją: “potrafię być zadowolony z siebie i ze swego życia”. Ona powoduje, że wali się cały świat DDA. Przecież dla niego niezadowolenie (czasem połączone z lękiem) to jedyny znany solidny fundament, na którym budowało swoje życie! Jak trudno się przestawić na budowanie na fundamencie miłości, mądrości, mocy, bogactwa i zadowolenia! Toż to “koniec świata!” Osoby, którym brak zaufania do Boga (nieprzewidywalnego szaleńca – ojca), od kiedy nauczą się kontaktować z Nadświadomością, nie traktują jej jako źródła inspiracji. Zamiast tego usiłują przejąć kontrolę i wykorzystać Nadświadomość (Boga) jako pomocnika mającego spełniać ich zachcianki, czy “kurę znoszącą złote jajka”. Mają przekonanie, że są bardziej inteligentne, rozumne i wiedzą lepiej od Wyższej Inteligencji. Przecież tego nauczyły się w domu, że są bardziej rozsądne od starszego i rzekomo mądrzejszego szaleńca. A jak go chytrze podejdą, to nawet im pomoże! Z tego doświadczenia bierze się również mechanizm konkurowania z mistrzami. Znacznie poważniejszym błędem popełnianym przez rozwijających się duchowo jest opór przed zmianami. Bo są nieprzewidywalne, a wszystko, czego się nie da przewidzieć, u DDA budzi silny, czasem wręcz potworny lęk. Największy lęk budzi na początek medytacja, a po jej opanowaniu, oświecenie, bo to wymaga puszczenia samokontroli. A to DDA kojarzy się tylko z niekontrolowanym amokiem nieodpowiedzialnego pijaka. Mając w podświadomości tak sprzeczne mechanizmy i intencje, trudno się rozwijać i trudno stać się ufnym i zadowolonym. Lęk przed zdradą ze strony Boga, czy życzliwych ludzi, motywuje DDA do tego, by zdradzać tych, którym coś zawdzięcza, a na koniec samego siebie. Gdy trafiłam na regresing, byłam w ciężkim stanie psychicznym, jak i fizycznym. Nie liczyłam na cud, ale wiedziałam, że jest to ostatnia szansa na to, by coś zmienić w moim życiu. Poddałam się regresingowi wierząc, że przyczyny moich niepowodzeń życiowych tkwią w mojej przeszłości. Tej metodzie zawdzięczam wiele, ale najwięcej zawdzięczam sobie i mojej determinacji w osiąganiu zamierzonych celów. Chciałam sobie pomóc w życiu i pomogłam, korzystając właśnie z regresingu. Od początku czułam, że jest to metoda, jakby stworzona dla mnie. Nie interesowało mnie oświecenie i droga duchowa, ja chciałam pomóc sobie i sprawić, by moje życie przestało być koszmarem. Może właśnie dzięki temu uniknęłam rozczarowań, kolejnej niespełnionej obietnicy szybkiego oświecenia, jakiej spodziewało się wielu innych uczniów, którzy się zawiedli. Mnie nie chodziło o oświecenie, ale o poprawę jakości mojego życia. Ty też weź dla siebie jedynie te rzeczy, które pasują do twojego schematu i z nich skorzystaj. Resztę pomiń i pozostaw dla innych. Artykuły kontynuujące temat: |
|
Kurs Doskonalenia Umysłu - 5 kaset
(kaseta)
|
Uzdrawianie Związków
(kaseta)
|